Nowe Teksty

Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"
Polecanki odlecanki: styczeń 2019
Co kupić, a co omijać!

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Polował Predator razy kilka

Przemysław Pawełek recenzuje Predator
7/10
Polował Predator razy kilka
7/10
Mało jest postaci, które aż tak intensywnie przeniknęły z kina do kultury popularnej, a w efekcie także do komiksów, co Predator. Nie licząc Gwiezdnych Wojen, których fenomenu nie da się chyba do niczego innego porównać, to obok Predatora stawiać można chyba tylko Obcych i Terminatora. A przynajmniej tak jako fan fantastyki z lat osiemdziesiątych lubię myśleć.

Można by rzec, że trafiła kosa na kamień, bo za nową adaptację przygód kosmicznego łowcy wziął się Shane Black – filmowiec z naprawdę solidnym doświadczeniem. Jako reżyser zrealizował dotąd zaledwie trzy filmy i każdy z nich jest co najmniej solidny. Black ma też na koncie liczne scenariusze do kina sensacyjnego, z serią „Zabójcza broń” na czele. No i występował w pierwszym „Predatorze” jako aktor.

„Predatora” w wersji Blacka wpisuje się w wypracowaną dekady temu formułę tego filmowca. Jako autor wyspecjalizował się on kinie akcji mocno eksponującym zróżnicowanych bohaterów z krwi i kości. Podobnie jest i tutaj. Kosmita w trakcie swojego polowania krzyżuje ścieżkę z amerykańskim komandosem. W efekcie kolejnych zwrotów akcji nasz główny bohater, snajper z Rangersów, stwarza improwizowany oddział złożony z ekipy wojskowych wyrzutków z żółtymi papierami. Rozpoczyna się polowanie, tylko trudno stwierdzić, kto tu jest nadrzędnym łowcą – wojskowe świry, rządowi agenci, Predator, czy nad-Predator, który także włącza się do gry.

Film Blacka ma swój charakter, tylko że jest to dość problematyczna specyfika. Tworząc konfrontację, reżyser nie szczypie się z przemocą, ale też całość doprawił sporą dawką czarnego humoru i typowych dla niego mięsistych dialogów. Dla konserwatywnych fanów filmowi jest pewnie zbyt blisko do pastiszu czy parodii. Ja przez większość czasu bawiłem się doskonale, zwłaszcza w środkowej fazie filmu, gdy obserwujemy działania dość wyjątkowej wersji Parszywej Dwunastki z PTSD. Nawet dla mnie jednak problematyczna jest ostatnia faza filmu, gdy dochodzi do faktycznej konfrontacji z łowcą z kosmosu, której najzwyczajniej brak napięcia.

Napięcie jest zresztą chyba tutaj najważniejszym nieobecnym. To niedopowiedzenie, kim jest wróg, tworzyło w dużym stopniu atmosferę pierwszej części cyklu. Także kontynuacja bazowała na niesymetrycznej rozgrywce policjanta z niewidzialnym kosmitą w betonowej dżungli. Shane Black wyłamuje się z tradycji – pokazuje Predatora już w pierwszych minutach filmu, by potem skierować swoje dzieło w czysto rozrywkową stronę, kiwającą się między jatką a żarcikami. Rozumiem zawód ortodoksów, ja przez większość czasu bawiłem się jednak całkiem dobrze.

Autor recenzji jest pracownikiem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Predator

Predator

Scenariusz: Shane Black, Fred Dekker
Premiera: Wrzesień 2018
Wydawnictwo: Imperial - Cinepix
  • Reżyser: Shane Black
  • ZAPOWIEDŹ
    WASZA OCENA
    Brak głosów...

    Galerie

    Polował Predator razy kilka

    Komentarze

    -Jeszcze nie ma komentarzy-