reklama baner reklama

Nowe Teksty

Samotność buca
Panic o "Wilsonie"
Wyrzuty sumienia Franka C.
Kleszcz o "Bloodshot: Odrodzenie #01: Kolorado"
Generyczność frankofona
Tymczyński o "Lady S #08: Racja stanu"
Okładka miesiąca: luty 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Dokąd zmierzamy, panie Vaughan?
Sus o 3. i 4. tomie "Paper Girls"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

  • Rumia Comic Con 2019
  • Miejsce: Rumia, Stacja Kultura - Biblioteka Rumia, Starowiejska 2
    Kiedy: 2019-03-02

Forum Alei Komiksu

baner

Komiks

Royal City #01: Krewni

Royal City #01: Krewni

Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Jeff Lemire
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2018
Seria: Royal City
Tłumaczenie: Bartosz Sztybor
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 170x260 mm
Stron: 160
Cena: 44,00 zł
Wydawnictwo: Non Stop Comics
ISBN: 978-83-8110-638-2
WASZA OCENA
6.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Patric Pike - pogrążony w twórczym kryzysie pisarz - powraca do miasteczka, w którym dorastał, by zmierzyć się z rodzinną traumą.

Royal City to jak do tej pory najambitniejszy i chyba najbardziej osobisty projekt Jeffa Lemire’a - jednego z najlepszych twórców współczesnego komiksu.

[opis wydawcy]

Recenzja

Nie wszystko złoto co Lemire, Tomasz Kleszcz

Galerie

Royal City #01: Krewni Royal City #01: Krewni Royal City #01: Krewni

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

DUCHY DAWNEGO ŻYCIA



Twórczości Jeffa Lemire’a musiała dobrze przyjąć się na naszym rynku, bo nie dość, że mamy możliwość czytania jego „Czarnego Młota” i „Łasucha”, to już niedługo dostaniemy także przygody X-Menów i „Staruszka Logana” z jego nazwiskiem na okładce. Zanim jednak to nastąpi, w Polsce ukazuje się „Royal City”, kolejna autorska seria Lemire’a, która łączy w sobie to, co autor ma najlepsze do zaoferowania. Przygotujcie się więc na przejmujący dramat rodzinny połączony z klimatycznym horrorem, osadzony w małomiasteczkowych realiach.



Patrick Pike, pisarz, którego kariera nieubłaganie stacza się po równi pochyłej, mimo goniących go terminów i wydanych zaliczek, zamiast zająć się pierwszym draftem swojego nowego dzieła, rzuca wszystko i wraca w rodzinne strony, do Royal City. Jego ojciec przeżył właśnie zawał, choć nikt nie wie jeszcze, że atak serca nastąpił, kiedy w radio senior usłyszał wołający go głos jego syna. Nie, nie Patricka, a zmarłego przed laty Tommy’ego. O tym, że w Royal City dzieje się coś o wiele dziwniejszego, niż początkowo sądził, pisarz przekonuje się, kiedy od razu po wjechaniu do miasta, widzi ducha swojego brata. Tylko czy to rzeczywiście duch? I co takiego dzieje się w upadającym, robotniczym miasteczku? Na Patricka czeka nie tylko konfrontacja z widmem, ale także wiecznie skłóconą, narzekającą rodziną, pełną własnych niedokończonych spraw, pretensji i dramatów…



Jeff Lemire ponownie nie zawiódł. Owszem, „Royal City” to bardziej dzieło dla tych, którym podobał się „Łasuch”, niż dla miłośników jego opowieści superhero, ale to nie znaczy, że mamy do czynienia z jednym ze słabszych jego komiksów. Wręcz przeciwnie, scenarzysta tworzy tu coś znakomitego, pozornie innego od wspomnianych powyżej tytułów, choć po bliższym przyjrzeniu widać wyraźnie, że Lemire wiernie powielił schemat, do którego nas przyzwyczaił.



O jakim schemacie mowa? Oczywiście o zabawie elementami gatunkowymi. W „Czarnym Młocie” żonglował motywami ze Złotej i Srebrnej Ery komiksu, składając im hołd i dodając sentymentalną nutę. „Łasuch” był powieleniem (i pewną dekonstrukcją) schematów postapo, podlanych baśniową nutą. „Royal City” natomiast stanowi odejście w rejony typowych opowieści rodzinnych, przełamanych nastrojowymi scenami może nie grozy, ale fantastyki na pewno.



Wszystko to robi spore wrażenie, bo spełnia się zarówno jako opowieść obyczajowa o rodzinnych problemach i życiowych troskach, jak i swoisty thriller, kojarzący się z książkami Stephena Kinga. Do tego mamy niezłą, nastrojową szatę graficzną. Za nią także odpowiada Lemire, który operuje dość brudnym, odrealnionym i niewprawnym, ale klimatycznym stylem, uzupełnionym o dobrze do niego pasujący kolor. Całość robi spore i bardzo pozytywne wrażenie, trzymające poziom innych prac artysty. Dlatego też jeśli podobał się Wam „Łasuch” czy cokolwiek z rzeczy Lemire’a, koniecznie sięgnijcie po „Royal City”, nie zawiedziecie się.