baner

Recenzja

Szaleniec z Oskarem

Przemysław Pawełek recenzuje Joker
9/10
Szaleniec z Oskarem
9/10
Po oskarowej gali o "Jokerze", który z 11 nominacjami był jednym z faworytów, a skończył z 'zaledwie' dwoma statuetkami, pojawiły się głosy, że to największy przegrany tegorocznej edycji. Nie zgadzam się z tym. Żaden film inspirowany komiksami superbohaterskim nie osiągnął dotąd takiego uznania przez Akademię, nawet, jeśli mówić o samych nominacjach, bo nawet one są sporym dokonaniem.

Film na długo przed premierą budził pewne wątpliwości. W końcu wydawało się, że temat kreowania postaci Jokera zamknął tragicznie zmarły Heath Ledger, kojarzony z niewyszukanymi komediami Todd Phillips jako reżyser wydawał się co najmniej dyskusyjnym wyborem, nie pomagała też ani 'sława' ostatnich filmów z uniwersum DC, ani deklaracje, że nowy film skupi się na tytułowej postaci, odchodząc nieco od komiksowego świata w stronę realizmu. Po premierze większość sceptycznych głosów jednak zamilkła, choć nie wszystkie.

Phillips zabiera nas do Gotham przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, skupiając się na losach Artura Flecka, pracującego jako klaun do wynajęcia, borykającego się z problemami psychicznymi i uzależnioną od niego oraz pogrążoną we własnym świecie matką. Arthur nie jest przystosowany - państwo nie jest w stanie zapewnić mu wystarczającej opieki, nie potrafi on sobie radzić z ludźmi, czego na pewno nie ułatwiają jego napady niekontrolowanego śmiechu, związane też poniekąd z jego ambicjami. Artur chce odnieść sukces jako komik, choć przerasta go rozumienie istoty żartu, śmieszności i dostosowania się do statystycznego poczucia humoru. Nie jest postacią ani trochę komiczną - to postać tragiczna, na krawędzi, z każdą kolejną minutą zbliżająca się do momentu, w którym coś w niej pęknie i rozpocznie ciąg wydarzeń prowadzących do jej ostatecznego przeistoczenia się w morderczego księcia błaznów.

Produkcja Warner Bros ma co najmniej kilka kontekstów. Pierwsze rzeczy, które rzucają się w oczy, to sugestywna gra aktorska Joaquina Phoenixa, nie pozostawiająca wątpliwości co do słuszności nagrodzenia go Oskarem. Już na wstępie zauważalne też stają się odniesienia Phillipsa do kina z epoki, zwłaszcza do produkcji Matrina Scorsese. Obraz Gotham i proces przemiany bohatera kojarzą się z "Taksówkarzem", w którym Robert De Niro (obecny także i tutaj) grał społecznego wyrzutka, szukającym sposobu na wyjście z traumy. Jego postać niemal przez przypadek staje się gloryfikowanym bohaterem, zamiast stać się kolejnym bandytą, co budzi skojarzenie z dwoma klasycznymi komiksami. W "Batman: Rok pierwszy" Frank Miller także w jawny sposób nawiązywał do "Taksówkarza", przedstawiając miotającego się Bruce'a Wayne'a, który w końcu znajduje ujście frustracji po wciąż męczącej go tragedii w ściganiu łotrów. Kontrapunktem dla tej historii jest "Zabójczy żart", w którym Alan Moore sugerował, że Batman i Joker aż tak bardzo od siebie się nie różnią, a o tym, że jeden z nich symbolizuje dobro, a drugi zło, zadecydował przypadek - w głębi ducha obaj są po prostu wariatami, których losy potoczyły się inaczej. Todd Phillips ze swoją historią wpisuje się tu w pewien popkulturowy ciąg, przedstawiając Jokera nie tylko jako mroczne odbicie Batmana, ale także jako anty-Taksówkarza.

"Joker" jest więc wariacją na temat kultowej postaci, odchodzącą od 'komiksowości' świata przedstawionego, ale i tak utrzymaną w tych realiach. W końcu to Gotham, pojawia się rodzina Wayne'ów, w metaforyczny sposób dopowiedziana zostaje kwestia odpowiedzialności za zabójstwo rodziców Bruce'a. Ten świat pozostaje jednak parabolą, bo Gotham jest tu odbiciem Nowego Jorku, podobnie jak cofnięcie się w czasie nie zmienia faktu, że film porusza tematy wciąż dla Amerykanów istotne, choćby ciągle budzące kontrowersję 'obamacare'. Artur jest jednym z wielu obywateli, którym państwo zapewnia niedostateczną opiekę. Film w uproszczony sposób przedstawia także jedno ze źródeł kolejnych strzelanin, nie krytykując jednak samego systemu, ale także media, które żerują na kolejnych aktach przemocy i zapewniają niezrównoważonym mordercom rozgłos.

Produkcja Phillipsa nie wszystkich ujęła, pozostaje jednak w mojej opinii filmem ważnym, i to z kilku powodów. Phoenix nie tylko dał popis jako aktor, ale też udowodnił, że Ledger nie powiedział swojego ostatniego słowa i kolejne wersje tej postaci mają sens. DC doczekało się kolejnego udanego filmu, w tym przypadku zdającego się dla tego uniwersum tym, czym był "Logan" dla Marvela - to przejmujący dramat, odchodzący od akcji i skupiający się na międzyludzkich relacjach. To też zabawa historią kinematografii, wobec której jako fan "Taksówkarza" nie potrafię przejść obojętnie. Kolejne nominacje i nagrody sugerują, że to film, który wyszedł ze swojej niszy, jest nie tylko masowo przystępny, ale i wartościowy, przez co tym bardziej powinien go obejrzeć każdy czytelnik komiksów, choćby po to, by wyrobić sobie o nim własne zdanie.


Autor recenzji jest dziennikarzem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Joker

Joker

Premiera: Styczeń 2020
Oprawa: DVD, Blue Ray
Stron: 117 min.
Wydawnictwo: Galapagos
  • Reżyser: Phillips Todd
  • ZAPOWIEDŹ
    WASZA OCENA
    Brak głosów...

    Komentarze

    -Jeszcze nie ma komentarzy-