reklama baner reklama
baner

Recenzja

Znakomiks #13

Karol Wiśniewski, Łukasz Chmielewski, Paweł Panic recenzuje Znakomiks #13


Po reaktywacji „Ziniola” przyszedł czas na „Znakomiks”. Naczelny tego pisma - Andrzej Baron zapewnił we wstępniaku, że 13-ty numer nie jest pechowy. Dodatkowo, w tekście o obliczach profesjonalizmu polskiego rynku skonstruował idealny model, opisujący, jak powinny wyglądać relacje twórców, wydawców i czytelników oraz sam produkt. Mając w rękach pismo, trochę trudno jednak uwierzyć, że najnowszy „Znakomiks” nie padł ofiarą „trzynastki”, a model pozostanie wyłącznie idealnym.

Na pierwszy ogień idą okładki. Wydawca zdecydował się na dwie. Kobieta o nagich piersiach ze stworem (autorstwa Liama Sharpa) przegrywa z robotem uzbrojonym w szablę (narysowanym przez Andrzeja Janickiego), ale koncepcja bojowego androida ze wszystkimi kabelkami i rureczkami na wierzchu, a bez pancerza, jest chybiona. Na okładce znalazły się oczywiście nazwiska, które mają przyciągać czytelników. Pierwszym i w sumie jedynym magnesem jest Śledziu. Ci, którzy złapią się na niego, mogą poczuć się jednak bardzo rozczarowani...

Zamiary a siły

Między tymi okładkami znalazły się trzy większe teksty, dwie noty przybliżające twórczość autorów, których prace można zobaczyć w piśmie, i 10 komiksów. Kwartalnik otwiera wspomniany tekst Barona o profesjonalizmie. Dużo w nim racji, zwłaszcza w kontekście terminowości i kontynuowania rozpoczętych projektów przez twórców komiksowych. Jednak po takiej deklaracji można by oczekiwać, że „Znakomiks” będzie przykładem takiego profesjonalizmu - takim modelowym magazynem dla miłośników komiksu. Wątpliwości budzi jednak już samo podejście do serii komiksowych. Z jednej strony za plus należy uznać kontynuowanie rozpoczętych we wcześniejszych numerach pisma trzech serii komiksowych (czyli po ponad trzyletniej przerwie!). Z drugiej jest to zabieg chybiony, bo ile osób je pamięta? Nowi czytelnicy dostają zaś fragment bez początku. Profesjonalne na linii wydawca-autor, ale czy także wydawca-czytelnik? Bezdyskusyjna jest jednak wpadka edytorska. W dwuczęściowym komiksie „Dinostia” rozmyte są kolory, które zdecydowanie obniżają czytelność. Jeśli tak miało być, to jest to zabieg do bólu chybiony. W „Przygodach Cholly’ego i Flytrapa” kolory są po prostu niewyraźne. Podobnie jest w jednoplanszówce Huberta Ronka. Natomiast za czarno-białą dwukartkową galerię swoich prac Empro powinien się domagać odszkodowania. Tam przecież nic nie widać. Jedna ciemna plama. Ewidentnie brakuje też korekty. W tekstach wręcz roi się od błędów interpunkcyjnych, a sposób przenoszenia wyrazów jest zbyt zaskakujący, by móc go opisać. Mało to profesjonalne.

Nie jest łatwym także określenie profilu pisma. W wywiadzie dla Alei Komiksu Baron stwierdził, że chciałby zrobić polski „Heavy Metal. Podkreślił też, że nie będzie recenzji i publicystyki. Będą za to informacje o autorach zamieszczanych komiksów. Na razie tematycznie dominuje fantastyka, ale są też zupełnie odmienne prace. Żeby przyciągnąć czytelników samymi komiksami, „Znakomiks” musi spełnić następujące kryteria: 1) komiksy muszą być dobre i muszą trafiać do szerokiego grona odbiorców, 2) potrzebne są znane nazwiska twórców, 3) konieczna jest bardzo wysoka jakość edytorska, 4) cena nie może odstraszać. Tyle teorii. Teraz praktyka.

