baner

Recenzja

Tajfun: Wydanie Kolekcjonerskie

Maciej Kowalski recenzuje Tajfun Wydanie Kolekcjonerskie
Przyznam, że "Tajfun" to po prostu kawałek mojego dzieciństwa. Równie ważny dla mojego rozwoju, co japoński film "Sengoku jieitai", album z kadrami z filmów z Brucem Lee czy metalowy radziecki czołg na baterie. Mimo młodego wieku mam sentyment do tych historii, po które biegłem rano do kiosku, aby inni miłośnicy harcerstwa nie wykupili wszystkich egzemplarzy "Świata Młodych". I pamiętam jaka to była tragedia, gdy leżałem przeziębiony w łóżku, a moja mama idąc do pracy zapomniała mi kupić kolejny numer "ŚM" z odcinkiem przygód Tajfuna. Piękne czasy, jednak świat w międzyczasie ruszył do przodu, a Tajfun niestety się zestarzał, a na dodatek dobił go jeszcze nowy wydawca.

Bohater na miarę PRL

W "Tajfunie" Raczkiewicz stworzył swój własny gatunek - opowieść szpiegowsko-awanturniczą w scenografii science-fiction. Tytułowy Tajfun to detektyw zajmujący się trudnymi sprawami, za którymi stoją albo inne cywilizacje, albo skorumpowani politycy, albo szaleni zbrodniarze. Prawie cały czas towarzyszą Tajfunowi dwie urocze agentki: Kriss i Maar, z którymi - co sugeruje autor i czego nie mógł kiedyś pokazać w harcerskiej gazecie - łączą go także kontakty seksualne.
Fabuła nie jest najmocniejszą stroną tych historii, ale czytając je po latach bardziej doceniam sposób narracji Raczkiewicza. W ciekawy sposób rzuca pewne swoje pomysły nie zdobywając się na dodatkowe wyjaśnienia. Tak jest np. w przypadku słynnej sceny przecinania planety na pół, aby rozdzielić dwóch krewkich gości, którzy myślą tylko o zrobieniu sobie krzywdy. Oczywiście wiele osób może to uznać za głupoty i żenadę pierwszej wody, ale dla mnie ma to znakomity, bliski mi klimat chociażby filmów spod znaku Tromy.
Rysunkowo Tadeusz Raczkiewicz w Tajfunie raz radzi sobie lepiej, raz gorzej. Niektóre kadry są dynamiczne, a twarze postaci bardzo dopracowane. Tuż obok jednak trafiają się kadry rysowane jakby w pośpiechu, na których bohaterowie przedstawieni zostali są w dziwnych pozach i mają problemy z anatomią.


Porównanie plansz z pierwotnej („Świat Młodych”) i obecnej (Mandragora) edycji komiksu
(skan wersji pierwotnej pochodzi z mocno wysłużonego egzemplarza "ŚM" będącego własnością archiwum redakcji)

Czerwona kartka dla Mandragory

Przyznam, że kupiłem z sentymentu. Dla chwili wspomnień (część moich wycinanych ze "Świata Młodych" odcinków zaginęło podczas przeprowadzki na początku lat 90.), dla wsparcia inicjatywy - może dobra sprzedaż komiksu zaowocuje tez wydaniem kolejnych komiksów Raczkiewicza w wersji albumowej. Kupiłem więc i uważam, że Mandragora wykonała fatalną pracę. Nie tak wyobrażałem sobie tego typu wydanie kolekcjonerskie.

Opublikowano:

Strona
1 z 2 >>  

Tagi

Tajfun


Tajfun Wydanie Kolekcjonerskie

Tajfun Wydanie Kolekcjonerskie

Scenariusz: Tadeusz Raczkiewicz
Rysunki: Tadeusz Raczkiewicz
Wydanie: I zbiorcze
Data wydania: Październik 2006
Seria: Tajfun
Druk: kolor, kreda
Oprawa: twarda
Format: 21 x 29,5 cm
Stron: 144
Cena: 79,90 zł
Wydawnictwo: Mandragora
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Tajfun: Wydanie Kolekcjonerskie Tajfun: Wydanie Kolekcjonerskie Tajfun: Wydanie Kolekcjonerskie

Tagi

Tajfun

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Tigana -

"Tajfun" wzbudza we mnie przede wszystkim sentyment za starymi, dobrymi (?) czasami, kiedy to wyczekiwało się na nowy numer "Świata Młodych" a szczególnie na stronę 8 gdzie był komiks. Aż łezka sie w oku kręci. Na pewno sam komiks jest naiwny, nie najlepiej narysowany (a kiedyś wydawał się superancki), swoje dołożył wydawca, ale jest. Mam nadzieję, że wydawca pójdzie za ciosem i wyda inne komiksy ze SM np "Tajemnice Kamiennego Lasu" . Największa szkoda, ze wciąż nie jest urególowana sprawa Jerzego Wróblewskiego i Binio Billa. - to był hit.

yarecki -

no, aż tak tragicznie to nie jest! jeśli szuka się w komiksie intelektualnych uniesień, to Tajfun się do tego nie nadaje, ale jako fajny komiks rozrywkowy - jest OK. Szkoda tylko, ze skopali te kolory, tego całego kolorystę powinni za dzwonek powiesić!

