reklama baner reklama

Nowe Teksty

Długa droga
Sus o "Coś wiecej, czegoś mniej" Szyłaka
Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Wywiad

Komiks zaprasza dalej - rozmowa z księdzem Piotrem Kaczmarkiem

Łukasz Chmielewski
Rozmowa z księdzem Piotrem Kaczmarkiem, autorem komiksów „Casting, czyli cztery zadania Empedoklesa” i „Posłannictwo Rozalii Celakówny”.

Aleja Komiksu: Dużo księży rysuje komiksy?

ksiądz Piotr Kaczmarek: Nie mam pojęcia, chyba nie. Przecież w ogóle niewielu ludzi rysuje komiksy. Komiks pozostaje wciąż literaturą niszową, kojarzącą się z gazetą, którą po przeczytaniu wrzuca się do kosza. Tak naprawdę jedynie wąskie grono ludzi zbiera komiksy, można powiedzieć zna się na nich.

Publikacje osób duchownych muszą uzyskać akceptację Kurii?
Jeśli autor szukałby mandatu oficjalnego głosu Kościoła, to na pewno tak. Natomiast jeśli chodzi o inne publikacje, to zależy od partykularnych diecezji.

m_Casting m_Poslannictwo_Rozalii_Celakowny

okładki komiksów autorstwa Kaczmarka


Na jaką swobodę artystyczną może pozwolić sobie osoba duchowna?

Myślę, że na taką, za jaką bierze odpowiedzialność. Zresztą, dotyczy to każdego twórcy. Nie ma tu przecież ograniczeń technicznych. Jeśli ktoś umie jako tako rysować, to narysuje ogólnie rzecz biorąc wszystko, co mu się uda wymyślić. Z tej strony nie ma ograniczeń i chyba konkurowanie w tym, czy ktoś umie przykładowo narysować straszniejszego potwora niż najstraszniejszy potwór, jaki był narysowany do tej pory, nie ma większego sensu. Trzeba raczej zapytać: po co w ogóle tego potwora mam rysować? Są rzeczy, których nigdy nie narysuję, nie dlatego, że nie potrafię, ale dlatego, że nie chcę.

Mam czasem wrażenie, że niektórzy rysownicy próbują przekraczać granicę tego, co mogą narysować i tego, co powinni narysować. Ja porównuję często tworzenie komiksu do kręcenia filmu. To ja, jako autor „zatrudniam” aktorów (taki wątek występuje zresztą w moim pierwszym opublikowanym komiksie: „Casting, czyli cztery zadania Empedoklesa”), to ja buduję fabułę (jeśli jestem także scenarzystą), to ja operuję światłem, kolorami, a także odpowiadam za efekty specjalne. I teraz, jak każdy inny reżyser, mogę pewne obrazy ukazać, ale nie muszę, bo przecież nachalna dosłowność zawsze kradła sztuce poetyckość wyrazu, sekret tajemnicy, tego co niedopowiedziane, a co już należy do odbiorcy.

Dziś za dużo kradnie się odbiorcy, autor chce wszystko zabrać dla siebie. To tak jak z tym sztucznym śmiechem puszczanym w tzw. komediowych serialach. Mówią człowiekowi nawet kiedy ma się śmiać. Pozwólmy czytelnikowi myśleć, przeżywać, odczuwać po swojemu, nie po naszemu. Przecież tak się dzieje w drugą stronę. Są komiksy, które w ogóle nie mają tekstu, ale przecież nie możemy powiedzieć, że tam nie ma scenariusza. Jest scenariusz, ale narratorem jest obraz, rysunek, a czytelnik sam łączy całość. To oczywiście bardzo ogólne spostrzeżenia, komiksy są kierowane do różnych środowisk, wieku. Ja akurat uważam, że te powyższe kryteria pozwalają na zachowanie swobody artystycznej, z którą koresponduje swoboda odbiorcza czytelnika. Bez tego dialogu, rysowanie komiksu, będzie mówieniem do ściany, przeżywaniem artystycznej samotności.

xPiotr_Kaczmarek

ksiądz Piotr Kaczmarek


Dlaczego ksiądz zaczął rysować komiksy?

