reklama baner reklama

Nowe Teksty

Okładka miesiąca: listopad 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Who Watches the Series?
Pawełek o serialu "Strażnicy"
Udany powrót Godzilli
Pawełek o filmie "Godzilla II. Król Potworów"
Wizyta w Królestwie Traw
Słoński o "Grass Kings. Tom 3"
Swoboda idzie z duchem czasu
Sławiński o "Osiedle Swoboda. Centrum"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Obaner

Recenzja

Polityka po skandynawsku

Krzysztof Tymczyński recenzuje Saga Winlandzka #04
9/10
Polityka po skandynawsku
9/10
Czwarty tom opowieści o twardych jak skała wikingach dość niespodziewanie zmienia swój oręż i krwawe bitwy ustępują miejsca politycznym przetasowaniom.

Spoglądam sobie właśnie swoje oceny poprzednich tomów cyklu ”Saga Winlandzka”. Dwie ósemki i jedna dziewiątka świadczą o tym, że poprzednie przygody Thorfinna, Askeladda czy księcia Kanuta jak najbardziej przypadły mi do gustu, a i nie będę ukrywać, że chociaż staram się coraz szerzej otworzyć na mangi, to jednak właśnie ten tytuł od wydawnictwa Hanami jest absolutnie moim ulubionym. I dziś, podczas pisania niniejszego tekstu, narodził się pewien problem. Mianowicie czwarty tom ”Sagi Winlandzkiej” stał się moim ulubionym, więc pierwszy raz w trakcie swojego udziału na Alei Komiksu stanąłem przed pytaniem – dać tę mityczną dziesiątkę czy nie?

Wbrew swoim licznym działaniom, Swen Widłobrody nie osiągnął celu i książę Kanut nie tylko nadal żyje, ale i jego armia dociera do miejsca, gdzie niechybnie dojdzie do konfrontacji ojca z niechcianym synem. Tym razem jednak nie będzie to bitwa ogromnych armii, a wszystko rozegra się poprzez polityczne knowania, spiski i ujawnianie niewygodnych faktów z przeszłości. To właśnie tu i teraz dowiemy się, jaka jest przeszłość Askeladda, skąd pochodzi oraz czy na pewno jest wierny ideałom księcia Kanuta. To, jakie decyzje podejmować będzie ten zaprawiony w bojach, ale i piekielnie inteligentny wojownik, w największym stopniu zadecyduje o tym, kto ostatecznie zasiądzie na tronie króla Danii.

Nie jest żadną wielką nowiną, że ”Saga Winlandzka” bardzo luźno traktuje historyczne fakty i wystarczy odrobinka researchu, by to stwierdzić. Makoto Yukimura dość niespodziewanie postanowił odejść od tego, co dotychczas mieliśmy okazję czytać na łamach kolejnych tomów ”Sagi Winlandzkiej”. Tam mieliśmy przede wszystkim do czynienia z kolejnymi wielkimi bitwami, podbojami i porachunkami pomiędzy głównymi bohaterami serii. W czwartym tomie (a oryginalnym siódmym i ósmym), Yukimura daje nam solidną porcję political-fiction w najlepszym wydaniu. Książę Kanut i Askeladd okazują się być bardzo wytrawnymi graczami w rozgrywce, jaką narzuca im król Swen, i chociaż przez znakomitą część tomu śledzimy przede wszystkich rozmowy, co może nieco kontrastować z licznymi oraz przepięknie przedstawionymi potyczkami z poprzednich odsłon ”Sagi Winlandzkiej”, to jednak autor zadbał, byśmy podczas lektury siedzieli jak na szpilkach. Oczywiście o ile nie przeczytaliście przed tą mangą historii podbojów wikingów. Yukimura sprawnie balansuje podczas przedstawiania kolejnych wydarzeń, raz przesuwając miano zwycięzcy bliżej Kanuta, by po chwili pokazać, że Swen ma jeszcze kilka asów w rękawie. Wszystko to toczy się w aurze nieustannej niepewności i kilkukrotnie podczas lektury byłem niemal pewien, że zaraz w ruch pójdą miecze oraz łuki. Ujawnienie szczegółów z przeszłości Askeladda przyjemnie zaskoczyło, tak samo zresztą jak to, że totalnie nie spodziewałem się ruchów, jakie postać ta wykona podczas politycznych rozgrywek pomiędzy królem a księciem. Wszystko to doprowadza do zaskakującego finału, który nie tylko sprawił, że zbierałem szczękę z podłogi, ale także otworzył masę możliwości na to, by kolejne tomy ”Sagi Winlandzkiej” mogły zaoferować czytelnikom dużo ciekawych i świeżych rozwiązań.

Przy okazji, po raz pierwszy lektura ”Sagi Winlandzkiej” sprawiła, że mam autentyczną ochotę zapoznać się z animowaną adaptacją tej mangi, która (podobno) pewne wątki przedstawiła w nieco inny sposób.

Jak zwykle nie mogę niczego zarzucić warstwie graficznej tej mangi. Makoto Yukimura nieustannie i pozytywnie zaskakuje, oferując nam tytuł tak wyraźnie lepiej wyglądający od znakomitej większości znanych mi komiksów rodem z Japonii, że trudno tego nie docenić. Gruba, wyrazista kreska, wysoka dbałość o detale i drugi plan, a także sprawne pomieszanie typowo mangowego stylu ze znacznie bardziej zachodnim podejściem do sztuki komiksowej – wszystko to sprawia, że od ”Sagi Winlandzkiej” ciężko oderwać wzrok.

Jakość wydania niezmienna. Dostajemy od wydawnictwa Hanami potężny, bo liczący ponad czterysta stron tom w cenie okładkowej w wysokości 65 złotych. Czy warto? Zdecydowanie. To nie tylko jedna z najlepszych mang, jakie znam, ale i tytuł, który spokojnie może do siebie przekonać te osoby, które wielkim łukiem omijają tytuły pochodzące z Japonii.

I wiecie co? A niech będzie prawie najwyższa ocena. W końcu za wyjątkiem nawet niewartych wspominania drobnostek, nie mam się do czego przyczepić.

Opublikowano:



Saga Winlandzka #04

Saga Winlandzka #04

Scenariusz: Makoto Yukimura
Rysunki: Makoto Yukimura
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2019
Seria: Saga Winlandzka
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 150x210 mm
Cena: 65,00 zł
Wydawnictwo: Hanami
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-