reklama baner reklama

Nowe Teksty

Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a
Z sadystą ci do twarzy
Tymczyński o 2. tomie "Wiczycy i Czarnego Księcia"
Kijuc: Trzeba pokonać smoka
wywiad z Jakubem Kijucem, twórcą Jana Hardego i

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Metody walki z systemem

Maciej Pałka recenzuje Valerian. Tom 2
10/10
Metody walki z systemem
10/10
W 1944 roku instytucja, która wkrótce przekształciła się w CIA, wydała podręcznik przeprowadzania małego sabotażu. Książeczka w lapidarnej formie instruowała, jak każdy stosując łatwe metody obstrukcji, jest w stanie zaszkodzić wojennej machinie wroga. Ponad pół wieku później, w dobie kompulsywnego wyścigu szczurów na popularności zyskują podręczniki do osobistego rozwoju rozwijające hasło: „jak być leniwym (i przy okazji nasypać nieco piasku w tryby bezdusznych korporacji)”. W podobny kontekst wpisują się kolejne trzy albumy Valeriana premierowo wydane w latach 1971-1973 i zebrane w drugim tomie integrala, gdyż podczas lektury można odnieść wrażenie, że protagonista jest w stanie ciągłej walki i oporu.

Pomimo fantastyczno-awanturniczej konwencji serii, która niejako wymusza szybkie tempo akcji, karkołomne pogonie i efekciarskie potyczki, najważniejszą walką, jaką toczy dzielny agent czasoprzestrzenny, jest opór względem systemu... biurokracji. W kolejnych tomach kosmicznej sagi autorzy rozwijają bowiem kosmiczne wątki społeczne i polityczne, w jakich funkcjonują bohaterowie. Największą ewolucję przechodzi baza, z której Valerian i Laurelina operują, czyli Ziemia. W pierwszych tomach dowiedzieliśmy się, że nasza cywilizacja (Ziemskie Imperium Galaktyczne) dzięki utrzymywaniu monopolu na teleportację w czasie i przestrzeni zyskała dominującą pozycję we wszechświecie. Teoretycznie wszystkie obce kultury, z którymi stykają się Ziemianie, są na niższym poziomie rozwoju. To Ziemianie inicjują kontakt i stoją w pozycji siły. Ziemia zaś, stała się dla ludzi krainą wiecznej szczęśliwości, w której nikt nie musi pracować.

Ludzka natura jednak nie znosi bezczynności. W otwierającej tom „Krainie bez gwiazd” okazuje się, że Ziemianie kolonizują nawet najdalsze krańce galaktyki. Zasiedlają dzikie i mniej lub bardziej niegościnne planety w celu eksploatacji egzotycznych paliw kopalnych i surowców naturalnych. Zmieniają zastane ekosystemy i brutalnie ingerują w obce ludzkiej rasie środowisko. Nie jest dokładnie powiedziane, co pcha ludzi w podbijanie kolejnych „dzikich zachodów”. Czy chodzi o konieczność ekonomiczną, propagandowy bluff związany choćby z przeciwdziałaniem przeludnieniu Ziemi czy wreszcie po prostu o zew przygody? Wiadomo, że ludzie, gdzie tylko mogą, łapczywie sięgają jak po swoje i pracują w pocie czoła dla chwały Galaxity. Najbardziej brutalną formę ludzka ekspansja przybiera w albumie „Witajcie na Alflololu”, gdzie ludzie nie wahają się przed eksmitowaniem z planety prastarej rasy „dzikusów”. Gdy okazuje się, że do tej pory uważana za niezamieszkałą planeta ma swoich prawowitych właścicieli (długowieczni kosmici byli nieobecni tylko przez trwającą 4000 lat chwilę, podczas której zrobili sobie... wakacje (sic!)), Ziemianie decydują, że nie oddadzą ani piędzi ziemi przeoranej przez kopalnie i zabudowanej fabrykami.

Jak w takiej mętnej moralnie sytuacji odnajduje się Valerian? Z poprzednich przygód wiemy, że jest to bohater prostolinijny i poczciwy, który swoją dobroć maskuje dezynwolturą. W „Krainie bez gwiazd” okazuje się, że lekceważące podejście do procedur i przepisów jest pozą. Valerian jako przedstawiciel władzy puszcza oko do ziemskich kolonistów, gdy na jaw wychodzi, że oprócz sprzętu technicznego służącego pragmatycznym celom wyśrubowania norm wydobycia i produkcji, jest też miejsce na pokątne pędzenie bimbru. Nagle, okazuje się że przy coraz bardziej wstawionym Valerianie to jego partnerka – Laurelina okazuje się być służbistką. Zmienia się to w kolejnym albumie. Gdy sytuacja na Alflololu staje się coraz bardziej dramatyczna dla kosmicznych uchodźców, wtedy praworządna Laurelina „rzuca odznaką”, zaś Valerian stosuje bierny opór, zwleka i marudzi. W końcu udaje mu się znaleźć rozwiązanie beznadziejnej kwestii poprzez skorzystanie z... luki prawnej. Do czynnego oporu bezpośrednio dochodzi dopiero w albumie „Władcza ptaków”, chociaż i tam chodzi w dużej części nie tyle o walkę zbrojną, a o wcześniejszą agitację będących w letargu niewolników, aby wypowiedzieli posłuszeństwo zastanemu porządkowi.

W trzech albumach trzy różne metody oporu: sabotaż, obstrukcja i informacja. Za każdym razem przykryte warstwą lukru w postaci bohaterskiej gimnastyki w celu uatrakcyjnienia lektury. To działa! Komiksy o przygodach Valeriana (i Laureliny) czyta się świetnie, mimo że z racji 40 letnich metryk wydawałoby się, że mogą być ramotkami. Fabułę Christina ciągnie świetny montaż i z albumu na album coraz bardziej rozbuchane ilustracje. Im dalej zapuszczamy się w kosmos, tym bardziej rozpędza się wyobraźnia Mezieresa. Czytelnikowi pozostaje czekać na kolejny tom wydań zbiorczych, które z regularną częstotliwością dostarcza wydawnictwo Taurus Media.

Opublikowano:



Valerian. Tom 2

Valerian. Tom 2

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

voydd -

Wow, chyba nigdy jeszcze nie widzialem 10tki na AK:)

ljc -

poprzedni tom też ma 10/10 :)

General75 -

Ocena Valerian 10/10 jest sporą przesadą :) .