Komiksy rysuję od prawie 22 lat. Pierwszy narysowałem w wieku lat 9. Myślę, że ta przygoda zaczęła się tak, jak to było w przypadku wielu innych autorów. Po prostu spotkałem się kiedyś z komiksem, wciągnęła mnie możliwość kształtowania całej treści, która się zawiera w tego rodzaju sztuce i zacząłem sam próbować. Pierwszy etap to naśladownictwo, kopiowanie, kalkowanie, przerysowywanie. Potem jest stylizowanie, czyli po swojemu poruszam wątki występujące w innych komisach. A na końcu już sam określam ramy swojej twórczości, biorąc pod uwagę ograniczenia warsztatu, wyobraźni i zasad, którymi się kierujemy. Na to wszystko potrzeba czasem wiele lat pracy. Tak to paradoksalnie bywa, że w wieku dziecięcym człowiek nie jest w stanie narysować komiksu, który byłby na poziomie nadającym się do publikacji. Ale w myśl zasady „dzieci same sobie zabawek nie czynią”, trzeba było poczekać, aż wszystko dojrzeje. Zresztą, dojrzewa nadal.

Nie uważam, że jestem jakimś artystą, po prostu próbuję coś opowiedzieć przez komiks i tyle. Mam świadomość swoich artystycznych niedoskonałości. Natomiast uważam, że zdążyły się już pojawić na rynku prace, obok których bez zażenowania mogę swobodnie postawić swoje.

Księdza komiksy to bardziej opowiadanie czy bardziej nauczanie?

Jedno wypełnia się w drugim. Zawsze opowiadając, nauczam. I nie tylko ja, ale każdy. Twórca musi mieć tego świadomość. Jeśli wydałem komiks, to ileś osób to przeczyta, w iluś osobach wzbudzi to pewne przemyślenia, śmiech, przeżycie. A nawet jeśli zrobię kompletną tandetę i jakimś cudem pojawi się to na rynku, to też odpowiadam za to, że ktoś może pierwszy raz sięgnął po komiks, i po przeczytaniu tego już więcej po żaden komiks nie sięgnie.

Wspominałem już o odpowiedzialności za słowo i obraz czy, mówiąc ogólnie, treść, komunikat, który przekazujemy. Jako ksiądz oczywiście chciałbym, aby ta forma sztuki propagowała treści, które dla mnie są ważne. Przyznam, że długo czekałem na temat religijny, nie chciałem stworzyć jakieś banalnej historyjki, przesłodzonej, nieprawdziwej. Jak wierzę udało mi się natrafić na taki temat. Mój drugi komiks, który dzięki życzliwości Sióstr Loretanek został wydany pod koniec zeszłego roku („Posłannictwo Rozalii Celakówny”), był próbą opracowania notatek Służebnicy Bożej i taką niezwykłą przygodą, bo trzeba było narysować między innymi różne wizje mistyczne, co przecież stanowi rzeczywistość niewyrażalną w słowach i obrazach, które znamy. Staram się jednak, by mój komiks nie był nigdy ostatnim słowem, ale raczej desygnatem rzeczywistości, do której poznawania zapraszam. Komiks to opowieść, która zaprasza dalej.

Czyta ksiądz komiksy?

Tak, jest kilku autorów, których twórczość staram się śledzić. Nie jest to zbyt trudne, bo przecież proces tworzenia komiksu jest dosyć długi, więc można nadążyć. Nie czytam natomiast wszystkiego. I dlatego, że nie mam tyle czasu, i dlatego, że nie warto. Zresztą, tak samo nie czytam wszystkich książek i nie oglądam wszystkich filmów.

Może podam autorów, bo nie chodzi już o konkretne tytuły, ale pewien styl związany z twórcą. Z polskich: Rosiński, Wróblewski, Christa i Kaczmarek (śmiech), z zagranicznych: Uderzo, Morris. Jak widać „stara gwardia”...

plansza_kaczmarek2

plansza z komiksu "Posłannictwo Rozalii Celakówny" autorstwa Piotra Kaczmarka


Da się ewangelizować komiksem?

