reklama totalnie reklama

Nowe Teksty

Mechabatman kontra łotrowie giganci
Pawełek o filmie "Batman Unlimited: Maszyny kontra Mutanci"
Lektura na szybki wieczór
Sus o 2. tomie "Uncanny X-men"
Złe bóstwo, którego żal
Kleszcz o "Lokim"
Za stówę, za trzy - styczeń 2017
Chmielewski typuje styczniowe zakupy komiksów

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

Hardy

Recenzja

Amulet prawdę ci powie?

Krzysztof Tymczyński recenzuje Amulet #01: Strażniczka
7/10
Amulet prawdę ci powie?
7/10
Na tylnej stronie okładki pierwszego tomu serii ”Amulet” pojawiają się słowa samego Jeffa Smitha (autora ”Bone”), który przekonuje nas, że zakochamy się w tym komiksie już po lekturze trzech pierwszych stron. Jednakże nawet i bez słów jednego z najbardziej znanych twórców komiksów dla młodszych czytelników, kolejna zapowiedź wydawnictwa Planeta Komiksów wydawała się bardzo ciekawa. Czy pokładane w niej nadzieje spełniły się? Na to pytanie postaram się częściowo chociaż odpowiedzieć w poniższym tekście.

Rodzina Hayesów próbuje powrócić do normalności po wypadku samochodowym, w którym zginął David – mąż i ojciec tej niegdyś szczęśliwej gromadki. By rozpocząć wszystko od nowa, Emily, jej brat Navin oraz ich mama Karen przeprowadzają się do opuszczonej, rodzinnej posiadłości. Tam jednak ich życie nie tylko nie wraca do normalności, ale bardzo szybko staje się jeszcze dziwniejsze. Już pierwszej nocy Karen zostaje porwana przez mackowatego stwora i wciągnięta do mrocznego i magicznego świata, a pomóc mogą jej tylko własne dzieci i tajemniczy amulet, jaki niedawno znalazła Emily. Lecz czy faktycznie służyć on będzie pomocą?

Mając już w swojej ofercie kilka kontrowersyjnych tytułów, Planeta Komiksów nieco zaskoczyła zapowiedzią tytułu dla zdecydowanie młodszych czytelników. I to od razu nie byle jakiego, ponieważ ”Amulet” jest tytułem bardzo znanym w USA i to pomimo tego, że nie stoi za nim żadne z największych wydawnictw na tamtejszym rynku. Zresztą jest to komiks nie tylko dość popularny, ale także zbierający naprawdę istotne wyróżnienia, jak chociażby nominację do nagrody Eisnera czy nagrody literackiej Children’s Choice, a także wyróżnienie przyznawane przez Stowarzyszenie Bibliotek Amerykańskich. Dwie ostatnie nagrody (a nie nominacje do nich) nie wpadają często w ręce twórców komiksów, co tylko świadczy o tym, że teoretycznie ”Amulet” powinien być co najmniej intrygującą lekturą. Ale czy faktycznie taki był?

Po komiksy skierowane do młodszych odbiorców sięgałem bardzo rzadko, zaś nieliczne ich recenzje udowadniały mi, że patrzę na te pozycje nieco inaczej niż większość zainteresowanych. Zdecydowanie zbyt mocno oceniam przez pryzmat własnego ”widzimisię”, trochę zapominając o tym, że nie należę do grupy docelowej takich tytułów jak ”Amulet” i to, co ja dostrzegę jako pewnego rodzaju problem, dla dziecka czy nastolatka jest rzeczą drugorzędną. W przypadku dzisiaj omawianego tytułu, na szczęście zdecydowanie mam z górki. Dzieło Kazu Kibuishiego najzwyczajniej w świecie zdobyło moje zimne serducho.

”Amulet” tak naprawdę nie porywa po trzech stronach, więc tutaj nie zgodzę się zbytnio z Jeffem Smithem. Praktycznie cały komiks trzyma się dość oklepanych rozwiązań. Jednakże Kazu Kibuishi wydaje się doskonale zdawać sobie z tego sprawę i specjalnie czerpać właśnie z tych rozwiązań, które już niejednokrotnie się sprawdziły. I robi to z rozmysłem, sprawnie je ze sobą łącząc, dzięki czemu w efekcie otrzymujemy komiks, którego lektura sprawia naprawdę dużą przyjemność. Historia bardzo szybko rozkręca się i potem już praktycznie nieustannie pędzi przed siebie, nie dając odbiorcy chwili wytchnienia. Największym jednak plusem są dla mnie kreacje poszczególnych bohaterów ”Amuletu”, chociaż znów: nie ma tu nic szczególnie oryginalnego. Ich główną siła jest to, że są bardzo przekonywujący, a łączące ich uczucia wydają się być niebywale realne. Dodatkowo, strasznie przypadło mi do gustu połączenie miejscami naprawdę dużej ilości mroku z licznymi rozwiązaniami przypominającymi nam, że wciąż mamy do czynienia z tytułem dla młodszych odbiorców. Wszak pomocnicy Silasa to nadal przerośnięte zabawki, zaś większości stworów i istot (jak na przykład elfowi Trellisowi) raczej bliżej do bycia straszno-słodkimi niż autentycznie przerażającymi.

Nie mam pojęcia, na ile może Was to przekonać, ale ”Amulet” przeczytała także moja czternastoletnia siostrzenica i... jeszcze tego samego dnia zamawiałem jej egzemplarz w jednym ze sklepów.

Warstwa graficzna to takie swoiste pomieszanie z poplątaniem. Kazu Kibuishi niejednokrotnie potrafi zauroczyć pięknie wykonaną planszą czy też sekwencją (praktycznie cała ostatnia scena narysowana jest fantastycznie), którą jednak poprzedza kilkanaście wykonanych bardzo prostą i niczym nie wyróżniającą się kreską, czasem nawet totalnie ignorując drugi plan. Liczę na to, że w kolejnych tomach Kibuishi zdecyduje się na nieco większą dozę konsekwencji, dzięki czemu otrzymamy historię wyróżniającą się także i pod tym kątem.

Moim zdaniem ”Amulet” to kolejny trafiony wybór wydawnictwa Planeta Komiksów i jestem przekonany, że zdobędzie on serducha sporej ilości czytelników, jeśli tylko da mu się odpowiednią szansę. Trzymam kciuki, by udało się opublikować w naszym kraju całość serii (w USA wydano siedem tomów, plan zakłada jeszcze dwa), oraz, by ”Amulet” przekonał do siebie także osoby, które na co dzień nie mają wielkiej styczności z komiksami.

Opublikowano:



Amulet #01: Strażniczka

Amulet #01: Strażniczka

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Amulet prawdę ci powie? Amulet prawdę ci powie? Amulet prawdę ci powie?

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-