Kartka po kartce

Zawartość najnowszego „Znakomiksu” potwierdza regułę, że w każdej „antologii” znajdą się lepsze i gorsze pozycje. Pismo otwiera piąta część komiksu s-f „Jen”, którego scenariusz napisał Andrzej Baron, a zilustrowała go Karolina Tadych. Atrakcyjna dziewczyna dostaje niebezpieczną misję, podczas której zabija mnóstwo uzbrojonych po zęby przeciwników. Poznajemy też jej sekret. Nawet jako fragment większej całości ten komiks broni się treściowo i wywołuje uczucie wyczekiwania na dalsze części. Szwankują jednak dialogi, które miejscami są drętwe. Graficznie komiks jest dopracowany. Szkice ołówkiem z cieniowaniem sprawdzają się jako ilustracje s-f, ale kreska Tadych jest bez wyrazu i dość pretensjonalna. Wątpliwości budzi też kadrowanie. Słabo wypadają również dynamiczne sceny.

Lepiej wypada „Pinokio” Daniela Grzeszkiewicza. Malarski styl i stylizowana na donos fabuła oparta o historię Pinokia i dziewczynki z zapałkami z mocnym, niepozostawiającym złudzeń zakończeniem robi wrażenie. Jeden z najlepszych punktów „Znakomiksu”.

Do pisma trafił też fragment komiksu „Lap of the god” Liama Sharpa, który jest do bólu inspirowany „Arzachem” Moebiusa, czego zresztą Sharp nie ukrywa. Komiks został dodatkowo pokolorowany przez Andrzeja Janickiego. Złe to nie jest, ale jak na artystyczny trybut, za bardzo kopistyczne. W tekście zamieszczonym po tym komiksie Janicki bardzo szczegółowo przedstawia proces jego kolorowania. Ciekawe, ale za długi i zbyt specjalistyczny jest to wywód, by doczytać go do końca.

Kolejnym komiksem jest wspomniana już „Dinostia” (scenariusz Pata Millsa zilustrował Clint Langely), opowiadająca o świecie, w którym ludzie są bydłem dla panującej, inteligentnej rasy dinozaurów. Ludzie żyją, by być zjedzeni. Pojawiają się jednak świadomi buntownicy, którzy nie chcą skończyć na talerzu. Niezły pomysł. Szkoda, że niewiele widać, a chyba byłoby co oglądać...

Przewalone kolory nie utrudniają na szczęście tak odbioru następnego komiksu. „Przygody Cholly’ego i Flytrapa” autorstwa Arthura Suydama (rysunek, scenariusz) i Boba Burdena (scenariusz) to s-f, w którym uciekinierzy pokonanej armii muszą sobie poradzić na pustyni. W sumie nic nowego, ale sprawnie narysowane i opowiedziane. Taki średniak.

W końcu przychodzi czas na wspomnianego Michała Śledzińskiego. W „Znakomiksie” znalazła się jego dwuplanszówka zatytułowana „Olaf”. Sam komiks jest bardzo dobry. Narysowany kreską z „produktowego” „Osiedla swoboda”, z ciągle aktualną pointą. Nie można mu nic zarzucić. Komiks jest jednak dostępny za darmo na jednym z blogów autora (martwe serie) i do tego w całości! Wcześniej zaś był publikowany w „Świecie gier komputerowych”. Gdzie tu profesjonalizm? Ta rybka przecież podśmierduje...

W kwartalniku znalazł się również tekst o komiksie na Ukrainie, który miał chyba w telegraficznym skrócie przybliżyć historię tego gatunku u wschodniego sąsiada Polski. Znalazło się w nim oczywiście sporo ciekawych informacji, ale w samym wprowadzeniu brakuje ram chronologicznych, które mogłyby umiejscowić w czasie opisywane fakty. Wielka szkoda. Autor tego tekstu, Danmaxx jest jednak rysownikiem i scenarzystą i z tego powinien być rozliczany. Jego komiks „Więzień” operuje wyłącznie czernią i bielą. Stylistycznie nawiązuje m. in.: do prac Adama Święckiego, Jaromira 99 i „Sin City” Franka Millera. Tytułowy więzień ucieka z aresztu, by być razem z żoną. Ucieczka nie jest jednak łatwa, a kraty nie muszą być ze stali... Słowem dobry komiks z mocnym zakończeniem. Może twórczość Danmaxxa nadawałaby się na antologię (takie „Syberyjskie sny” wydane przez Timofa)?