Oczywiście, jestem o tym przekonany. Jest tyle wspaniałych opowieści, które czekają na zobrazowanie. Tylko czy ktoś będzie poszukiwał pod tym adresem? Tego nie wiemy, próbować warto, tym bardziej, że dziś rynek komiksowy jest niestety zapchany quasisatanistycznymi pracami. I tu nie chodzi o to, że komiksy mają być tylko o świętych, ale brakuje mi takich budujących, pozytywnych opowieści. Wspominał o tym pan Janusz Christa: „Staram się, by moje komiksy, bawiąc czytelników, propagowały pozytywne cechy charakteru. Uczyły, że dobro zawsze zwycięża w walce ze złem i trzeba być człowiekiem szlachetnym” (Przedmowa do "Na wczasach").

Uważam, że w niektórych dzisiejszych komiksach jest za dużo wulgaryzmów, erotyzmu i brutalności, w komiksach które jednocześnie uzurpują sobie miano oblicza współczesnego młodego pokolenia. Ewangelia – znaczy Dobra Nowina, a zatem taką nowinę pragnę przekazywać, że ostatecznie dobro zwycięży, bo jestem przekonany, że tak właśnie ostatecznie będzie.

Mówiąc o komiksach quasisatanistycznych, mam na myśli takie, w których pewne „mroczne” wątki się przebijają, a zatem traktuję to jako pojęcie ogólne. Takimi komiksami są między innymi „Lucyfer”, „Sandman” i „Hellboy”. Na przykład przestałem kupować serię „Skarga Utraconych Ziem”, bo poszła właśnie w tę stronę (od 5 tomu). Wspaniale narysowana i trzymająca w napięciu seria Mytic-Kasprzak „Halloween Blues” – opleciona jest wokół wątku wejścia duszy zmarłej do ciała żywej osoby w dzień Halloween. Bardzo często artystycznie te komiksy są wysokiej klasy, dla mnie jako rysownika nieosiągalnej, natomiast w poruszanym tutaj przez nas temacie, wskazuję na problem treści tych prac.

Dlaczego Kościół tak rzadko sięga po komiks?

Rzeczywiście za rzadko. Jeśli już pojawiają się komiksy, to tylko dla małych dzieci. Trzeba przyznać również, że przeciętny czytelnik komiksów, nie będzie szukał tego typu albumów na półkach księgarni katolickich. Na szczęście mamy internet i tą drogą wiadomość jakoś krąży wśród tych, którzy fascynują się tą formą sztuki. Zapewne przydałby się jakiś konkurs na komiks religijny. Może kiedyś uda się coś takiego zorganizować.

Problem jest także w tym, że niełatwo jest wydać komiks. Kiedy szukałem wydawcy, to tylko niektórzy w ogóle odpowiedzieli (milczenie jest najgorsze). Na szczęście udało mi się znaleźć Siostry Loretanki, które wydały już dwa moje komiksy.

plansza_kaczmarek1

plansza z komiksu "Casting, czyli cztery zadania Empedoklesa" autorstwa Piotra Kaczmarka


Pracuje ksiądz już nad kolejnym komiksem?

Tak. Ja pracuję jednak tak bardzo nieregularnie. Niekiedy mam nawet kilka miesięcy przerwy. Wiadomo, jako ksiądz mam inne obowiązki, a komiksem zajmuję się w tak zwanej wolnej chwili. Ale nieraz jak wpadnę w trans, to pracuję bardzo intensywnie. Tak naprawdę przecież mi się nie spieszy, na razie w pewnym sensie robię to dla siebie, bo przecież któż tam by się interesował moimi komiksami... (śmiech)

Szczęść Boże!


Rozmawiał Łukasz Chmielewski

Zdjęcie pochodzi z archiwum księdza Piotra Kaczmarka.

Opublikowano:

Tagi

Ciekawostki Wywiad


Tagi

Ciekawostki Wywiad

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-