W krainie czarów i rozkoszy - Recenzja - Epoxy - Aleja Komiksu
reklama baner reklama
baner

Recenzja

W krainie czarów i rozkoszy

Paweł Panic recenzuje Epoxy
5/10
W krainie czarów i rozkoszy
5/10
Wydawnictwo Kubusse konsekwentnie przedstawia polskiemu czytelnikowi twórczość Jeana Van Hamme'a. Po serii "Lady S" przyszedł czas na "Epoxy" - pierwszy komiks uznanego scenarzysty. I mimo że rozpoczęcie tej recenzji frazą "złe dobrego początki" byłoby sporą przesadą, to trzeba uczciwie napisać, iż u progów swej kariery belgijski autor nie stworzył dzieła wybitnego.

Epoxy to opowieść, w której tytułowa bohaterka przeniesiona zostaje do świata greckiej mitologii, gdzie przeżywa mnóstwo erotycznych przygód. Na stosunkowo niewielkiej liczbie 70 stron Van Hamme wprowadził całkiem sporo mitycznych postaci - od Amazonek aż po Hadesa. Taki zabieg był możliwy dzięki temu, że cała opowieść w znacznej mierze opiera się na powtórzonym w kółko schemacie, polegającym na spotkaniu z nową mitologiczną istotą, odbyciu z nią aktu seksualnego (acz nie zawsze) i ruszeniu w dalszą drogę. Gdyby komiks miał więcej stron, to pewnie doczekalibyśmy się scen z Minotaurem, jakimś cyklopem, a wielce prawdopodobne, że również Pegazem... Fabuła zaczyna zmierzać ku zakończeniu dopiero, kiedy na drodze Epoxy pojawia się sam Zeus. W następstwie tego wydarzenia bohaterka spotyka Hermesa i wraz z boskim posłańcem rusza w kierunku finału swoich przygód. Van Hamme spokojnie mógł rozpocząć scenariusz od wkroczenia na scenę władcy Olimpu.

Podczas lektury można odnieść wrażenie, że "Epoxy" to nic więcej jak zbiór krótkich, zabarwionych erotycznie historyjek. Wynika to w znacznej mierze z faktu, że pomiędzy kolejnymi fragmentami występują luki, które sprawiają, iż zaprezentowaną historię trudno uznać za spójną. Widać, że tworząc tę opowieść, Van Hamme jeszcze nie do końca czuł język komiksu i brak mu było scenopisarskiej wprawy. Oczywiście minusy tego dzieła wynikają nie tylko z braku doświadczenia scenarzysty, ale również z faktu, że w czasach kiedy ono powstało, po prostu inaczej robiło się komiksy. "Epoxy" wydana została w 1968 roku i naprawdę widać lata, które ma na karku. Co jednak istotne, nie jest to komiks przegadany. Owszem, główna bohaterka komentuje rzeczywistość, ale na szczęście niezbyt często. Również ramek narracyjnych nie ma tu zbyt wiele, dzięki czemu cały album przyswaja się dosyć sprawnie.

Wspomniany 1968 rok to czas protestów studenckich we Francji i apogeum rewolucji seksualnej, więc jako świadectwo swoich czasów omawiany komiks sprawdza się całkiem nieźle. W końcu Epoxy jest wyzwolona, bez skrępowania paraduje nago, chętnie oddaje się napotkanym mężczyznom, kobietom, a także stworzeniom, które ludźmi nie są. Kiedy trzeba potrafi też przywalić. Niestety, nie można powiedzieć, żeby miała ona jakiś wyrazisty charakter. Właściwie to jest tak nijaka, jak to tylko możliwe. Jej naiwność kłuje w oczy i mimo, że dziewczę całkiem nieźle sobie radzi w fantastycznej krainie, to nie wiadomo, czy decyduje o tym jej spryt, czy właśnie łatwowierność i gotowość do nieskrępowanego dzielenia się swoim ciałem. Czasami coś ją tknie i w paru słowach "dziwi się światu". Zaraz jednak wszystko wraca do normy, pojawia się jakiś stwór, Epoxy stwierdza, że jest całkiem niezły, więc właściwie czemu by mu się nie oddać i ruszyć ku nowej przygodzie. Oczywiście można w tym wszystkim doszukiwać się nawiązań do rzeczywistości, w której powstawał omawiany komiks, tylko czy to sprawi, że będzie on przyjemniejszy w lekturze?

"Epoxy" ma jeden naprawdę mocny punkt - warstwę graficzną. Mimo że rysunkom Paula Cuveliera brakuje szczegółów, to jego miękka kreska przetrwała próbę czasu i również dzisiaj cieszy oko. Na każdej stronie belgijski artysta zaprezentował walory kobiecego ciała, więc jest co podziwiać. W przeciwieństwie jednak do twórczości wielu mistrzów komiksu erotycznego, niewiasty przez niego rysowane różnią się między sobą nie tylko fryzurami. Widać, że mamy do czynienia z malarzem, który w swoim życiu namalował niejeden akt z natury. Wydatne pośladki, niezbyt okazałe piersi, gdzieniegdzie lekkie fałdki - wszystko to sprawia, że przynajmniej zewnętrznie Epoxy jest kobietą z krwi i kości. Również inni bohaterowie tej opowieści prezentują się bardzo realistycznie (oczywiście na tyle, na ile to możliwe w przypadku np. pół ludzi, pół koni). Pomimo odważnej tematyki, w omawianym komiksie nie uświadczymy scen, które mogłyby kogokolwiek zgorszyć. Nie ma w nim miejsca na genitalia (nie licząc zwierzęcych), a do aktów seksualnych dochodzi już poza kadrem. Rysunki Cuveliera potrafią jednakże rozpalić wyobraźnię w nie mniejszym stopniu niż dużo odważniejsze dzieła Manary czy Crepaxa.

Pomimo licznych wad, "Epoxy" to całkiem sympatyczna ramotka. Dzisiaj nikogo nie będzie szokować, ale na tle utworów o podobnej tematyce - choćby rodzimych komiksów mitologicznych, które w latach 80. wydawał Sport i Turystyka - prezentuje się naprawdę dobrze. Nie zmienia to faktu, że pierwszy komiks Van Hamme'a to rzecz przede wszystkim dla fanów tego scenarzysty oraz kolekcjonerów. Wymagającym miłośnikom historii o greckich bogach i herosach pozostaje "Epoka Brązu" Erica Shanowera.

Opublikowano:



Epoxy

Epoxy

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunki: Paul Cuvelier
Kolor: Bertrand Denoulet
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2015
Wydawca oryginału: Le Lombard
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: kolor, kreda
Oprawa: twarda
Format: 215x290 mm
Stron: 75
Cena: 50,00 zł
Wydawnictwo: Kubusse
ISBN: 978-83-941480-0-3
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

W krainie czarów i rozkoszy W krainie czarów i rozkoszy W krainie czarów i rozkoszy

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

soplic -

Przy takim urodzaju jak w ostatnim okresie, szkoda kasy na przeciętniaki.