Nowe Teksty

Szaleniec z Oskarem
Pawełek o filmie "Joker"
Paulina Christa: Żeby pamięć o dziadku nie zaginęła
rozmowa z Pauliną Christą, prezesem Fundacji „Kreska” im. Janusza Christy
Coś się kończy, coś się zaczyna
Tymoteusz Wronka o "Łasuch #03"
Danie w sosie słodko-gorzkim
Wronka o "Chew #12: Czarna polewka"
Pewnego razu w kinie
Pawełek o filmie "Pewnego razu... w Hollywood"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Pewnego razu w kinie

Przemysław Pawełek recenzuje Pewnego razu... w Hollywood
6/10
Pewnego razu w kinie
6/10
Quentin Tarantino to reżyser znany między innymi z tego, że każda jego produkcja wyraża jego miłość do kina. Od "Wściekłych psów", aż po "Nienawistną ósemkę", jego kolejne filmy są pełne nawiązań do historii kinematografii - od zabaw gatunkami, przez drobne i większe cytaty i zapożyczenia, po obsadzanych aktorów, często będących ikonami, choć bywa że lekko przykurzonymi. Tak przynajmniej było dotąd. Nie jestem w stanie uwolnić się od wrażenia, że najnowsze dzieło QT to po prostu film o jego miłości do kina.

Już sam tytuł "Pewnego razu... w Hollywood" sugeruje - nawiązując oczywiście do filmowej klasyki - że będziemy mieli do czynienia dziełem z pogranicza celuloidowej baśni o epoce, która przeminęła. Epoce dla Tarantino na pewno znaczącej, bo końcówka lat 60. była czasem jego dzieciństwa, prawdopodobnie inicjalnym etapem jego ścieżki kinomana. Świat filmowców poznajemy z perspektywy Ricka Daltona i Cliffa Bootha - telewizyjnej gwiazdy, której kariera się właśnie sypie, i jego dublera. Gdy aktor i kaskader spędzają czas na planie i poza nim, nad dom Polańskich nadciągają ciemne chmury – rezydencją zaczyna interesować się banda Mansona.

Dobrze wiemy, jak potoczyły się losy sekty i Sharon Tate, ale było by zbyt proste, gdyby Tarantino zadowolił się samą rekonstrukcją zdarzeń czy oczywistym zakończeniem. Zamiast tego reżyser wysyła nas w historyczną podróż po końcówce lat 60., epoki Dzieci Kwiatów, wolnej miłości, wojny w Wietnamie i narodzin Nowego Hollywood, które miało pogrzebać dawny porządek. Reżyser nie tyle przenosi nas w inne czasy, co sam zdaje się w nich tarzać i nimi nacierać. Bohaterom towarzyszy muzyka i spikerzy radiowy z epoki, architektura z epoki, scenografia z epoki, kostiumy z epoki, rekwizyty z epoki i auta z epoki. Jestem gotów się założyć, że plakaty filmowe na ścianach czy pudełka z żywnością, po które sięgają bohaterowie, idealnie odzwierciedlają czas akcji.

Reżyser akcentuje grę końcówką tamtej dekady do tego stopnia, że samo budowanie fabuły schodzi tu na dalszy plan. Dalton próbuje ratować karierę, Polańscy cieszą się życiem, i tak płynie sobie ten film nieśpiesznie od sceny do sceny, przez dwie godziny zabierając widza za hollywoodzkie kulisy i pokazując mu kino w kinie. Wszystko to oczywiście dąży do kulminacji, w której losy aktorów, Polańskich i sekty mają się w dramatyczny sposób przeciąć.

Po seansie mam wielki problem z ustosunkowaniem się do tego filmu. To krzesanie magii kina z opowieści o krzesaniu magii kina. Tarantino celowo i świadomie się zapętla, jednocześnie co jakiś czas drobnymi mrugnięciami do widza podkreślając, że to wcale nie jest produkcja historyczna, tylko baśń o dawnych dziejach przełożona na srebrny ekran. Niekoniecznie realistyczna, a więc i niekoniecznie wierna rzeczywistości - aż do samego metaforycznego finału, sugerującego, że w kinie można zawrzeć wszystko - na katharsis poczynając, a na zemście i zadośćuczynieniu kończąc. Pomijając jednak poziom meta - niewiele się w tym filmie dzieje. Najbliższą analogią jest dla mnie paradoksalnie "Wróg numer jeden", gdzie przez dwie godziny amerykańscy agenci szukają wiatru w polu, by widz przez finałowe 30 minut mógł zobaczyć inscenizację zabójstwa Osamy Bin Ladena. Tam jednak te dwie godziny budowały narastające napięcie, podczas gdy tu przez większość czasu Tarantino po prostu pławi się w końcówce lat sześćdziesiątych, by w finale pokazać własną, nieprzewidywalną wersję teoretycznie znanych zdarzeń. Reszta jest magią kina, która może zadziałać, ale nie musi. Mnie jednak, poza samym czarowaniem, zabrakło tym razem konkretnej treści wypełniającej te pierwsze dwie godziny.


Autor recenzji jest dziennikarzem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Pewnego razu... w Hollywood

Pewnego razu... w Hollywood

Premiera: Grudzień 2019
Oprawa: DVD, Blue Ray
Stron: 155 min.
Wydawnictwo: Imperial CinePix
  • Reżyser: Tarantino Quentin
  • ZAPOWIEDŹ
    WASZA OCENA
    Brak głosów...

    Komentarze

    -Jeszcze nie ma komentarzy-