Nowe Teksty

W tym mieście mieszkają mordercy
Wronka o "Palcojad. Tom 1"
Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Nathan Never: Piekło

Yaqza, Yaqza recenzuje Nathan Never #08: Piekło
Włoska seria o przygodach prywatnego agenta Nathana Nevera ma dwie łatwo rozpoznawalne cechy- wykorzystywanie przez autorów wątków dobrze znanych nam z literatury pięknej (chociażby „Jądro ciemności” Korzeniowskiego czy „Imie róży” Umberto Eco) oraz....tragicznie paskudne okładki.

„Piekło”, najnowszy album tegoż cyklu, nie jest tu wyjątkiem- ambicją jego autora było przeniesienie wątków „Boskiej komedii” Dantego na grunt futurystycznego Miasta, w jakim żyje nasz bohater, okładka albumu zaś- jak wszystkie poprzednie- wystawia na próbę zdolność przejścia bezkrytycznie obok tak eksponowanego aspektu komiksu i kojarzy się z pracami początkujących rysowników amerykańskich, wśród których o oryginalność równie łatwo co o uczciwego polityka w Sejmie. Dodam także, gwoli ścisłości, że koloryści stojący za okładkami serii mają chyba „kompleks tęczy” (all rights reserved) i dlatego też z maniakalnym uporem starają się na jednej planszy (dość mikrego nawiasem mówiąc formatu) upchnąć jak największą paletę barw- efekt jest dość makabryczny...

Przejdźmy jednak do samego komiksu- od fabuły począwszy.
W Mieście, gigantycznej, wielopoziomowej metropolii, gdzieś w niższych, nieuczęszczanych (i nieporównanie bardziej niebezpiecznych) rejonach swe miejsce i azyl znajdują mutanci- stworzone sztucznie istoty powszechnie uznawane za gorsze od człowieka i z gruntu złe. O ich prawa walczą ludzie widzący w wyrzutkach ludzkie istoty, bojownicy za wszelką cenę dążący do swych idealistycznych celów (oczywiście na niższych poziomach roi się także od wszelkiej maści wyrzutków i przestępców, ale o tym mówić chyba nie muszę...).
O prawa mutantów walczy tez jeden z głównych bohaterów opowieści- Hans, młody idealista który w imię swych celów dokonuje napadu na bank, w którym ginie przypadkowa osoba. Teraz Hans staje się celem nagonki politycznej, zmierzającej- wykorzystując ten casus- do radykalnego rozwiązania kwestii odmieńców.
Łowy się rozpoczęły!- na niższe poziomy wyrusza ze swą zgrają Ethan Edwards- zdecydowany na wszystko łowca z oddziałem wiernych mu siepaczy. Jednocześnie na poszukiwanie Hansa wyrusza tytułowy bohater komiksu- Nathan Never, dotrzymawszy od rodziców ściganego zlecenie na odnalezienie syna.
Podróż przez niższe poziomy będzie podróżą przez wszystkie poziomy piekieł...

Brzmi intrygująco, nieprawdaż? Niestety w praktyce sprawa wygląda nieco inaczej. „Piekło” jest bezsprzecznie najgorszym albumem serii, tak pod względem literackim jak i graficznym. Zacznijmy może od tego drugiego.
Dante Bastianoni jako rysownik sprawdza się przeciętnie- jego prace (utrzymane- stosownie do standardu serii- w dwukolorowej palecie barw) są absolutnie wyzute z jakiegokolwiek wyrazu, plasują się w szarej masie twórców pracujących taśmowo i nie przykładających się do rozwoju swego stylu. Rysuje realistycznie (z braku innego określenia)- ale po przyjrzeniu się jego pracom można dojść do wniosku, iż używa jednego „szkieletu” do wielu postaci; nieprzyjemnym też elementem jego prac są „kwadratowe szczęki” znane z amerykańskiego komiksu „superbohaterskiego”.
Nie jest słaby, nie zrozumcie mnie źle. Zwyczajnie jest największym przeciętniakiem z możliwych. W porównaniu z Marim czy Casinim którzy pokazali już na łamach „Nathana’ na co ich stać (a stać na wiele) i wypracowali swój własny styl ilustrowania, Bastianoni wypada blado jak wampir w świetle dnia.

