reklama baner reklama
baner

Recenzja

Znakomiks #13

Karol Wiśniewski, Łukasz Chmielewski, Paweł Panic recenzuje Znakomiks #13
Po trzech latach nieobecności powrócił „Znakomiks”. Kusi z zewnątrz dwiema okładkami: świetną Liama Sharpa i niezłą Andrzeja Janickiego. Do lektury zachęcają również nazwiska i pseudonimy umieszczone na okładce: Śledziu, Sharp, Janicki, Mills, Langley Suydam, Burden – towarzystwo międzynarodowe.

Jak jednak magazyn prezentuje się od środka? Przede wszystkim, pomimo 3 letniej przerwy Andrzej Baron zdecydował się kontynuować serie zaczęte w poprzednich numerach pisma. Stąd otrzymujemy dalsze odcinki „Jen”, „Dinostii” oraz „Czarnej Gwiazdy”. Cieszy mnie to podejście, nie znoszę bowiem, gdy opowieść jest przerywana bez żadnego zakończenia lub choćby wyjaśnienia.

Bardzo interesująco prezentuje się fragment albumu „Lap of Gods” Liama Sharpa, w którym kolory położył Andrzej Janicki. „Przygody Cholly i Flytrapa” Boba Burdena i Arthura Suydama to strzał w dziesiątkę. Jest to najlepszy komiks numeru, zarówno pod względem rysunków jak i scenariusza - pomimo wpadek z jakością druku. Mam nadzieję, że kontynuacja serii będzie równie interesująca, i że komiks ten zagości w Polsce na dłużej. Nieźle prezentuje się również „Pinokio” Daniela Grześkiewicza oraz kolejne odcinki, przepełnionej wyjątkowo czarnym humorem, „Dinostii” duetu Mills/Langley.

Reszta komiksów niespecjalnie mnie porwała do tańca. „Więzień” Danmaxxa to dość przeciętny komiks, ale jego „egzotyka” (to komiks ukraiński) zapewne podniesie jego ocenę w oczach wielu ludzi. Niemniej ciekawie jest zobaczyć jakiś komiks zza wschodniej granicy.

W „Jen” mocno zaintrygowała mnie oprawa graficzna w wykonaniu Karoliny Tadych. Niestety, obok świetnych rysunków w historii zdarzają się również ilustracje „mocno-takie-sobie” a całość ginie w odmętach wszechobecnej czerni. Niemniej potencjał autorka ma niemały, i z chęcią obejrzę jej obecne prace, a nawet postanawiam sobie śledzić rozwój jej rysowniczej kariery.

A teraz o największym rozczarowaniu numeru. Słowo „Śledziu” na okładce było dla mnie magnesem, przyciągającym w stronę „Znakomiksu”. Ciesząc się z możliwości przeczytania nowego komiksu Śledzia, zastanawiałem się co mógł on przygotować na potrzeby magazynu. Zderzenie z rzeczywistością było brutalne – w magazynie ukazały się dwie strony komiksu „Olaf”, znanego również jako „Olaf_22”, który nie dość, że był już drukowany w dziewiętnastym „Produkcie” (5/2003), to cały czas jest też dostępny na jednym z blogów autora. Za darmo.

Poruszę jeszcze kwestie czcionek zastosowanych w dymkach takich komiksów jak np. „Jen”. Może zakrawać to za niebywały objaw mojego czepialstwa, ale uważam że w komiksach czcionka to kolejny element graficzny i powinna być dobrze skomponowana z całością. Mówiąc w skrócie – komiksy potrzebują „komiksowych” czcionek. To co nadaje się do prasy, czy książek nie jest zbyt fortunnym rozwiązaniem dla XI muzy. Komiksy o wiele lepiej się czyta, gdy ma się przed oczyma czcionkę odręczną lub imitującą ten styl. To mała rzecz, ale naprawdę potrafi poprawić lub popsuć ogólne wrażenie.

Oprócz komiksów dostajemy również nieco publicystyki, dzięki której możemy m.in. zapoznać się o sytuacji komiksu na Ukrainie, zgłębić tajniki sztuki kolorowania komiksów, a także zaznajomić się z sylwetką Arthura Suydama. Artykułów jest niewiele, ale są bardzo treściwe, co prowadzi do interesującego wniosku – magazyn, mimo że „programowo” nastawiony jest na drukowanie komiksów, potrafi także dostarczyć dobrej publicystyki.

„Znakomiks” z pełnością spełnił swoje zadanie jako pisma prezentującego prace wielu autorów. Miałem okazję poznać kilku interesujących artystów, zarówno bardziej jak i mniej znanych w naszym komiksowym światku, a także - poprzez swoją galerię – kilku debiutantom. Dlatego też powrót magazynu cieszy i mam nadzieję, że zyska wielu czytelników, co pozwoli obniżyć cenę pisma, obecnie nieco zaporowej.

Zwróciłbym jednak uwagę na fakt, że czasy się nieco zmieniły - żyjemy w dobie wszechobecnego internetu. „Znakomiks” z pewnością chciałby trafić do szerszej publiczności. Stąd jedyną drogą dla magazynu jest publikowanie komiksów nie dostępnych nigdzie wcześniej w języku polskim – ani w formie drukowanej, ani w cyfrowej. Inaczej stanie się kolejną ciekawostką dla wąskiego grona kolekcjonerów.

Autor: Karol Wiśniewski

Opublikowano:

Strona
1 z 3 >>  

Tagi

Znakomiks


Znakomiks #13

Znakomiks #13

Scenariusz: Andrzej Janicki, Maciej Prożalski, Daniel Grzeszkiewicz, Andrzej Baron, Ireneusz Mazurek, Michał Śledziński
Rysunki: Andrzej Janicki, Maciej Prożalski, Daniel Grzeszkiewicz, Karolina Tadych, Adam Mateja, Michał Śledziński
Okładka: Liam Sharp, Andrzej Janicki
Data wydania: Październik 2008
Seria: Znakomiks
Druk: czarno-biały+kolor
Oprawa: miękka
Format: A4
Stron: 72, w tym 40 w kolorze
Cena: 27,70
Wydawnictwo: Studio Domino
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Znakomiks #13 Znakomiks #13 Znakomiks #13

Tagi

Znakomiks

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

AndrewK1 -

A mnie boli fakt, że za taką cenę dostaliśmy pismo w którym kolorowe strony są zbyt mocno zaciemnione i rozpikselowane.

Apeluję do wydawcy poprawcie jakość druku na przyszłość!!

Sebastian Jaster -

Najbardziej podoba mi się zakończenie recenzji ljc: "Baron jak doktor Frankenstein tchnął życie w martwe pismo. Na razie „Znakomiks” jest niestety żywym trupem." - fantastyczne. Sama okładka pisma już mnie odpycha od kupienia, co dopiero po tych szczerych opiniach. Już tak jakoś jest, że po okładce idzie od razu poznać czy coś jest profesjonalnie wydane z jakimś tam standardem czy nie. Jakby DC Comics walnęło taką okładkę na rynek, to by dzieciom w kiosku oczy pokiełbasiło. Może gdyby jeszcze kolory były inne, szczególnie tło. A tak przypomina jedną z tysiąca tandetnych okładek "Heavy Metalu".
Rzekłem.