baner

Recenzja

Space control to major Roy

Przemysław Pawełek recenzuje Ad Astra
7/10
Space control to major Roy
7/10
Kino związane z podbojem kosmosu nie należy ostatnio do zbyt popularnych nurtów, ale i tak niemal co roku otrzymujemy kolejne nieliczne produkcje podejmujące ten wątek. "Moon" z jednoosobowego popisu aktorskiego robił gęsty thriller, "Grawitacja" olśniewała formą, "Marsjanin" ujmował dość lekkim podejściem do wątku kosmicznego odosobnienia, a "Life" bawił się formułą klasycznego "Obcego". "Ad Astra" wpisuje się w ten nurt, podobnie jak poprzednicy podchodząc do tematu z innej niż dotąd perspektywy.

Film Jamesa Graya to samodzielna, emocjonalna opowieść o rodzinnych więzach, będąca jednocześnie piętrowym popkulturowym hołdem. Gray razem z Bradem Pittem mówili o produkcji w wywiadach jako o specyficznym połączeniu "Czasu apokalipsy" z "2001: Odyseją kosmiczną", można się tu doszukać także odniesienia do "Kosmicznych kowboi". Grany przez Pitta kosmonauta Roy McBride wyrusza w kosmos z tajną misją dotarcia do swojego ojca. Clifford McBride to legenda NASA, i choć jego misja zaginęła przed laty, wydaje się, że mógł jednak przeżyć, a jego aktywność może zagrażać całej ludzkości.

Na Royu spoczywa więc olbrzymia odpowiedzialność, ale porównywalnym, a może nawet większym wyzwaniem okazuje się być dla niego konfrontacja z ojcem. Film Graya jest bowiem kosmiczną opowieścią drogi o zmierzaniu w stronę Jądra Ciemności, w stronę szaleństwa. Opowieścią utrzymaną w raczej realistycznym niż fantastycznym stylu, choć momentami miałem wrażenie, że autorzy scenariusza parę razy poszli na skróty.

Cały czas jednak najważniejszym problemem ciążącym nad bohaterem pozostają tutaj zerwane więzi rodzinne, będące kwestią wagi większej albo porównywalnej do losów naszego skrawka kosmosu. Więzi, do których znaczenia wielu nie przykłada wagi, bo nie mają czasu, szukając szczęścia gdzieś dalej, a nie widząc tego, co ich otacza. I właśnie o tym zdaje się mówić James Gray.

"Ad Astra" nie zaliczyła zbyt wielkich wpływów kasowych, nie zbiera też oszałamiających recenzji, i choć nie jest to wybitny przedstawiciel swojego gatunku, to warto poświęcić tej produkcji nieco uwagi. Są tu niedociągnięcia, ale widać też dobre opanowanie warsztatu, czuć melancholię kosmicznych podróży, jest też metafora rodzinnych relacji, które mogą być ważniejsze niż cała kula ziemska, ale czasem najbliższe osoby mogą wydawać się odleglejsze niż dalekie planety.


Autor recenzji jest dziennikarzem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Ad Astra

Ad Astra

Premiera: Luty 2020
Oprawa: DVD, Blue Ray
Stron: 118 min
Wydawnictwo: Imperial CinePix
  • Reżyser: Gray James
  • ZAPOWIEDŹ
    WASZA OCENA
    Brak głosów...

    Komentarze

    -Jeszcze nie ma komentarzy-