reklama baner reklama

Nowe Teksty

Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a
Z sadystą ci do twarzy
Tymczyński o 2. tomie "Wiczycy i Czarnego Księcia"
Kijuc: Trzeba pokonać smoka
wywiad z Jakubem Kijucem, twórcą Jana Hardego i

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Nie jesteśmy tu sami!

Maciej Pałka recenzuje Valerian. Tom 3
9/10
Nie jesteśmy tu sami!
9/10
Przez tysiąclecia historii ludzkości rozwijane systemy filozoficzne umiejscawiały Ziemię w centrum wszechświata. W efekcie rozwoju nauki, w końcu trzeba było stanąć w obliczu ewidentnego błędu. Z jednej strony, znajdujemy się na kosmicznych peryferiach przestrzeni i czasu, poruszając się w oszałamiającym chaotycznym pędzie przez nieskończoność. Z drugiej strony, życie samo w sobie jest efektem niewyobrażalnych zbiegów okoliczności i zegarmistrzowskiej wręcz precyzji utrzymania wielu zmiennych w równowadze. Czy możliwe jest (rozumne) życie poza Ziemią? Czy możliwy jest kontakt z innymi rozumnymi istotami? Te pytania to już domena fantastów. Ciekawie odpowiedział na nie choćby Jacek Dukaj w minipowieści "Córka łupieżcy". O ile idei spotkania intergalaktycznego w określonej przestrzeni przyklasnął, kreując Miasto zbierające artefakty wszystkich możliwych cywilizacji, to na przeszkodzie stanęła płaszczyzna czasu. U Dukaja wszystkie obce cywilizacje mogą nawiązać pewną formę jednostronnego kontaktu jedynie w drodze kosmicznej... archeologii. Żyjąc w tym samym miejscu, obce kultury rozmijają się bowiem ze sobą nawet nie tysiącleciami różnicy czasowej, a setkami milionów lat. W prawie o trzydzieści lat wcześniejszej komiksowej wizji Christina i Mezieresa mankamentu "kosmicznego spóźnienia" na szczęście nie ma – a nawet jeśli by był, to przecież protagoniści: Valerian i Laurelina nie bez powodu są agentami czasoprzestrzennymi.

W trzecim Integralu zbierającym albumy serii Valerian z lat 1975-78 znajdują się epizody rozwijające temat kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi i roli Ziemi stawiającej się w roli wszechmocnego arbitra (policjanta?) z racji swojej przewagi technologicznej. Po raz pierwszy w ogóle pojawia się motyw pierwszego spotkania, chociaż uważny czytelnik może skojarzyć (pamiętając choćby "Cesarstwo tysiąca planet"), że takich pierwszych kontaktów mogło być przynajmniej kilka. Tym razem mamy Punkt Centralny, skupisko w postaci ogromnej międzynarodowej stacji, w którym gnieżdżą się przedstawicielstwa wszystkich znanych kosmicznych ras. Geneza Punktu Centralnego (swoją drogą pozbawionego centrum, a nawet dokładnych map kompletnej struktury) dawno utonęła w odmętach czasu. Wiadomo, że niegdyś doszło do cyklu spotkań, z których wykluło się miejsce obecnie zdominowane przez biurokrację i korupcję. Skojarzenie z galaktycznym senatem będzie jak najbardziej na miejscu, ale zainspirowanie serii "Armada" wydaje się być jeszcze bliższe. Z tym, że tam gdzie u Morvana i Bucheta pojawi się w pewnym momencie terror i groza jako efekt brudnej polityki, w komiksach o Valerianie ćwierć wieku wcześniej pointowano mniej drastycznymi metodami. Cokolwiek by się nie działo – głównym bohaterom włos z głowy spaść nie może.

