baner

Komiks

Fire Force #26

Fire Force #26

Scenariusz: Atsushi Ohkubo
Rysunki: Atsushi Ohkubo
Wydanie: I
Data wydania: Luty 2024
Seria: Fire Force
Tłumaczenie: Wojciech Gęszczak
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka, obwoluta
Cena: 24,99 zł
Wydawnictwo: Waneko
ISBN: 9788382423266
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...
Do Asakusy przybywa płomienny demon. Rozpoczyna się walka pomiędzy najsilniejszymi: mistrzem i uczniem! Płomiennym demonem okazuje się sobowtór poprzedniego szefa Asakusu, którym był Shinmon Hibachi, mistrz Benimaru.
Odrodzony na tym świecie Hibachi ostro krytykuje Benimaru, którego wciąż uważa za skretyniałego gówniarza. Jakie wydarzenie sprzed lat – powiązane z dumą strażaka z Asakusu – poróżniło tych dwóch?
Hibachi vs. Benimaru, poprzedni szef kontra uczeń. Rozpoczyna się „spłata długu wdzięczności” pomiędzy najsilniejszymi, w której gra toczy się o prawdziwy „słoneczny krąg”!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

MISTRZ KONTRA UCZEŃ



Jest ogień. Co tu dużo mówić. No konkret, no takie shounenowe, bitewaniakowe dobro w stylu epickich filmów i widowiskowych animców. Tu nawet w czerni i bieli widzi się blask płomieni i czuje się ten pęd walki. Tę dynamikę. No dobrze jest i niby wiem, że to wszystko już gdzieś było, że takie historie czytałem nie raz i nie dwa, i że to schematy same, ale jakoś tak miło odtworzone, zrobione i posklejane ze sobą, że naprawdę fajnie mi się to czyta i czekam niecierpliwie, aż całość się domknie, dopełni i doczytam już w końcu ostatni tom.



Mistrz kontra uczeń. Tak w skrócie można przedstawić to, co dzieje się w tym tomie! No i… wiadomo, dzieje się!



No i jsak widać, dzieje się tu. Dzieje konkretnie, szybko, widowiskowo, ale też i treściwie. Bo bohaterowie trochę gadają, nie że jakoś szczególnie dużo, ale na stronach nie ma samej akcji ani kolejnych popisów wyobraźni. Choć wiadomo, króluje to co szybkie, co ogniste i co najbardziej kręci czytelników. Pojawia się tu też trochę nowego, ale to już zobaczycie sami. Ważne, że fajnie jest i że dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy.



Bo wykonanie tu to klucz. Seria niby złożona jest ze schematów, ale to, jak została skrojona sprawia, że jednak nadal mnie pociąga, choć już to znam i choć tyle tomów za nami. Wiadomo dlaczego, bo potrafi mnie i rozbawić, i zainteresować i… Nie wiem, czy zaskoczeniem bym to nazwał, ale pewne zwroty akcji też się twórcy udały, a wszystkie podobieństwa do innych tytułów, jakimi mnie raczy, zamiast razić wtórnością, wywołują sentymenty i przyjemne skojarzenia. A tu jeszcze całkiem umiejętnie jest to wszystko serwowane, w odpowiednich dawkach i z wyczuciem, kiedy można sobie na to kopiowanie z klasyki pozwolić, a kiedy lepiej dać wybrzmieć czemuś własnemu.



I lubię jak to wszystko wygląda wizualnie. Ja wiem, że rzecz na tym polu nie jest szczególnie oryginalna, pisałem już o tym nie raz, ale i tak jest miła dla oka. Pewnych jej minusów nie da się nie zauważyć, bo czasem dziwna jest tu perspektywa czy proporcja, to znów osobliwy wydaje się design postaci, ale nie na tyle, by stanowiło to jakiś problem. Ot trzeba po prostu zauważyć, tak dla formalności. Tak czy inaczej, mangę ogląda się przyjemnie, nie zawodzi wykonaniem, bywa całkiem nastrojowa i jako całość jest po prostu przyjemną rozrywką. Czy trzeba czegoś więcej? Dla mnie nie, ze współczesnych typowych shounenowych bitewniaków, ten zalicza się do tych najmilej wchodzących i tyle.