baner

Recenzja

Borgia #3: Płomienie stosu

Przemysław Mazur recenzuje Borgia #3: Płomienie Stosu
Rok 1494. Rodrigo Borgia, czy może raczej papież Aleksander VI, nie jest już młodzieniaszkiem, a mimo to nie traci tak charakterystycznej dlań werwy i zawziętości. Biada temu kto wejdzie mu w drogę, bo ten ani na chwilę nie traci z oczu swej specyficznej wizji Kościoła całkowicie podporządkowanego interesom jego rodu. Żadnych zahamowań obyczajowych, nie wspominając już nawet o tak istotnej dla jego zamierzeń sferze politycznej.

Rychło przekonują się o tym kolejni oponenci, bez większej różnicy czy jest to przełożona jednego ze zgromadzeń zakonnych, czy też król potężnej Francji. Konsekwentnie z poprzednimi tomami także i tu Aleksandra VI oraz jego nadpobudliwe potomstwo ukazano jako bandę zwyrodnialców nie stroniących od zbyt dalece „zażyłych” relacji we własnym gronie. Ich patologia zdaje się sięgać dna, a mimo to autorska spółka udowadnia nam, że może być jeszcze gorzej. Nie brak im też problemów – intrygi papieskiego otoczenia, zagrożenie ze strony obcych władców czy nawroty dżumy. W swej bezwzględności Borgowie dalece przerastają wrogów, toteż z kolejnych konfrontacji wychodzą obronną ręką.

Obok głównych bohaterów serii nie mogło zabraknąć także postaci drugoplanowych. „Cyngiel” papieża, Micheletto, radzi sobie równie skutecznie co u zarania pontyfikatu swego pana. Pamiętny zniewagi kardynał Della Rovere nie przestaje snuć intryg w nadziei nie tylko zemsty, ale też przejęcia tiary biskupa Rzymu. I rzecz jasna król Francji, Karol VIII, który swą wyprawą do Neapolu (ukazaną zresztą na kartach niniejszego komiksu) zainicjował siedem dekad zażartej konfrontacji pomiędzy Walezjuszami a hiszpańskimi Habsburgami. Chociaż rzeczony wkracza na scenę niemal w finale albumu, to jednak daje się poznać jako pełnokrwista i nadspodziewanie dynamiczna osobowość. Oby dane mu było zaistnieć również w kolejnej odsłonie cyklu. Aż żal że, jak do tej pory, autorska spółka nie zdecydowała się włączyć w tok fabuły innego z grona ówczesnych władców, Ferdynanda Aragońskiego, również żywo zainteresowanego sprawami Italii. Kto wie, być może doczekamy się tego w kolejnym, czwartym albumie, którego zresztą pierwotnie nie było w planach. Widać jednak realizatorom cyklu realia wczesnego renesansu przypadły do gustu i nieprędko zamierzają je porzucić. I bardzo dobrze, bo z tomu na tom radzą sobie z coraz większą wprawą. Gdyby tylko scenarzysta zechciał nieco stonować swe antychrześcijańskie, pretensjonalne zapędy... Dodatkowym „smaczkiem” są zaistniałe w nieco dalszym tle znaczące osobowości epoki: wiecznie zacietrzewiony Girolamo Savonarola, geniusz malarstwa okresu quattrocento Sandro Botticelli czy osławiony „Księciem” Niccolo Machiavelli. Niby drobnostka, niemniej znacząco wpływa na stosowne pogłębienie klimatu opowieści.

borgia3sample
Jedna z łagodniejszych scen w albumie


Mistrz Manara od lat nie traci formy, a jego realistycznie nakreślone, finezyjne ilustracje najzwyczajniej cieszą oko. I to kadrowanie! Kompozycyjna perfekcja! Sceny takie jak pochód zaciężników Karola VIII przez Alpy czy oblężenie Neapolu przy odrobinie detalicznego dopracowania swobodnie broniłyby się jako samodzielne kompozycje malarskie. Wspomniany plastyk imponuje również biegłością w odtwarzaniu renesansowej architektury – obiektów zarówno znanych, typu Pallazo Vecchio we Florencji, jak też fikcyjnych, stanowiących wyłącznie fragmentaryczne tło. Odzież, przedmioty codziennego użytku, rynsztunek francuskich żołdaków – wszystko to odtworzono z godną pochwały pieczołowitością. Szkoda że Alexandro Jodorowsky nie zechciał z podobnym pietyzmem podejść do swego zadania, przeprowadzając rzeczową kwerendę źródłową... To świadczyłoby o większym szacunku rzeczonego wobec czytelników. Widać jednak, że mimo upływu lat nie wyrósł on ponad poziom „El Topo”, wciąż pławiąc się w sosiku własnych wyobrażeń. „Licencia poetica”? Argument zrozumiały; szkoda tylko, że twórca fabuły nie zechciał o tym wspomnieć, przez co niejeden odbiorca być może zinterpretuje „Borgię” jako dosłowny zapis zaistniałych wydarzeń.

