reklama baner reklama

Nowe Teksty

Rewolucja na emeryturze
Zimiński o "Lone Sloane"
Wszyscy dybią na biednego trenera
Gierszewski o 3. tomie "Bekartów z Południa"
Więcej, ale nie lepiej
Kleszcz o 2. tomie "Anihilacji"
Epilog
Sławiński o 2. tomie "Hellboya w piekle"
Za stówę, za trzy - lipiec 2017
Chmielewski typuje lipcowe zakupy komiksów

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Dobra, krecia robota

Krzysztof Tymczyński recenzuje Lady S #05: Kret w Waszyngtonie
7/10
Dobra, krecia robota
7/10
Dokładnie dziewięć miesięcy kazało nam czekać wydawnictwo Kubusse na kolejny znak swojego istnienia. Przyznaję szczerze, iż już powoli obawiałem się, że inicjatywa ta będzie pierwszą ofiarą przesytu rynku, którego powoli wszyscy doświadczamy. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, a w nasze ręce wpadł już piąty tom serii ”Lady S.”. Tytuł ten początkowo nie zachwycił, lecz z każdą kolejną odsłoną coraz bardziej zdobywał uznanie w moich oczach. Czy tendencja ta została utrzymana? I tak, i nie.

”Kret w Waszyngtonie” skupia się na politycznej intrydze, która zaprowadzić ma w finale przebiegłego senatora na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wszedł on w posiadanie skrywanych dotąd informacji dyskredytujących Jamesa Fitzroya – kochanka aktualnej pani prezydent i przybranego ojca tytułowej bohaterki. Przeszłość ponownie dopada Suzan, gdy staje się główną podejrzaną w zakrojonej na szeroką skalę sprawie, która może zakończyć się poważnym konfliktem dyplomatycznym. Nie wspominając już o bardzo niebezpiecznym zabójcy, który wynajęty został, by zlikwidować dziewczynę.

Piąty tom ”Lady S.” to jeden z tych komiksów, które bardzo trudno jest mi ocenić ze względu na to, że posiada on zarówno sporo zalet, jak i niestety wad. Przypadło mi do gustu rozłożenie akcentów w albumie. Chyba pierwszy raz główna bohaterka ma dla siebie tak małą ilość ”czasu antenowego”, ponieważ Van Hamme zaskakująco dużo miejsca poświęcił tej politycznej części fabuły, dając tym samym sporo miejsca do popisów zarówno wspomnianej pani prezydent, jak i Jamesowi Fitzroyowi. Scenarzysta moim zdaniem doskonale poradził sobie z zadaniem i dał radę stworzyć bardzo przyjemny, chociaż oczywiście nie wolny od pewnych mankamentów political fiction. Najważniejsi bohaterowie zaprezentowani zostali bardzo wiarygodnie i okazali się bardzo żywymi oraz przekonywującymi postaciami. Zwłaszcza prezydent Donna Freeman przypadła mi do gustu i mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach cyklu kobieta ta odegra jeszcze jakąś rolę. Ucieszyło mnie także rozbudowanie dotąd stosunkowo płaskiej postaci Jamesa Fitzroya, a także ponowne wykorzystanie zabawnego w swej nieudolności Ralpha Ellingtona. Jako zaletę wymienię także zakończenie tomu, który nie jest typowym, nudnym happy endem i chociaż z jednej strony mogłoby ono służyć jako zakończenie całej serii, to jednocześnie daje twórcom naprawdę spore pole do popisu na kolejne odsłony ”Lady S.”.

Uważam także, że zdecydowanie lepiej niż dotychczas zaprezentował się rysownik Philippe Aymond. Miejsce akcji ”Kreta w Waszyngtonie” niejako wymusiło na nim więcej starań, ale ich efekt jest bardzo przekonywujący. Na kartach komiksu znajdziemy znacznie bogatsze w detale plenery, bardzo różnorodne wnętrza poszczególnych lokacji, a miejscami nawet lepiej przedstawioną dynamikę. Momentami jedynie nie do końca przekonywały mnie użyte przez artystę kolory, które sprawiały wrażenie nieco wypłowiałych.

Omawiany dzisiaj komiks ma niestety także parę mankamentów, z których część wynika z ograniczenia ilości stron do standardowych 48 plansz. Z tego powodu chociażby zabrakło mi nieco rozbudowania wstępu. Na przykład, pani prezydent Donna Freeman pojawia się pierwszy raz dopiero w tym tomie i to od razu w scenie, w której ona i Fitzroy wyznają sobie szczerą, prawdziwą i silną miłość. Tylko z kontekstu wiemy, że ich związek trwa już jakiś czas i jedynie dzięki temu domyślamy się, że od zakończenia poprzedniej odsłony serii minęło co najmniej kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Ponadto rzucenie nas od razu na głęboką wodę sprawia, iż ich wyznania nie brzmią zbyt przekonująco. O wiele bardziej wolałbym, gdyby wątek ten chociaż delikatnie był zarysowywany we wcześniejszych tomach. Kiepsko także wypadł Barney Quill – wynajęty przez senatora morderca. Z jednej strony potrafi on bezbłędnie wydedukować, gdzie ukrywa się tytułowa bohaterka komiksu, z drugiej zaś jego działania są strasznie nonszalanckie i przez to też zwyczajnie nieskuteczne. Moment, w której zapytał on Susan o to, czy jest praworęczna, by wiedzieć, jak później ułożyć jej zwłoki, ociera się wręcz o parodię. W pewnych chwilach aż dziw bierze, że senator Gover wybrał do tej roboty kogoś dysponującym takimi zagrywkami. Właściwie w żadnym momencie nie czuć, by Quill stanowił naprawdę duże wyzwanie dla bohaterów.

Piąty tom ”Lady S.” to nadal solidny komiks środka. Nie jest to nic, co wybijałoby się ponad relaksujący akcyjniak, lecz Van Hamme i Aymond zaprezentowali nam przemyślaną oraz, pomimo kilku bardzo wyraźnych wad, satysfakcjonującą historię z nieco lepszymi niż dotąd rysunkami. Nie jest to nic zbyt ambitnego, a sądzę, że część z Was nadal na widok nazwiska twórcy ”Thorgala” ma bardzo duże oczekiwania, ale również nie obraża także inteligencji czytelnika. Typowy, frankofoński mainstream, przy którym naprawdę można się nieźle bawić.

Opublikowano:



Lady S #05: Kret w Waszyngtonie

Lady S #05: Kret w Waszyngtonie

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunki: Philippe Aymond
Wydanie: I
Data wydania: Marzec 2017
Seria: Lady S
Tytuł oryginału: Une taupe à Washington
Rok wydania oryginału: 2008
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: kolor, kreda
Oprawa: miękka
Format: 215x290 mm
Stron: 48
Cena: 38,00 zł
Wydawnictwo: Kubusse
ISBN: 978-83-941480-5-8
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Dobra, krecia robota Dobra, krecia robota Dobra, krecia robota

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-