reklama baner reklama

Nowe Teksty

Więcej, ale nie lepiej
Kleszcz o 2. tomie "Anihilacji"
Epilog
Sławiński o 2. tomie "Hellboya w piekle"
Za stówę, za trzy - lipiec 2017
Chmielewski typuje lipcowe zakupy komiksów
Coś się kończy, coś się zaczyna
Panic o 7. tomie "Superior Spider-Mana"
Mój ziomek, mój ziomek...
Kleszcz o 3. tomie "Thora Gromowładnego"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Najtrudniejsza misja Valeriana i Laureliny

Maciej Pałka recenzuje Valerian. Tom 4
8/10
Najtrudniejsza misja Valeriana i Laureliny
8/10
Gdy fikcyjna data nuklearnej apokalipsy zapowiedzianej na rok 1986 stała się nad wyraz realna, autorzy przygód Valeriana i Laureliny wynajdują sprytny sposób, który obecnie znajduje się w arsenale największych graczy komiksowych, i sięgają po restart uniwersum! Tym samym wystawiają swoich bohaterów na największą do tej pory próbę. Czytelników przy okazji też.

Czwarty tom wydania zbiorczego Valeriana jest najgrubszym z dotychczas wydanych, gdyż zawiera dwa dyptyki powstałe w latach 1979-1985. Po ponad dekadzie od rozpoczęcia serii i dziewięciu albumach, w których autorzy definiowali i rozwijali swój wykreowany świat, przyszła pora na złapanie drugiego oddechu. Anegdotyczna formuła komiksów, dzięki którym Mezieres i Christin wyrobili sobie markę, nie sprostała już aspiracjom poważnych i docenionych artystów. Fabuła, do tej pory konsekwentnie zamykana w metrażu 46stronicowego albumu, stała się zbyt lapidarna jak na ambicje twórców. Stało się też jasne, że spójność świata bazowała na sporym zawieszeniu niewiary czytelnika, który musiał przełknąć nawarstwiające się paradoksy. Seria stale ewoluowała, co z perspektywy dziesięciu lat było wyraźnie widać, porównując pierwsze i ostatnie albumy.

Obecnie, gdy największe komiksowe wydawnictwa robią już kolejne restarty swoich uniwersów, uporządkowanie serialowych continuity jest oczywistością służącą wyłącznie komercyjnemu napędzaniu nowej generacji czytelników. Gdy w 1979 roku autorzy Valeriana postanowili zrobić porządek w swoim prywatnym komiksowym uniwersum, szokujący „Kryzys na nieskończonych Ziemiach” służący usystematyzowaniu świata superbohaterów z komiksów wydawnictwa DC był dopiero pieśnią przyszłości. To, co później stało się normą, czyli brzytwa Ockhama w praktyce wycinająca zbędne wątki i nawarstwione ślepe zaułki ewolucji snutych fabuł, na przełomie lat 70. i 80. było zabiegiem nowatorskim. Oczywiście zachowując proporcje między autorską europejską serią jednostrzałowców a gargantuicznym kilkudziesięcioletnim amerykańskim patchworkiem, którego pierwsze elementy wysnuto w przeddzień II Wojny Światowej.

Mimo wszystko Mezieres i Christin podeszli do swojego ryzykownego zadania z pietyzmem i wyczuciem. Ambitne przedsięwzięcie rozpisali aż na cztery albumy podzielone na dwa dyptyki. Zmienili również tryb pracy, która trwała prawie siedem lat przerywanych premierą kolejnych tomów. Po ich upływie wierni fani serii mogli skonstatować, że o ile wszystko się zmieniło to… na szczęście wszystko za co można lubić przygody Valeriana i Laureliny pozostało takie samo.

Czytelnik dostał właściwie to samo, co zwykle, ale z tajemnicą, której pointa wybrzmiewa dopiero po blisko dwustu stronach. Dawniej skondensowanym wydarzeniom dodano przestrzeni, zaś rozmach wydarzeń skonstruowano z wyczuciem godnym hollywoodzkiego blockbustera. Protagonistów rozdzielono, mnożąc równoległe wątki. Gdy Laurelina przemierza kolejne galaktyki, Valerian poluje na potwory w paryskim metrze i brodzi we mgle akwitańskich bagien. Sielskie sceny w szkockim dworku przeplatają się z intrygami analityków wywiadu (jest nawet miejsce na dosłowne nawiązanie do znanego polskim czytelnikom „Polowania” zilustrowanego przez Bilala). Bohaterowie zaś wypuszczają się bodaj w najdłuższą podróż, czy to w arktyczny rejs statkiem meteorologicznym, czy w końcu aby otrzymać ostateczne odpowiedzi od kosmicznych sprawców wszystkich napotkanych problemów.

Odpowiedzi są… nieoczywiste. Christin bowiem celowo igra z przyzwyczajeniami czytelnika i stawia na niebanalne rozwiązania nawet kosztem brnięcia w żart i groteskę. Dramatyczne wydarzenia i intergalaktyczne spiski potrafi wieńczyć gagiem, spuszczającym powietrze z nabrzmiałego balonu oczekiwań. Takie wolty stylistyczne mogą być jedynym mankamentem recenzowanego tomu. Autorzy obiecują bardzo wiele, a następnie puszczają oko, żeby czytelnik przypadkiem nie zapomniał, że czyta tylko komiks. Tak jakby piętno cartoonowych korzeni Valeriana ciągle na nim ciążyło, nie pozwalając na utrzymanie powagi do samego końca. Wcale nie pomagają w tym ciągle lepsze z albumu na album ilustracje, godne epickiego arcydzieła.

Tradycyjnie, wydanie zbiorcze zawiera bardzo ciekawe dodatki. Tym razem obok procesu twórczego przedstawiono obszerny szkic krytyczny poświęcony prezentowanym albumom. Wyjaśnieniu kontekstu przełomowych odcinków serii pomaga również przybliżenie okoliczności powstania innych projektów artystycznych, nad którymi w tamtym czasie z sukcesami pracowali autorzy.

Opublikowano:



Valerian. Tom 4

Valerian. Tom 4

Scenariusz: Pierre Christin
Rysunki: Jean-Claude Mezieres
Wydanie: I zbiorcze
Data wydania: Kwiecień 2016
Seria: Valerian
Wydawca oryginału: Dargaud
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kreda
Oprawa: twarda
Format: 215 x 290 mm
Stron: 216
Cena: 105,00 zł
Wydawnictwo: Taurus Media
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-