reklama baner reklama
baner

Recenzja

Asteriks Legionista

Jan Sławiński recenzuje Asteriks #10: Asteriks Legionista

Zanim jeszcze zacząłem czytać Asteriksa, którego dostałem do recenzji, zastanawiałem się, czy można o jakimś albumie spod pióra Goscinnego w ogóle pisać źle. Trzydzieści cztery albumy komiksowe (plus dodatki w stylu „Asteriks i przyjaciele” lub „Jak Obeliks wpadł do kociołka druida, kiedy był mały”), osiem filmów animowanych, cztery aktorskie, liczne gry i marka znana i lubiana na całym świecie. Czy taki fenomen, nawet jeśli miałby „gorszy dzień”, można krytykować? Po przeczytaniu albumu wciąż tego nie wiem – na szczęście był świetny.

Do galijskiej wioski, po dwóch latach nieobecności, powraca Falbala. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie dziwne zachowanie grubego („KTO JEST GRUBY?!”) Obeliksa. Nasz sympatyczny wąsacz o krągłych kształtach trafiony strzałą Amora całkowicie traci nie tylko apetyt, ale i głowę. Chcąc przypodobać się Falbali, obiecuje wyciągnąć jej narzeczonego – Tragikomiksa – z rąk Rzymian. Wraz z Asteriksem wyruszają w długą i niebezpieczną podróż, podczas której, będą mieli okazję zwiedzić inne państwa, spotkać piratów, a w końcu nawet przejść się w butach rzymskiego legionisty – i to dosłownie!

Mimo że przygody Asteriksa i Obeliksa w albumie „Asteriks Legionista” są emocjonujące i niebezpieczne, nie brak w nich charakterystycznego dla Goscinnego humoru. Komiks przepełniony jest licznymi gagami - niekiedy są to żarty sytuacyjne, niekiedy zabawne gry słowne, niezależnie od tego, wszystkie są świetne i wywołują u czytelnika uśmiech rozbawienia, parsknięcie czy szczery rechot. Komiks po raz pierwszy został wydany w 1967 roku, a niektóre gagi – co fenomenalne! – można śmiało odnieść do naszej codziennej rzeczywistości – widać niektóre rzeczy (a zwłaszcza funkcjonowanie wszelakich urzędów) wcale się nie zmieniły na przestrzeni lat. Niektóre wątki z tego albumu zostały wykorzystane w filmie „Asteriks i Obeliks kontra Cezar” z 1999 roku, szkoda jednak, że w adaptacji było ich tak mało.

Pokolorowane na nowo rysunki Uderzo prezentują się świetnie. Przyznam szczerze, że sceptycznie podchodziłem do pomysłu, by na nowo pokolorować całą serię („No bo po co?”). Po przeczytaniu „Asteriksa Legionisty” zmieniam zdanie – nowe kolory tchnęły nowe życie w Asteriksa i spółkę. Jestem ogromnie ciekawy, jak w nowych barwach będzie wyglądał „Asteriks u Reszehezady” – najlepiej do tej pory wyglądający „Asteriks”.

Cieszę się, że Egmont systematycznie wydaje reedycje kolejnych „Asteriksów”. To kawał świetnego, europejskiego komiksu. Piękne, kolorowe rysunki, ciekawe historie i uniwersalny humor sprawiają, że Asteriksa powinien polubić każdy – zarówno początkujący, jak i dojrzały czytelnik. Może i „Asteriks Legionista” nie jest najlepszym albumem z całej serii, ale to z pewnością komiks przynajmniej dobry, a jeśli porównać go do ostatnich wyczynów Uderzo – wręcz świetny. Cóż, widać tu rękę starego, dobrego Goscinnego. Polecam wszystkim, niezależnie od wieku. Kupujcie, czytajcie, żeby Egmont nie miał okazji, by powiedzieć – parafrazując Obeliksa – „Ale głupi ci Polacy (Asteriksa nie czytają)”.

Opublikowano:



Asteriks #10: Asteriks Legionista

Asteriks #10: Asteriks Legionista

Scenariusz: Rene Goscinny
Rysunki: Albert Uderzo
Wydanie: III
Data wydania: Sierpień 2011
Seria: Asteriks
Tłumaczenie: Jolanta Sztuczyńska
Druk: kolor, offset
Oprawa: miękka
Format: 215 x 290 mm
Stron: 48
Cena: 19,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-2474-2
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Asteriks Legionista Asteriks Legionista Asteriks Legionista

Tagi

Asteriks

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

charlie_cherry -

xxx