Obaner

Recenzja

Hellblazer #2: Strach i wstręt

Karol Wiśniewski recenzuje Hellblazer #02: Strach i wstręt
Po genialnych „Niebezpiecznych związkach” otrzymujemy kolejny tom „Hellblazera” pt. "Strach i Wstręt”. Co ciekawe, komiks stworzył znany już w Polsce duet: Garth Ennis i Steven Dillon! Nie trzeba więc już dalszych rekomendacji, chwyćmy za komiks i zagłębmy się w jego lekturze.

Początek albumu to ciekawe spojrzenie na magię oraz zabawna historyjka o 40-urodzinach Johna Constantine – czyli jest nieźle. Idziemy dalej i widzimy anioły, demony, kwestie przyjaźni, miłość z wyjątkową kobietą, sporo dosadnie pokazanej przemocy, a w tle przewijają się anegdotki z przekleństwami w tle. Dziwnie znajome... A w ogóle to gdzieś już widziałem gdzieś tę twarz. Tę i tę również. Wiecie co? Już czytałem coś takiego samego, ale pod innym tytułem. To się nazywało „Kaznodzieja” bodajże.

Mamy problem i tkwi on w chronologii. Zeszyty składające się na „Strach i wstręt” powstały w 1993 roku, natomiast pierwszy odcinek „Kaznodziei” w 1995. Z kolei w Polsce pierwszy wydany została właśnie seria „Kaznodzieja” i to w całości. Stąd jestem rozdarty w ocenie kolejnego tomu „Hellblazera”. Z początku jego fabuła wciąga: pierwsze dwie opowieści z całego tomu są naprawdę historiami o byciu Johnem Constantine, anty-herosem, który nie dość, że ma spaprane życie, to do tego jego licznik zbliża się do 40-tki. Oryginalnie, a momentami nawet zabawne.

I wtedy zaczyna się druga część albumu, gdzie choćbym się bardzo starał to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czytam jakąś wstępną wersję scenariusza „Kaznodziei”. Co gorsza, mam świadomość, że Egmont opuścił poprzedni tom „Hellblazera” („Bloodlines”), zawierający wątek anioła i demona (płci żeńskiej) z piekieł, którzy razem mają dziecko. Brzmi znajomo?

Z przykrością stwierdzam, że nie tylko Ennis się powtarza, ale również Steve Dillon... Ktoś kiedyś stwierdził, że rysuje on mężczyzn i kobiety tak samo, a ich płeć trzeba rozpoznawać po fryzurze i ubraniu. Przesadził, ale niewiele. Dillon to rysownik, który świetnie się sprawdza tam, gdzie od fajerwerków graficznych ważniejsza jest sama opowieść. Postacie ludzkie faktycznie jednak rysuje na jedno kopyto. Co więcej, w „Strachu i Wstręcie” co chwila odnajdywałem znajome twarze z „Kaznodziei”. Można by powiedzieć, że „widocznie ma taki styl”, ale ja to nazywam po imieniu – brakiem rozwoju artystycznego.

Tak krytykuję i krytykuję, a to w sumie jest przyzwoity album, ze świetnym początkiem i końcówką. Nie jego wina, że poznajemy go w momencie, gdy przeczytaliśmy już jego „remake” pod szyldem „Kaznodziei”. Gdyby się ukazał przed nim to wywarłby o wiele lepsze wrażenie – widocznie Egmont nie bez powodu zwlekał z wydawaniem w Polsce „Hellblazera”. A tak coraz bardziej się utwierdzam, że Ennis w kółko pisze podobne scenariusze. Widocznie taki ma styl? Nazwijmy to po imieniu...

Ocena:

8/10 – jeśli nie czytałeś wcześniej „Kaznodziei”
6/10 – jeśli przeczytałeś wcześniej „Kaznodzieję”

Opublikowano:



Hellblazer #02: Strach i wstręt

Hellblazer #02: Strach i wstręt

Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: Steve Dillon
Okładka: Glenn Fabry
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2008
Seria: Hellblazer
Wydawca oryginału: DC Vertigo
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Druk: kolor, offset
Oprawa: miękka
Format: 170x260 mm
Stron: 160
Cena: 49 PLN
Wydawnictwo: Egmont
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Hellblazer  #2: Strach i wstręt Hellblazer  #2: Strach i wstręt

Tagi

Hellblazer

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-