reklama baner reklama
baner

Recenzja

Koniec pewnej epoki

Przemysław Pawełek recenzuje Kryzys na Nieskończonych Ziemiach
7/10
Koniec pewnej epoki
7/10
Uniwersum DC Comics przechodzi właśnie lifting. Po 'Nowym 52' przychodzi w wydawnictwie czas na odrodzenie - kolejne wydarzenie, które zatrzęsie uniwersum w posadach, zmieniając wszystko, ale pewnie jak zwykle - robiąc to w ten sposób, by nie zmienić za dużo. To dobry moment, by spojrzeć trzy dekady wstecz i zapoznać się z prawdopodobnie najbardziej znaczącym eventem, jaki wydarzył się w świecie superbohaterów DC.

Tytułowy kryzys - jeden z wielu, jakie wydarzyły się w tym świecie - to wydarzenie, do którego doprowadziło 50 lat historii wydawnictwa. Pojawiły się równoległe światy, różne warianty określonych superherosów, z czego w efekcie wynikały problemy z ciągłością i konsekwencją różnych wydarzeń, często się wykluczających. Chaos był dla wydawnictwa sporym problemem, zagubieni wśród dziesiątek postaci byli też sami czytelnicy. Dodatkowo Marvel rok wcześniej swoimi "Sekretnymi Wojnami" udowodnił, że lepiej od superbohaterów sprzedaje się tylko wielu superbohaterów na raz, czemu nie przeszkodzi nawet marna fabuła.

Prawdopodobnie wypadkowa tych czynników doprowadziła do decyzji o 'uprzątnięciu' komiksowego świata DC i powstała 12-zeszytowa seria mająca zamknąć pewien rozdział, jednocześnie będąc nowym początkiem. Oto nieznany wróg po kolei niszczy równoległe światy, pogrążając je w antymaterii. Jednocześnie pozostałe rzeczywistości zbliżają się do siebie w koniunkcji, której efekty mogą być katastrofalne. Przenikanie się kolejnych wariantów Ziemi powoduje, że spotykają się bohaterowie z różnych światów, które dotychczas się wykluczały. Tylko ich wspólna walka może powstrzymać niecnego wroga.

Wolfman i Perez odwalili dobrą robotę, którą z dzisiejszej perspektywy można traktować jako zwieńczenie Ery Brązu w amerykańskim komiksie superbohaterskim. To trzymający klasę rysunek z okresu poprzedzającego erupcję twórczości Jima Lee i jego naśladowców. To wciąż lekko naiwnie nakreśleni bohaterowie, którzy nie mają w sobie tego mroku, który miał dopiero nadejść. To także niestety mało świeże już rozwiązania, z przegadanymi walkami i prowadzącym fabułę wszechwiedzącym narratorem na czele. Czuć tu nieco kiczu, głównie w dziesiątkach postaci, które często mają równie groteskowe przydomki co wygląd. Autorzy prawdopodobnie zdawali sobie sprawę z przeładowania serii supergrupami i postaciami, w efekcie bohaterowie często zwracają się do siebie po imieniu, by czytelnik dowiedział się, kto to w ogóle jest. Nie do końca dobrze sprawdza się też sama fabuła, przeciągnięta, co kilka zeszytów wracająca do tego samego punktu chwiejnego spokoju, by ponownie zatoczyć pętlę. Także pojawiające się co jakiś czas mordobicia pomiędzy pozytywnymi postaciami wydają się być bardziej podyktowane potrzebą sensacyjnych scen, których wcześniej nikt nie widział, niż mętnawą momentami historią i knowaniami niecnego Antymonitora. Jednocześnie nie brak autorom fantazji i rozmachu, a także braku skrupułów w uśmierceniu paru bardziej znaczących postaci.

"Kryzys na Nieskończonych Ziemiach" to komiks, który powinien przeczytać każdy zagorzały fan komiksu superbohaterskiego z zacięciem do historii gatunku. Dla czytelników 'Nowego 52' czy 'Marvel NOW!' tomik może co prawda zbyt zajeżdżać naftaliną, czy wręcz wydać się skamieliną z innej epoki, którą w istocie częściowo jest. Od połowy lat 80. w amerykańskim komiksie superbohaterskim trwa Era Współczesna, gdy zanegowane zostały jasne podziały pomiędzy dobrem a złem, a relatywizm zdaje się sugerować, że postacie takie jak Batman i Joker to dwie strony tej samej monety. Kryzys to opowieść sprzed tego momentu, choć tu też superbohaterowie i złoczyńcy zostają zrównani, ale w optymistyczny sposób, gdy walczą dla wspólnego dobra. Mamy tu więc pewien znak czasów, w końcu właśnie wtedy rozpadała się Rosja i wydawało się, że z wroga staje się konkurującym partnerem. Kryzys to także cenna wycieczka w przeszłość dla pokolenia wychowanego na komiksach z TM-Semic, bo pozwala w końcu poznać koleje losu, które ukształtowały znany nam już świat. Po wtóre - ta seria to mimo wszystko modelowy przykład resetu komiksowego świata. Zupełnie wywrócono tu do góry nogami dotychczasowy chaos, wprowadzając pewien porządek, w dodatku tłumacząc co do tego doprowadziło. Nie jest to chwilowa, acz efekciarska zawierucha, która w 12-tym zeszycie wraca do punktu wyjścia sprzed zeszytu 1-szego. Nie wiem, czy jakikolwiek inny event, mający zmienić któryś ze światów, był na tyle przemyślany. Na pewno żaden nie był tak odważny. Na pewno tak odważne nie było 'Nowe 52', mające być resetem totalnym, ale zabrakło w wydawnictwie konsekwencji i coś nie zagrało. Teraz odrodzenie ponownie ma wstrząsnąć światem DC. Prawdopodobnie nie byłoby tych wszystkich wydarzeń, gdyby nie modelowe przemeblowanie, które udało się w latach 80.

Jeśli ciekawi was historia komiksowych światów, lubicie starocie i chcecie poznać komiks, którego echa wciąż słychać po trzech dekadach, to dodajcie dwa punkty do oceny. Jeśli jednak nie możecie zdzierżyć komiksowych fabuł w starym stylu, to raczej te dwa czy trzy punkty odejmijcie, bo możecie się tak zmęczyć, że nie doczytacie tego komiksu do końca.


Autor recenzji jest pracownikiem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Kryzys na Nieskończonych Ziemiach

Kryzys na Nieskończonych Ziemiach

Scenariusz: Marv Wolfman
Rysunki: George Perez
Tusz: Dick Giordano, Jerry Ordway, Mike DeCarlo
Kolor: Anthony Tollin, Tom Ziuko, Carl Gafford
Okładka: Alex Ross, George Perez
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2016
Seria: DC Deluxe
Tytuł oryginału: Crisis on Infinite Earths
Rok wydania oryginału: 1985-86
Wydawca oryginału: DC Comics
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Druk: kolor
Oprawa: twarda, obwoluta
Format: 180x275 mm
Stron: 392
Cena: 119,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328116603
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Koniec pewnej epoki Koniec pewnej epoki Koniec pewnej epoki

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-