Zanim przejdę do scenariusza pozwolę sobie na małą dygresję - wielką zaletą serii jest fakt iż skupia się ona częściej na podmiotach śledztwa Nathana, nierzadko sam detektyw pojawia się tylko symbolicznie- pozwala to w zupełnie inny sposób spojrzeć na komiks kryminalny, do którego nurtu „Nathan Never” się zalicza.
Tytuł, jak już wspomniałem, nawiązuje do wielkiego dzieła Dantego Alighieri. Podróż przez kolejne poziomy Miasta, będąca alegorią wyprawy w głąb Piekła, przewodnik Nathana mający najwyraźniej być odpowiednikiem literackiego Wergiliusza, cytaty z samego dzieła...Elementy te jednak połączone w całość nie potrafią uratować scenariusza- same w sobie mogłyby posłużyć za kanwę wspaniałej historii, jednak autor nieporadnie wplótł tu wątki walki o prawo mutantów (mogące oczywiście być poczytane za krytykę praktyk rasistowskich i dyskryminacji)i postać kapłana rozkoszującego się pieśnią organów kościelnych ( a będącego wyraźnym zapożyczeniem postaci wielkiego pisarza greckiego, Homera, którego imię zresztą nosi), wszystko zaś poparł banalnymi w swej treści dialogami bohaterów oraz-na okrasę- zabawną i nieżyciową ideologią. Momentami odnosiłem wrażenie ze Vigna sam nie wiedział, czego chce, pisząc tę historię. Zakładam (wziąwszy pod uwagę wątki jakie wplótł do opowieści), ze dążył do stworzenia albumu ambitnego- wyszedł mu zaś niestrawny mariaż taniej sensacji, naiwnej propagandy i absolutnie nie wpasowujący się w ten schemat wątek podróży przez Piekło.
Postaci opowieści są sztuczne, płytkie, jednowymiarowe, nierzadko niedopracowane- jakby autor w trakcie pisana o nich zmieniał ich portrety psychologiczne (że wspomnę tu tylko o polityku dążącym do rozwiązania kwestii mutantów za wszelka cenę i wykorzystującym sprawę Hansa jako filar swej kampanii wyborczej czy samym poszukiwanym pełnym irracjonalnych sprzeczności i sprawiającym wrażenie mniej bezinteresownego niż na pierwszy rzut oka można sądzić). Sztuczność postaci „dramatu” razi straszliwie, zaś ambicja ukazania archetypów ludzkich charakterów jest nad wyraz widoczna.

Całość nie przyciąga uwagi- tak w świetle innych albumów z agentem Neverem ( o niebo lepszych od recenzowanego) w roli głównej, jak i innych komiksów na rynku dostępnych, a momentami wręcz razi czytelnika szukającego w komiksie czegoś więcej niż tylko lektury na kilkanaście minut (a do tego się tylko „Piekło” nadaje).
Paradoksalnie tytuł pasuje do tego komiksu- przebrniecie przez niego było prawdziwą męczarnią.

Opublikowano:



Nathan Never #08: Piekło

Nathan Never #08: Piekło

Scenariusz: Bepi Vigna
Rysunki: Dante Bastianoni
Okładka: Mario Rossi
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2003
Seria: Nathan Never
Tytuł oryginału: Inferno
Rok wydania oryginału: 1992
Wydawca oryginału: Sergio Bonelli Editore/Strip Art Features
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Druk: czarno-biały
Oprawa: kartonowa
Stron: 96
Cena: 11,90 zł
Wydawnictwo: Egmont
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-