Faktem jest, że Rodrigo Borgia z pewnością nie zasłużył na kanonizację. Mało tego: był człowiekiem swoich czasów i de facto monarchą uwikłanym w ówczesną wyjątkowo skomplikowaną sieć sojuszy czy mniej formalnych układów. A to generowało model zachowań, które obecnie moglibyśmy uznać za nie licujący z współczesnym wyobrażeniem o biskupie Rzymu. Niestety tym sposobem popełniamy błąd prezentyzmu, czyli oceniania postaw osób minionych epok wedle kryteriów naszych czasów. Tymczasem takowe kryteria ewoluują ... Można zrozumieć pęd Jodorowsky’ego do szokowania czy wręcz prowokowania odbiorcy. Taki był przez cały okres swej twórczości i jak widać pozostał wierny tej zasadzie także w dojrzałym wieku. Niestety, operowanie pomówieniami bez krytycznego rozeznania historycznych źródeł nie świadczy korzystnie o jego warsztacie. Rzecz jasna można bronić scenarzysty, bo przecież nie mamy do czynienia z komiksem o ambicjach wiernego odtworzenia minionej rzeczywistości. Domniemana inspiracja „Rodziną Borgiów” Mario Puzo nie usprawiedliwia bazowania jedynie na często zmyślonych zarzutach politycznych adwersarzy papieża. A niestety właśnie tą metodyką kierował się scenarzysta niniejszego cyklu. To oznacza, że mamy tu do czynienia z celową deformacją zaistniałych u schyłku XV wieku wypadków. I dlatego też warto o tym pamiętać podczas lektury „Płomieni stosu”.

Kolejny tom wypada uznać za bardzo udane rozwinięcie zaistniałych wcześniej wątków. O ile w poprzednich odsłonach skoncentrowano się na wewnętrznych problemach Borgiów i co najwyżej okolic Państwa Kościelnego, o tyle w obecnym Wielka Historia wdziera się w tok akcji. Oto bowiem swój początek mają wspominane wyżej Wojny Włoskie, które na kilkadziesiąt lat uczyniły z Italii arenę niszczących walk. Temat pojemny sam w sobie, stąd raczej wątpliwe, by na czwartym tomie cykl dobiegł finału. I bardzo dobrze, bo sam proces „wykrajania” władztwa w Romanii dla papieskiego syna, Cezara, zasługiwałby na osobny album. Przekonamy się czy realizatorzy tej serii skuszą się na takie rozwiązanie.

Komiks z całą pewnością przeznaczony dla dorosłego czytelnika, obfituje bowiem w momentami aż nazbyt dalece odważne, a często też drastyczne sceny.

Opublikowano:



Borgia #3: Płomienie Stosu

Borgia #3: Płomienie Stosu

Scenariusz: Alejandro Jodorowsky
Rysunki: Milo Manara
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2008
Seria: Borgia
Tytuł oryginału: Borgia: Les flammes du bûcher
Rok wydania oryginału: 2008
Wydawca oryginału: GLENAT
Tłumaczenie: Natalia Kreczmar
Druk: kolor, kreda
Oprawa: twarda
Format: 220 x 300 mm
Stron: 52
Cena: 36 zł
Wydawnictwo: Taurus Media
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Borgia #3: Płomienie stosu Borgia #3: Płomienie stosu

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Hetairoi -

Nie zgadzam się z opinią, że w różnych czasach panowały różne kryteria, moralność nie może być względna, bo zabrakłoby wyznaczników dobra i zła. Teraz i tak jest z tym bardzo źle, ale postępowanie Borgii jest według mnie jednoznaczne, niezależnie od czasów w jakich żył. Przyznam szczerze, że ciężko czytać takie komiksy, ale warto. Do tego na rynku pojawił się pakiet filmó Jodorovskiego, który szczerze polecam sympatykom jego twórczości.