Na koniec z Ukrainy wracamy do Polski. Autorami trzeciej częściej „Czarnej gwiazdy” są Ireneusz Mazurek (scenariusz) i Adam Mateja (rysunek). Scenariusz tego s-fa rozpada na się na luźne epizody. Dialogi są miejscami tragiczne. Graficznie też nie jest dużo lepiej. Realistyczna kreska jest strasznie nierówna. Na szczęście po tym komiksie jest wspomniana jednoplanszówka Ronka, która, choć nie jest odkrywcza, to trzyma poziom. Podobnie jak w większości pism, tak i w „Znakomiksie” znalazły „listy do redakcji”, czyli w tym wypadku galeria czytelników.

Zombie?

Po lekturze trzynastego (reaktywowanego) numeru „Znakomiksu” ciśnie się na usta okrzyk „It’s a live”. Samo pojawienie się pisma to obecnie za mało. Nie wystarczy też zrobić cokolwiek (zwłaszcza za pieniądze). A kwartalnikowi Barona daleko do ideału. Przydałby się wyraźniejszy profil pisma (przewaga komiksów s-f mogłaby go sugerować). Choć różnorodne, ale dobre komiksy swobodnie mogłoby być „tematyką” „Znakomiksu”. Żeby tak się stało, nie można jednak wciskać niczego na siłę (jak galeria Empro), a materiał powinien być premierowy.

Dodatkowo, tak niska jakoś wydania za spore pieniądze nie tylko woła o pomstę do Boga, ale czyni z tego pisma kuriozalne monstrum. Trudno też zachwycać się międzynarodowym składem, w czasie kiedy w polskich zinach – niejednokrotnie znacznie lepszych edytorsko – można także znaleźć publikacje zagranicznych autorów (vide „Jeju”). „Znakomiks” przegrywa również z reaktywowanym „Ziniolem” brakiem gwiazd (nie tylko polskich) i zredukowaną oraz mało porywająca publicystyką. Tej ma nie być programowo w „Znakomiksie”, a i masowe pismo nie powinno być oczywiście miejscem dla akademickich dywagacji, ale kilka ciekawych, krótkich, problemowych tekstów z pewnością nie miałoby negatywnego wpływu na jego odbiór. Baron jak doktor Frankenstein tchnął życie w martwe pismo. Na razie „Znakomiks” jest niestety żywym trupem.

Ocena: 4/10
Autor: ljc


Opublikowano:

Strona
<<   2 z 3 >>  

Tagi

Znakomiks


Znakomiks #13

Znakomiks #13

Scenariusz: Andrzej Janicki, Maciej Prożalski, Daniel Grzeszkiewicz, Andrzej Baron, Ireneusz Mazurek, Michał Śledziński
Rysunki: Andrzej Janicki, Maciej Prożalski, Daniel Grzeszkiewicz, Karolina Tadych, Adam Mateja, Michał Śledziński
Okładka: Liam Sharp, Andrzej Janicki
Data wydania: Październik 2008
Seria: Znakomiks
Druk: czarno-biały+kolor
Oprawa: miękka
Format: A4
Stron: 72, w tym 40 w kolorze
Cena: 27,70
Wydawnictwo: Studio Domino
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Znakomiks #13 Znakomiks #13 Znakomiks #13

Tagi

Znakomiks

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Sebastian Jaster -

Najbardziej podoba mi się zakończenie recenzji ljc: "Baron jak doktor Frankenstein tchnął życie w martwe pismo. Na razie &#8222;Znakomiks&#8221; jest niestety żywym trupem." - fantastyczne. Sama okładka pisma już mnie odpycha od kupienia, co dopiero po tych szczerych opiniach. Już tak jakoś jest, że po okładce idzie od razu poznać czy coś jest profesjonalnie wydane z jakimś tam standardem czy nie. Jakby DC Comics walnęło taką okładkę na rynek, to by dzieciom w kiosku oczy pokiełbasiło. Może gdyby jeszcze kolory były inne, szczególnie tło. A tak przypomina jedną z tysiąca tandetnych okładek "Heavy Metalu".
Rzekłem.

AndrewK1 -

A mnie boli fakt, że za taką cenę dostaliśmy pismo w którym kolorowe strony są zbyt mocno zaciemnione i rozpikselowane.

Apeluję do wydawcy poprawcie jakość druku na przyszłość!!