reklama baner reklama

Nowe Teksty

Za stówę, za trzy - sierpień 2017
Chmielewski typuje sierpniowe zakupy komiksów
Tak powinno się to robić
Kleszcz o 1. tomie "Universal War One"
Promyk nadziei
Kleszcz o 6. tomie "Avengers"
Literaci na wojnie
Tymczyński o 3. tomie "Bungou: Stray Dogs"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Zawiedzione nadzieje

Tomasz Kleszcz recenzuje Liga Sprawiedliwości #08: Wojna Darkseida #02
5/10
Zawiedzione nadzieje
5/10
Pierwszy tom sagi o władcy Apokolips był w rzetelnie zrealizowanym akcyjniakiem z potencjałem. Ciekawe zakończenie zachęcało do sięgnięcia po kolejną odsłonę. Niestety, nadzieje na coś odkrywczego okazały się płonne.

Scenariusz stworzony przez Geoffa Johnsa przypomina lot muchy. Jeśli popatrzy się na niego z boku, to widać, że z punktu A docieramy w końcu do punktu B. Ale sam tor jest chaotyczny i każdy kolejny zwrot nie koniecznie wynika z obranego chwilę wcześniej kierunku. Innymi słowy fabułę charakteryzuje potężna dawka chaosu, a lektura nie przynosi satysfakcji.

Po tym jak Grail udało się pokonać Darkseida, następuje cała seria efekciarskich pojedynków, a fabuła pędzi na złamanie karku. Bohaterowie uzyskują boski status, stając się dosłownie bogami. Niestety, nie do końca wiadomo, czym ma się ich boskość objawiać poza tym, że Geoff często o tym przypomina kwiecistymi przemowami, ponieważ większość z herosów nie robi absolutnie niczego innego, niż zwykli robić do tej pory, a wydaje się, że robią nawet mniej. Batman uporczywie siedzi na tronie i z groźną miną zgrywa ważniaka. Green Lantern kilkukrotnie próbuje go namówić do zejścia, bezskutecznie. Potem wyciąga z kapelusza cały korpus zielonych ziomków, którzy pomagają w bitwie. Cyborg hakuje system pierścienia, ale ostatecznie to Jessica, jego posiadaczka wygrywa starcie z Volthoomem. Superman napompowany niszczącą go energią walczy, żeby w pewnym momencie po prostu wrócić do normalnego stanu. Flash, dzieląc ciało z podróżnikiem, głównie stoi, walcząc tylko pod koniec. A Grail bez przerwy gada o tym co robi i po co robi, a do tego oczywiście walczy.

Walka jest zresztą dominującym element fabuły. Właściwie to rozwałka, w trakcie której bohaterowie bez przerwy rozmawiają z szalenie wielką powagą, a kadry ociekają tłumaczącą wszystko narracją. Być może amerykańscy czytelnicy lubią patos, bo wylewa się on ze stron całymi litrami, aż w pewnym momencie czuje się potrzebę zrobienia sobie przerwy i spłukania z siebie tego wszystkiego. Jeśli ta śmiertelna powaga ma sugerować, że "Wojna Darkseida" skierowana jest do dorosłego i poważnego czytelnika, to już fabuła zdecydowanie przypomina produkcje dla dzieciaków i raczej nie przekona do siebie nikogo poważnego. Finałowe rozwiązanie jest po prostu głupie i powoduje, że czas spędzony na brnięciu przez kolejne pojedynki i miałkie, pozbawione wyrazu pomysły autora są najzwyklejszą stratą czasu.

Na szczęście komiksy posiadają stronę graficzną, a w przypadku "Wojny Darkseida" to jedyny - ale mocny - element, dla którego warto po album sięgnąć. Wśród artystów pracujących nad tym obszernym dziełem znajdują się dobrze już znane polskim czytelnikom nazwiska, a listę otwiera Francis Manapul. I jest to zaskakująco dobre otwarcie. Artysta udowadnia, że radzi sobie z poważnym tematem równie dobrze, co z lekkim i zabawnym. Stonowana kolorystyka wzbogacona o ciekawą fakturę, większa ilość czerni i ciekawe rozplanowanie elementów na planszach sprawiają, że po dwóch zeszytach, które wyszły spod ręki tego artysty, pozostaje duży niedosyt.

Dalej pałeczkę przejmuje solidny Fabok. Już kiedyś stwierdziłem, że to nieco mroczniejsza wersja Jima Lee. Fabok dobrze sobie radzi z przedstawieniem napakowanej akcją i pozerstwem fabuły. Jego styl jest wręcz stworzony do takich zadań. W komiksie znajduje się sporo robiących wrażenie rozkładówek. Niemniej artysta, podobnie jak Jim zresztą, zabrnął nieco w kozi róg. Twarze postaci są do siebie niesamowicie podobne, tak samo jak i fizjonomia. Pojawiający się na całostronicowych grafikach Owl Man, Mister Miracle, Batman czy ktokolwiek inny to kalki przebrane tylko w różne stroje. Z kobietami sytuacja ma się nawet gorzej, Diana byłaby nie do odróżnienia od Grail czy jej matki, gdyby nie strój. Aczkolwiek można na to przymknąć oko. Listę rysowników zamykają Reis i Van Sciver, stający na wysokości zadania.

Druga część "Wojny Darkseida", co z przykrością trzeba stwierdzić, jest dużym rozczarowaniem. Spora objętość zapchana jest trudno strawną papką, po której przychodzi zgaga. Mając do dyspozycji taką ilość stron, pisarzowi nie udało się ani interesująco rozwinąć historii, ani stworzyć przekonujących postaci. Zaskakująca jest renoma, jaką wyrobił sobie Johns, patrząc na jego dzieła wydane w Polsce. "Wojna Darkseida" to napompowany blockbuster w negatywnym znaczeniu. Mnóstwo postaci, mnóstwo akcji, mnóstwo patosu i niewiele sensu. Ratują go tylko rysownicy, którzy dostarczają kawał świetnej roboty. Komiks zdecydowanie do oglądania i jako taki warto polecić.

Opublikowano:



Liga Sprawiedliwości #08: Wojna Darkseida #02

Liga Sprawiedliwości #08: Wojna Darkseida #02

Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: Jason Fabok
Wydanie: I
Data wydania: Lipiec 2017
Seria: Liga Sprawiedliwości, Nowe DC Comics
Tytuł oryginału: Justice League, Vol. 8: Darkseid War Part 2
Wydawca oryginału: DC Comics
Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170 x 260
Stron: 204
Cena: 79,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127005
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Zawiedzione nadzieje Zawiedzione nadzieje Zawiedzione nadzieje

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-