marcholt -

Hetairoi - ależ oczywiście, że kryteria moralności są zmienne. Przykład pierwszy z brezegu: wychowanie. Kiedyś karcenie dziecka pasem było standardem wychowawczym. Obecnie danie klapsa jest oceniane jako postepowanie niemoralnie. Za parę lat (jeszcze za naszego życia) będzie oceniane jako barbarzyństwo.
Inne przykłady: kara śmierci, prostytucja, seks z nieletnimi, albo taktyka spalonej ziemi (tak negatywnie ocenianiana armia USA jeszcze 200 lat temu po prostu przewaliłaby się przez cały bliski wschód paląc wszystko na swej drodze, zostawiajac ludzi bez środków do życia i skutecznie wybijając z głowy różne "terroryzmy" - obecnie niemoralne jest torturowanie muzułmańskich jeńców poprzez puszczanie im utworów Mettaliki).
Różne standardy moralności obejmują także różne rejony geograficzne w jednym czasie. (w moim mieście w tym roku za niemoralne uznano to że dwie panie opalały się toples. Polska. Unia Europejska. XXI wiek.)
Tak więc moralność jest względna. Niektórym może być faktycznie trudni się z tym pogodzić, szczególnie ludziom wiary (no bo skoro pojcie dobra i zła się zmienia, to "dobry bóg kiedyś" jest inny od "dobrego boga dziś".
Co do recenzji - z jednej strony zgadzam się, że NIEKTÓRYM czytelnikom przydałaby się informacja, iż scenarzysta może naginać czy też manipulowć faktami historycznymi, ale... z drugiej strony, do książek Sienkiewiecza nikt takich informacji ostrzegawczych nie dołącza - więc czepianie się Jodorowskiego można sobie odpuścić. Jeżeli coś nie jest podręcznikiem, albo literaturą faktu/dokumentem etc. to nie ma się co ciskać. howgh.

charlie_cherry -

Coś w tym jest, acz moja opinia leży pomiędzy opinią Hetairoi oraz Marcholta. Kryteria moralności są faktycznie mocno zmienne i różnią się w zależności od szerokości i długości geograficznej - ciekawy przykład z wojną w Iraku I muzyką Metalliki.

Żyjemy jednak w Europie, na której moralność duży wpływ miała i ma kultura chrześcijańska (tak Yaq, wiem że wcześniej też coś było...), już w czasach Borgii mająca ponad 1000-letnią tradycję. Owszem, różnice w jej pojmowaniu "dziś, a wczoraj" są dość spore, ale mordowanie ludzi tuzinami, seks z własną córką i większość niecnych postępków Borgii, zawsze były przyjmowane za niemoralne.

Co do przypisów. Faktycznie wymaganie ich może to zakrawać na czepialstwo, jednak Sienkiewicz nie szukał "taniej" sensacji, nie przypisywał swoim bohaterom stosunków kazirodczych, ani masowych morderstw. Ponadto polski czytelnik zna historię Polski na tyle (a przynajmniej mam taką nadzieję), że akcję książek Sienkiewicza będzie potrafił poprawnie umiejscowić w kontekście historycznym.

Historię rodu Borgiów znają zaś raczej tylko pasjonaci, stąd przydałby się jakiś artykuł historyczny, który pomógł by naszkicować historyczne tło pod album i oddzielić fakty od rzeczy wymyślonych przez scenarzystę lub pozostających w sferze domysłów. Zaznaczę, że nie to jednak wymóg, gdyż to zależy bardziej od natury samego czytelnika: czy zadowala go wyłącznie rozrywka, czy chciałby też wynieść z lektury jakąś wiedzę?

Yaqza -

W kwestii moralności całkowicie zgadzam się z marcholtem - wszystko jest kwestią kultury/ideologii/systemu, w jakim się wychowamy, i tego, czego nauczeni są obywatele. I nie musimy sięgać daleko w przeszłość, by znaleźć ku temu dowody - wystarczy rzucić okiem na radykalny Islam. Jesli jesteś gotów oblać twarz dziewczynki kwasem tylko dlatego, że ma ona odwagę sięgnąć po edukację, to nie do końca oznacza, że jesteś zwyrodniałym s...m. Równie dobrze może to oznaczać, że moralność jest względna. Charlie - nie sądzę, by znajomość historii wśród Polaków była oszałamiająca. Znajomość mitów, tak, znajomość prawdziwej historii - nie, bo to znacznie nudniejsze i bardziej złożone. Łatwiej wierzyć w proste pseudoprawdy. Ludzie lubią rozróżnienie dobro-zło, światło-ciemność, bo w ten sposób wmawiają sobie, że wszystko jest łatwo zaszufladkować. Co do tych naszych chrześcijańskich korzeni, to nigdy nie przeszkadzały one tym, którzy mieli taką możliwość i ochotę, wyrzynać, gwałcić, rąbać i plądrować. Czasami na zastraszającą skalę. Brawa dla mnichów za kopiowanie ksiąg i myśl filozoficzną. I tyle. Sama religia tak jak każda ideologia wykorzystywana była w pożyteczny, jak i niszczycielski sposób.

