Smerfy #18: Smerf doktor - Aleja Komiksu
reklama baner reklama
baner

Komiks

Smerfy #18: Smerf doktor

Smerfy #18: Smerf doktor

Scenariusz: Luc Parthoens, Thierry Culliford
Rysunki: Alain Maury
Kolor: Nine
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2017
Seria: Smerfy
Tytuł oryginału: Les schtroumpfs 18. Docteur Schtroumpf
Rok wydania oryginału: 1996
Wydawca oryginału: Le Lombard
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 215x290 mm
Stron: 48
Cena: 19,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328118799
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Kolejny album o przygodach znanych na całym świecie niebieskich skrzatów. Papa Smerf to nie tylko przywódca wioski i wielki czarodziej – zajmuje się też leczeniem swoich podopiecznych. Jest jednak tak zajęty, że pewien Smerf postanawia go wyręczyć w tych ostatnich obowiązkach i sam siebie mianuje Doktorem. Gdy Papa się o tym dowiaduje, ze zdenerwowania sam zapada na poważną chorobę. Czy Doktor naprawdę potrafi leczyć, czy jest zwykłym szarlatanem? Sytuacja robi się jeszcze poważniejsza, gdy inne Smerfy też zaczynają na własną rękę stosować dziwne i podejrzane metody terapii.

Czy ktoś zdoła zapanować nad medycznym szaleństwem Smerfów?

Smerfy wymyślił belgijski scenarzysta i grafik Pierre Culliford (1928–1992), używający pseudonimu Peyo. Obecnie autorami serii są następcy Peyo, w tym jego syn Thierry.

[opis wydawcy]

Galerie

Smerfy #18: Smerf doktor Smerfy #18: Smerf doktor Smerfy #18: Smerf doktor

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

CZY SMERFY CHORUJĄ?



Oczywiście, że tak. Na co? Głównie na najróżniejsze urazy, które przytrafiają się tym sympatycznym, niebieskim stworzonkom. Teraz jednak nadszedł czas by bliżej przyjrzeć się tej tematyce i przekonać się czy w ich wiosce potrzebny jest lekarz czy może Papa Smerf da sobie radę ze wszystkim sam.



Smerfy nigdy nie miały lekko. Ciągle pracują, właściwie bez chwili wytchnienia, wciąż też zmagają się z kolejnymi niebezpieczeństwami, w tym, oczywiście, ze swoim największym wrogiem, Gargamelem. Nic więc dziwnego, że naszym małym bohaterom często zdarzają się jakieś zranienia, a do tego zwykłe choroby, jak choćby przeziębienie, także nawiedzają naszą niebieską społeczność. Co w takich przypadkach robią sympatyczni bohaterowie? Udają się po pomoc do Papy Smerfa, który zawsze chętnie im jej udziela. Teraz też, chociaż jest bardzo zajęty najnowszym eksperymentem. Jednak tym razem zalecenia, jakie miał dla urojonych objawów Smerfochondryka samemu zainteresowanemu wydają się zbyt łagodne w stosunku do tego, jak się czuje. Inne Smerfy też są takiego zdania, wszyscy zaczynają prześcigać się w doradzaniu co najlepiej by mu pomogło, a tymczasem jeden z nich wpada na pomysł by zacząć leczyć także innych. Jego zdaniem Papa Smerf jest zbyt zajęty by właściwie zadbać o zdrowie swoich podopiecznych, dlatego też Smerf Doktor zaczyna swoją praktykę. Początki nie są zbyt obiecujące, jednak wkrótce niemalże cała wioska zaczyna leczyć się u niego. I nie ma znaczenia, że jego lekarstwa szkodzą, zamiast pomagać. W końcu Doktor wystawia zwolnienia od pracy, a wizyty u niego stają się wręcz modne. Poza tym pacjentów zaczyna przybywać tak bardzo, że pojawia się konieczność otworzenia szpitala. Co dalej? Smerfna karetka, Smerfetka-pielęgniarka… Nawet Papa Smerf nie jest w stanie zatrzymać tego groźnego dla zdrowia szaleństwa. Czy Smerfy opamiętają się zanim będzie za późno?



„Smerf Doktor” jest albumem tak udanym, że nie powstydziłby się go pewnie sam Peyo, twórca małych, niebieskich bohaterów. Kontynuatorzy jego spuścizny w swoich dziełach prezentowali najróżniejszy poziom, nigdy jednak nie zawiedli oczekiwań czytelników – a przynajmniej nie w znaczący sposób. Tym komiksem udowadniają jednak, że wiedzą co robią i mają dość znakomitych pomysłów, żeby w dobrym stylu kontynuować serię.



Co dobrego jest w najnowszym tomie? Przede wszystkim znakomity humor, duża porcja satyry i konkretna ilość wydarzeń, których tempo narasta wraz z rozwojem akcji. Jak zwykle historia uczy młodszych odbiorców pewnych wartości, znalazło się też miejsce dla kilku żartów dla starszych czytelników, a całość została tradycyjnie znakomicie zilustrowana w klasyczny sposób. Jeśli więc szukacie dobrego komiksu dla najmłodszych, który śmiało będziecie mogli przeczytać sami i znakomicie się przy tym bawić, sięgnijcie tak po ten, jak i po pozostałe tomy serii. Warto, a zapowiedź wydania „Smerfolimpiady”, która w Polsce miała się pojawić dobrych kilkanaście lat temu (pamiętam wzmiankę w jednym z tomów czytanych w dzieciństwie), optymistycznie nastraja na przyszłość.