Autoironicznym zabiegiem łamiącym tą zasadę jest album "Na fałszywych ziemiach", w którym autorzy pozwolili Valerianowi zginąć... wiele razy. Część z 1977 roku jest warta wspomnienia również dlatego, że była pierwszą opublikowaną w Polsce historią z cyklu. Album pod tytułem przetłumaczonym jako "Kosmiczne fanaberie" ukazywał się w 1984 roku w Świecie Młodych w 28 odcinkach. Jest to ponad połowa plansz, które zostały przeredagowane tak, aby ocalić jak najwięcej z fabuły. Okazało się, że historię można zremiksować tak, żeby pozostała czytelna i frapująca (z tego zadania wywiązano się znakomicie), ale koniec końców finał przerósł redaktora. Kosmiczne fanaberie kończyły się, nie wyjaśniając głównej intrygi, przez co komiks tracił sens. Tymczasem dotyczył problemu pierwszego kontaktu i wzajemnego zrozumienia. Jaki wzajemnie zrozumiały język przyjąć w rozmowie z innym, którego nie jesteśmy w stanie opisać? Christin odpowiada tak samo jak Steven Spielberg w "Bliskich spotkań trzeciego stopnia" (film nomen omen z 1977 - tak samo jak album Valeriana!): na zasadzie wspólnych wartości, jakimi może być na przykład... SZTUKA!

Sztuce (na poziomie meta - w kontekście sztuki komiksu) poświęcony jest też kolejny album: "Bohaterowie równonocy". Valerian konkuruje z trzema skonstruowanymi za pomocą stereotypów ideologicznych czempionami, w wyścigu o przyszłość planety, której kultura jest w fazie geriatrycznego schyłku. Na poziomie narracji dostajemy pastisz szerokiego zakresu superbohaterszczyzny zabawnie pointowanej nieporadnymi poczynaniami Valeriana.

We wszystkich trzech albumach wyraźnie widać dojrzałą rolę Laureliny, która w "Ambasadorze cieni" i "Na fałszywych ziemiach" właściwie jest główną bohaterką, a w "Bohaterach równonocy" znowu musi ratować skórę swojemu towarzyszowi. Nawet tam, gdzie Valerian pozornie gra pierwsze skrzypce i rzuca się w wir przygody, okazuje się, że jego awanturnicze zabiegi są albo nieistotne, albo wręcz wirtualne. Nieważne czy Valerian zachowuje bierność, działa bez celu bądź stara się zapanować nad sytuacją – efekt jest podobny.

Ważnym elementem wydań zbiorczych są materiały dodatkowe. Tym razem w przedmowie skupiono się na postaci ilustratora. Jest to idealny moment, bo Mezieres ponownie przekracza swoje możliwości. W kolejnych albumach brawurowo radzi sobie z zadaniami: wykreowania mozaiki kosmicznych kultur, zabawy motywami komiksu historycznego w realiach XIX i początku XX wieku, czy w końcu puszczenia wodzy fantazji w fenomenalnych sekwencjach fantasy, science-fiction i komiksu superbohaterskiego. Osobny rozdział poświęcono cichej bohaterce, właściwie nigdy nie wspominanej Evelyne Tranie (prywatnie siostrze Mezieresa), która kolorowała wszystkie albumy serii. Zamieszczone porównanie plansz kolorowych i czarno-białych pokazuje, jak istotnym elementem produkcji każdej kolejnej planszy był kolor. Pomijanie kolorystki jako współautora pokazuje, że wbrew pozorom etos taśmowej produkcji amerykańskich komiksów ma dużo wspólnego z komiksem europejskim.

Trzeci zbiorczy tom Valeriana wydany przez Taurus Media zawiera ostatnie albumy wcześniej już publikowane w Polsce. "Ambasador cieni" uprzednio ukazał się w 1998 roku w trzech odcinkach opublikowanych w Świecie Komiksu. Od tomu czwartego czytelników czeka już tylko premierowy materiał i zupełnie nieznany fragment komiksowej klasyki.

Opublikowano:



Valerian. Tom 3

Valerian. Tom 3

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
6.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-