reklama baner reklama

Nowe Teksty

Ostra jazda w baśniowej tonacji
Panic o 1. tomie "Head Loppera"
Dynamit i Nitrogliceryna
Kleszcz o "Batman/Sędzia Dredd: Wszystkie Spotkania"
Dziesięć oznak paranoi
Sus o "10 bolesnych operacjach"
Gdzie jest Peter?
Kleszcz o 2. tomie "Amazing Spider-Man"
Czejeni kontratakują
Tymczyński o 6. tomie "Comanche"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Komiks

Deadpool Classic #03

Deadpool Classic #03

Scenariusz: Stan Lee, Joe Kelly
Rysunki: John Romita Jr., Ed McGuinness, Pete Woods, Shannon Denton, Walter McDaniel
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2017
Seria: Deadpool Classic, Marvel Classic
Tytuł oryginału: Deadpool Classic Vol. 3
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 276
Cena: 79,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328118584
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Trzecia część opowieści o początkach Deadpoola, jednego z najpopularniejszych obecnie bohaterów popkultury.

W tym tomie Wade Wilson stanie oko w oko ze śmiercią, wybierze się na wycieczkę do akwarium i zmierzy się ze swoim wrogiem T-Rayem. Namiesza też w klasycznej historii o Spider-Manie autorstwa samego Stana Lee i Johna Romity.

Gościnnie wystąpią Bullseye i Typhoid Mary.

Autorami historii zamieszczonych w tym albumie są Joe Kelly (X-Men, The Amazing Spider-Man) i Stan Lee, współtwórca postaci Spider-Mana oraz wieloletni prezes Marvel Comics. Rysunki stworzyli między innymi Ed McGuinness (Nova: Początek), Pete Woods (X-Men: Mordercza geneza) i John Romita (The Amazing Spider-Man).

[opis wydawcy]

Recenzja

Prawie jak Spider-Man, Krzysztof Tymczyński

Galerie

Deadpool Classic #03 Deadpool Classic #03 Deadpool Classic #03

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

DEADPOOL: CZASY MINIONEJ PRZESZŁOŚCI (czy jakoś tak)



Jest czerwony. Jest super…ekhm…boha… eee… ma supermoce. A jak zdejmie maskę, wygląda jakby go coś przemieliło, po czym ktoś nieudolnie go posklejał. A teraz powraca z trzecim tomem swoich klasycznych przygód. I jak zwykle dzieje się dużo, krwawo i z humorem, a na dodatek w tej części akcja jest jeszcze bardziej zakręcona, ale nie uprzedzajmy faktów.



Po ostatnich wydarzeniach Deadpool przeżywa coś na kształt kryzysu tożsamości i stara się udowodnić, że mógłby być bohaterem. Przynajmniej dopóki nie zajmie się wykańczaniem T-Raya czy innych takich. Dlatego też po okaleczeniu etc. sporej ilości tych złych, postanawia przyjąć jakąś supebohaterską fuchę. Tak się jednak składa, że po Onslaughcie (taki tam byt; powstał z tego co najgorsze w umyśle profesora X i Magneto, „wymordował” większość herosów i takie tam – w Polsce było o tym trochę w „Silver Surfer: W otchłani duszy” i „Heroes Reborn: The Return”, ale kto by o tym pamiętał) trudno o takie zajęcie. I właśnie wtedy (ktoś się tego spodziewał? Oj tam) pojawia się tajemniczy człowiek w dziwnej szacie. Fanatyk „Władcy Pierścieni”? Być może, ale ma zlecenie. Trzeba uratować księżniczkę, pieniędzy z tego żadnych – idealna robota dla superbohatera. W ten sposób Deadpool wpada w łapy Deathrapa, który umieszcza go w chorej pułapce. Im więcej nasz Najemnik z Nawijką gada, tym szybciej zbliża się moment jego śmierci dokonany przy użyciu… pluszowego miśka!

To jednak dopiero początek całej opowieści. Potem w wyniku kolejnych szalonych wydarzeń Deadpool i Al zostają zagubionymi w czasie i ostatecznie trafiają w sam środek 47 zeszytu „Amazing Spider-Man”. Najemnik zajmuje więc miejsce Pajączka, zaczyna też udawać Petera Parkera, a Al podszywa się pod ciotkę May. Jak poradzi sobie nasz „bohater”, kiedy przyjdzie mu stawić czoła Kravenowi Łowcy?



Oczywiście to tylko część tego, co czeka na Was w tym tomie. Gościnnie pojawia się cała plejada gwiazd i gwiazdek (The Great Lakes Avengers teraz znani jako… Piorunochrony, Spider-Man, Watcher, powraca też Typhoid Mary itd.), a akcja pędzi na złamanie karku. Zawsze jednak znajdzie się miejsce na rzucenie kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu żartów, serwowanych przed, w trakcie i po kolejnych masakrach. Humor Deadpoola? Czarny, cięty, niepoprawny politycznie, ale to właśnie w tej serii jest najlepsze. Może mało odkrywcze, wcześniej w podobnym, tyle że ostrzejszym tonie utrzymany był „Lobo” z konkurencyjnego DC Comics, ale nadal na tle mainstreamowych komiksów Najemnik z Nawijką wypada świetnie.



Poza tym, mimo prześmiewczego charakteru całości, seria mocno osadzona jest w świecie Marvela. Event o Onslaughcie, który doprowadził do restartu wszystkich najważniejszych tytułów wydawnictwa i ponownego opowiedzenia na nowo początków bohaterów, pobrzmiewa w tle zarówno tego, jak i poprzedniego tomu, Deadpool wchodzi też w interakcje z innymi herosami, a jego historia mocno powiązana jest z X-Menami – a w szczególności Wolverine’em. Chociaż oczywiście śmiało możecie czytać jego przygody bez znajomości wszystkich tych komiksów – i to kolejna zaleta „Deadpoola”.



Graficznie także jest nieźle. Mimo wcześniejszych obiekcji, polubiłem prostotę tych klasycznych zeszytów, ich cartoonowość, ale teraz pojawiają się kolejni rysownicy, którzy rzucają bohatera w nowe rejony. Dostajemy więc zarówno bardziej realistyczne, typowe dla lat 90. XX wieku ilustracje McDaniela, jak i całkiem sporo rysunków utrzymanych w stylu wczesnego Marvela (mamy tu także wspomniany 47 zeszyt „Amazing Spider-Mana” autorstwa Stana Lee i Johna Romity Sr.). Całość pozostawia po sobie pozytywne wrażenie i otwarte zakończenie, które zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. I przy okazji dostarcza solidnej porcji lektury – cóż, komiksy mniej więcej sprzed 2000 roku, a w szczególności te z początków Marvela, na takiej samej liczbie stron mieściły więcej treści, niż obecne i to jeszcze widać w „Deadpoolu”. Polecam, ta seria jest o wiele lepsza, niż mocno przeciętny film kinowy, dzięki któremu Najemnik z Nawijką zagościł w polskich domach.