reklama baner reklama

Nowe Teksty

Utknąć w Filadelfii
Panic o 1. tomie "Oblivion Song. Pieśń otchłani"
Wino im starsze tym… gorsze?
Sus o "Torpedo 1972"
Pomściciele z Gotham
Gierszewski o "Batman. Detective Comics: Syndykat ofiar"
Retro Batman
Sławiński o "Batman. Świt mrocznego księżyca"
Nosił Wade razy kilka
Grygiel o "Deadpool. Wszystko, co dobre…"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Różne oblicza rasizmu

Tymoteusz Wronka recenzuje Blacksad #02: Arktyczni
8/10
Różne oblicza rasizmu
8/10

Antropomorfizacja zwierząt i czynienie ich głównymi bohaterami opowieści nie jest niczym nowym, a zabieg ten może służyć różnym celom. Może być zabawnie – czego doświadczaliśmy wielokrotnie, przede wszystkim w kinie – ale równie często mamy w tym przypadku do czynienia z próbą pokazania prawdy o nas samych. Od „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella przez „Mausa” Arta Spiegelmana, nawet po „Wbrew naturze” Mirki Andolfo, otrzymaliśmy wiele książkowych i komiksowych opowieści, które mówiły o ważnych, wręcz fundamentalnych kwestiach dotyczących naszej historii, polityki i rzeczywistości.

Są jednak komiksy, które nieco bardziej kamuflują przekaz, a jednocześnie równie dobitnie przekazują intencje autora. Właśnie takim albumem są „Arktyczni”, drugi komiks z serii „Blacksad”. Tym razem główny bohater, antropomorficzny kot, zajmuje się śledztwem dotyczącym zaginięciem dziewczynki. I o ile początkowo wydaje się to całkiem normalną sprawą, to szybko się okazuje, że całość ma związek z ruchem „białych” zwierząt. Cóż, Blacksad jest czarny (poza kawałkiem pyska) … a poza tym ma niewielką dozę tolerancji dla wszelkiego rodzaju oszołomów, nie wspominając nawet o osobach próbujących przeszkodzić mu w osiągnięciu celu.

„Arktyczni” to nie tak rzadka w popkulturze, ale jednak zawsze cenna (i celna) próba pokazania, jak ograniczone i wykoślawione są ruchy bazujące na próbach podziału ludzi (w tym przypadku zwierząt) ze względu na tak banalne w szerszej perspektywie cechy jak kolor skóry (futra). Diaz Canalez świetnie prowadzi narrację, odsłaniając kolejne warstwy starcia tytułowego bohatera ze zwierzęcymi „neonazistami”, a jednocześnie uwypuklając absurdy ich ideologii. Choć komiksowi daleko do satyry, to umiejętne pokazanie negatywnych postaci wywołuje od razu ironiczne skojarzenia.

Przy tym należy zaznaczyć, że nie jest to ideologiczna rozprawka, a nadal świetnie poprowadzony kryminał w klimatach noir. Na poziomie poszczególnych scen czy drugoplanowych bohaterów jest to historia, której nie powstydziłby się Raymond Chandler. Narracja jest nieśpieszna, poszczególne sceny mają czas wybrzmieć, a postacie, nawet pojawiające się na chwilę, zapadają w pamięć.

Nadal bardzo mocną stroną serii jest strona graficzna. Rysunki Juanjo Guarnido są precyzyjne; w tym sensie, że doskonale pokazują to, co autorzy chcieliby przekazać. Ale nawet abstrahując od tego, co autorzy ewentualnie chcieli pokazać pod kątem ideologicznym, to po prostu są to świetne, klimatyczne ilustracje oddające zarówno klimat noir, jak i zwierzęcą naturę bohaterów. Komiks można by oglądać dla samych ilustracji, bez zwracania uwagi na fabułę.

„Arktyczni” są niebanalnym komiksem, który zapewnia z jednej strony godziwą rozrywkę fabularną, a z drugiej ma drugie dno, dalekie od banału, a jednocześnie ze sporą dawką nienachalnego dydaktyzmu. Album jeszcze lepszy od premierowego w serii „Pośród cieni”.

Opublikowano:



Blacksad #02: Arktyczni

Blacksad #02: Arktyczni

Scenariusz: Juan Diaz Canales
Rysunki: Juanjo Guarnido
Wydanie: II
Data wydania: Grudzień 2017
Seria: Blacksad
Tytuł oryginału: Arctic-Nation
Rok wydania oryginału: 2003
Wydawca oryginału: Dargaud
Tłumaczenie: Joanna Jabłońska
Druk: kolor, kreda
Oprawa: twarda
Format: 240x320 mm
Stron: 56
Cena: 39,99
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328126329
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Różne oblicza rasizmu Różne oblicza rasizmu Różne oblicza rasizmu

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

soplic68 -

Hmm, miałem to kupić bo nowe tłumaczenie, ale porównuję do tego wydania które mam i wygląda na to że stare nie dość że literacko lepsze to nowe czasem jest zupełnie bezsensowne, jak choćby fragment z mdłym poczuciem humoru...