Nowe Teksty

Zbiry z ferajny
Słoński o "The Goon. Tom 2"
Stara, lepsza Liga
Kleszcz o "Liga Sprawiedliwości. Bez Sprawiedliwości"
Nowy, stary Superman
Kleszcz o "Superman. Action Comics #01: Niewidzialna mafia"
Okładka miesiąca: grudzień 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
To nie jest kraj dla pechowych złodziejaszków
Pawełek o "Criminal #01: Tchórz. Lawless"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Komiks

Lucky Luke. Ucieczka Daltonów

Lucky Luke. Ucieczka Daltonów

Scenariusz: Rene Goscinny
Rysunki: Morris
Wydanie: I
Data wydania: Sierpień 2019
Seria: Lucky Luke
Tłumaczenie: Marek Puszczewicz
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 21,6x28,5 cm
Stron: 48
Cena: 24,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328141377
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Daltonowie utknęli w więzieniu, w którym mają spędzić trzysta sześćdziesiąt siedem lat! Sprawują się bardzo dobrze i nawet nie planują ucieczki do czasu, gdy dowiadują się, że w pobliskim mieście zatrzymał się ich odwieczny wróg – Lucky Luke. To ich mobilizuje na tyle, że pokonują mury ośrodka o zaostrzonym rygorze z kulą u nogi. Daltonowie marzą o zemście na człowieku, który wsadził ich za kratki. Przyświeca im jeden cel – narazić dobre imię Samotnego Kowboja i go ośmieszyć. Jaki będzie wynik starcia czterech kryminalistów oraz stróża prawa i jego wiernego konia? Serię Lucky Luke wymyślił znakomity francuski rysownik Morris (właśc. Maurice de Bevere, 1923–2001), który później tworzył ją wraz ze sławnym pisarzem René Goscinnym (1926–1977). Po śmierci Goscinnego scenariusze kolejnych odcinków serii były przygotowywane przez uznanych francuskich autorów.

Galerie

Lucky Luke. Ucieczka Daltonów Lucky Luke. Ucieczka Daltonów Lucky Luke. Ucieczka Daltonów

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

DALTONOWIE… RAZ JESZCZE



Od czasu wydania poprzednich części „Lucky Luke’a” minęły dwa miesiące i znów w nasze ręce trafiają dwa kolejne tomy serii. Podobnie, jak to było w ostatnich miesiącach, także i tym razem jeden z nich to klasyk napisany przez René Goscinnego, drugi zaś to rzecz nowa. Oba jednak są mocno zbliżone tematycznie, bo traktują o Daltonach, największych wrogach naszego dzielnego szeryfa. I oba są bardzo udane, choć „Ucieczka Daltonów” Goscinnego i Morrisa, jak na klasyk przystało, robi największe wrażenie.



Daltonowie powracają. Znowu. Na razie jednak tkwią w więziennych murach, gdzie odsiadują wyrok ponad trzystu lat pozbawiania wolności. Wydaje się, że pogodzili się ze swoim losem, nie próbują uciekać i sprawują się nad wyraz dobrze. Czyżby zaszła w nich wielka zmiana? Wszystko weryfikuje wieść, że Lucky Luke zatrzymał się właśnie w pobliskim mieście. Czego, jak czego, ale takiej okazji przegapić nie mogą! Dlatego też uciekają z więzienia o zaostrzonym rygorze i, jak na nich przystało, planują zemstę. Tym razem chcą jednak ośmieszyć Luke’a, zniszczyć go w oczach ludzi, a potem… No cóż, chyba się domyślacie. Czy ich plan, po tylu porażkach, ma w ogóle szansę realizacji? I jak z tym wyzwaniem poradzi sobie nasz dzielny szeryf, strzelający szybciej, niż jego cień, a także jego wierny koń?



Każdy pozytywny bohater komiksowych musi mieć jakichś swoich arcywrogów, wiedzą to wszyscy miłośnicy tego medium. Fakt ten widać szczególnie w amerykańskich komiksach superbohaterkich. Chyba każdy czytelnik umie wyliczyć bez chwili zastanowienia takie postacie: Batman ma Jokera, Spider-Man - Green Goblina, Superman ciągle zmaga się z Lexem Luthorem, nawet komiksy dla najmłodszych mają takie postacie, jak chociażby Gargamel w „Smerfach”. Starcia z nimi zawsze przyciągają czytelników, bo ci źli, często lepie wykreowani od głównych bohaterów, zawsze przyciągają uwagę odbiorców.



I nie inaczej jest z Lucky Luke’iem i Daltonami. A choć było już tyle i wspólnych perypetii, kolejne nigdy się nie nudzą. I o nudzie nie ma mowy także w tym przypadku. Co z tego, że każdy doskonale zna już ten schemat i czytał to po wielokroć? Świetne żart, dobra akcja i interesująca fabuła sprawiają, że całość pochłania się szybko i z wielką przyjemnością – a przy okazji pobudza apatyt na więcej. Dobrze więc, że pod ręką jest już kolejny tom.



Wracając jednak do „Ucieczki”, trzeba też wspomnieć kilka słów o szacie graficznej. Bo prac Morrisa na tym pola, choć ze wszech miar klasyczna i typowa dla gatunku, mimo upływu lat wciąż robi świetne wrażenie i wpada w oko. A że i cała reszta jest równie udana, warto sięgnąć zarówno po ten tom, jak i całą serię.