A okładka komiksu jest zreszta fantastyczna! Były dwie wersje - na pierwszej Tajfun jest na niej bardziej ponury :) i wydawca wybrał te ktora jest. Wiem, kto ma pierwszy oryginał, może ktoś chce kupić? ;)))

c14 -

Mandragorze życzę powodzenia w zarabianiu pieniędzy na komiksach wydawanych li tylko z sentymentu garstki czytelników i pewnie szefa wydawnictwa.
fabularnie i graficznie nyndza - tak samo teraz, jak i przed laty. do tego tragicznie zrobione kolory w tym nowym wydaniu. wcześniej były stosunkowo żywe, a teraz wyglądają mdło.
obchodzę szerokim łukiem.

Ty_draniu -

Zastanawiałem się nad kupnem, ale widzę, że można lepiej wydać te 80 zeta.

janostaw -

okładak czadowa, wewnętrzne okładki liche bardzo i dziadowo opracowanen na nich tytuły, zimna kolorystyka histori nadaje jakiejś niepotrzebnej powagi, dawne dzięki tym ciepłym już miały lepszy odbiór
fajnie mimo wszystko że wyszło

Azirafal -

Jestem pokolenie w miarę starsze i pamiętam parę ciekawych wydań, ale akurat Tajfun mi umknął swego czasu ;) Natomiast po przełknięciu chyba ze wóch historii i przejrzeniu całości:

- kolory są nędzne, a bywają nawet gorsze.
- wydanie jest w porządku
- zajebiście podoba mi się okładka, któa nadaje kolekcji styl i klimat lat osiemdziesiątych i po prostu zakochałem się w niej
- same historie są kiepskie, głupie, roją się od błędów logicznych i nędznych rozwiązań (zbyt często a la deux ex machina). Wiem że to powiniem być klimat odpowiedni i wogóle "tamte czasy", ale jest wiele ciekawszych rzeczy z tamtego okresu

bardzoczarnykot -

Niestety spieprzyli go po mistrzowsku. Szkoda bo czekałem na niego. Niestety nie ściągnę sobie oryginała ze stanów, w tym przypadku.

pitolonk -

Oryginalne kolory miały duszę. Jestem zawiedziony - nie zakupię tego ekskuziwa.

yarecki -

no nie... po raz pierwszy zgadzam się z Kingpinem. Ale wcale się nie cieszę. Mam KOMPLET plansz Tajfuna ze ŚM, czekajłem na album jak Arab na pustyni. OK, super że po tpu latach Raczek w końcu doczekał się wydania swojej twórczości, ale... niesmak pozostaje. Kolorysta wcale nie ukrywał na MFK ze zrobił to dla kasy, więc i efekty widac aż za dobrze, A już zwykłe niechlujstwo i lenistwo bije po oczach, gdy popatrzymy na kadry z lądowania samolotu na sztucznej wyspie, która ma taki sam kolor jak... ocean dookoła! Szaro-brudno-beżowy. Żenada! Raczkiewicz pewnie nawet nie pisnął, że to masakra, w końcu modlił się o ten dziś od lat, ale to tylko ukzauje skale problemu. Komiks nie jest tani, OK - kolor, kreda, twarda oprawa, A4, to usprawiedliwia cenę. Ale trzeba było sie przyłożyć. A jełsi koleś nie dawał sobie rady - można było poskanowac oryginalne ŚM, podretuszować, oczyścić dymki, i wydać jak w oryginale. Sto razy bardziej bym wolał te opcję, i założe się, że fani też. W końcu wiemy, na czym i jak drukowano ŚM. Nie zgoadzam się natomiast z koniecznością korekty błedów, kadrów, itd. Nie, niech będzie jak te 20 lat temu, w końcu to dlatego mam taki sentyment do tego komiksu, lubie go takim jaki jest, bez poprawek :)

Kingpin -

Zgadzam się z Maćkiem. Niestety, dla naszych wydawców "kolekcjonerskie", czy "ekskluzywne" oznacza, że "w hc i na kredzie"... nie dotyczy to tylko mandry. Tajfun jest wydany poniżej krytyki.