Hetairoi -

Marcholt, po pierwsze moralność nie jest względna, względne może być jedynie podejście ludzi do niej. To duża różnica. Albo uznajemy , że istnieje coś takiego jak normy etyczne albo nie. Nie ma na to wpływu żadna kultura czy taradycja.Niezależnie od nich człowiek czuje, że gwałt jest czymś złym, bo bezwzględnie ingeruje w intymność drugiej osoby. I to czy istnieje 100 czy tysiąc cywilizacji, religii i filozofii, które uznają, że taki czyn jest ok. Jeżel ktoś nie kradnie tylko dlatego, że wynika to z tego, że urodził się w Polsce, katolickim, europejskim kraju to nie jest z nim dobrze.

Yaqza -

Zajrzałem tutaj pierwszy, pozwolę wiec sobie odpowiedzieć przed marcholtem.
Zakładasz istnienie uniwersalnych wartości moralnych. Rozumiem że tyczy się to także praw człowieka, równości itd? Mam zatem pytanie - gdzie się te wartości podziewały do tej pory? Ba, gdzie się podziewają teraz? Jak to się dzieje, że w XXI wieku w krajach arabskich kobieta ma status niższy od mężczyzny? Jak to się działo, że przez ok 1700 lat w chrześcijańskiej Europie kobiety podlegały mężczyznom, co popierali w 100% ojcowie Kościoła i jego hierarchowie? Oczywiście odpowiadało to wszystkim oprócz samych zainteresowanych - same musiały sobie wywalczyć równe traktowanie.
Kradzież, wandalizm, morderstwo, gwałt także są pojęciami względnymi - zależy bowiem na kim się tego gwałtu dokona. Przypomina mi się przypadek gwałtu na młodej muzułmance, która żyła z mężczyzna "hańbiąc" swoją rodzinę. Pewnego dnia do jej domu wpadła wspomniana rodzinka i mężczyźni na zmianę ją gwałcili. By uratować "honor".

Uniwersalne wartości moralne to piękny termin, i jestem przekonany że wierzysz w ich istnienie. Ale kiedy patrzymy na historię widać jak na dłoni, że coś takiego nie istnieje. Istnieją konkretne okoliczności, które wpływają na moralność, kreują, kształtują ją. Bolesne, ale prawdziwe.

Hetairoi -

Cześć Yaqza, widzę, że temat okołokomiksowy porusza, a co to oznacza. Widzę, że wasze posty są dowodem, na waszą wrażliwość, a o to mi chodziło. Kościól na pewno nie jest moralny i wiele razy działał w sposób hańbiący, ta historia z muzułmańską dziewczynką ,kiedy przeczytałem ją parę lat temu. Nie ukrywam, że rozpłakałem się. Macie rację to co widzimy faktycznie sprawia, że wartości rozmywają się. Nie ma z nimi nic wspólnego żadna religia, a przypadków, prawdziwego dobra i szlachetności jest w tym morzu zła, jak na lekarstwo. Jednak niezależnie od koloru skóry, miejsca na świecie, kultury zdarzały się, często wbrew trzem powyższym. Ja po prostu wierzę, że istnieje zło, ale również dobro. Dobrze to ująłeś w uniwersalne wartości moralne. Uważam również, że istniałyby nawet gdyby ludzi nie było we wszechświecie. To forum jest za krótkie żeby rozwinąć ten temat. Jednak również tego szukam w komiksach, a historie takie jak Borgia, są ważne, bo bezpośrednio dotykają ludzkiej hipokryzji i zakłamania. Pozdrawiam serdecznie.

pirus -

Hetairoi pisze:Cześć Yaqza, widzę, że temat okołokomiksowy porusza, a co to oznacza. Widzę, że wasze posty są dowodem, na waszą wrażliwość, a o to mi chodziło. Kościól na pewno nie jest moralny i wiele razy działał w sposób hańbiący,


święte słowa. Tam gdzie w grę wchodzi pieniądz i władza kończy się moralność. W każdej sferze życia. Taki już jest ten podły świat.