reklama

Komiks

Historia science fiction

Historia science fiction

Scenariusz: Xavier Dollo
Rysunki: Djibril Morissette-Phan
Publicystyka: Tomasz Kołodziejczak
Wydanie: I
Data wydania: Luty 2024
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kolorowy
Oprawa: twarda
Format: 19,3x26,0 cm
Stron: 240
Cena: 129,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328161924
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Dziś science fiction jest obecne wszędzie, nie tylko w literaturze, ale także w filmach, grach wideo, a nawet w życiu codziennym. Kto wymyślił słowo „science fiction”? A słowo „robot”? Kim są wielcy autorzy tego gatunku? Które dzieła trzeba przeczytać?

Ta kompleksowa historia science fiction opowiedziana w formie komiksu w fascynujących szczegółach kreśli jej dzieje od początków gatunku aż do czasów współczesnych.

Dzięki temu graficznemu przewodnikowi – zrealizowanemu przez scenarzystę i historyka Xaviera Dollo i rysownika Djibrilego Morissette-Phana (All-New Wolverine, X-Men: Gold, Star-Lord) – każdy czytelnik będzie mógł z łatwością odnaleźć się w świecie wizjonerskich twórców, którzy, od Asimova, przez Lema, do Zelaznego, odcisnęli swoje piętno piętno w rozwoju science fiction. Ponadto obszerny tekst Tomasza Kołodziejczaka poświęcony rozwojowi SF w Polsce.

Galerie

Historia science fiction Historia science fiction Historia science fiction

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

O DWÓCH TAKICH CO POZNAWALI SF



Komiks to medium, które może wiele. Nie wszystko, ale w sumie potrafi to, co książki, co gry, co filmy. Inaczej, ale jednak to samo. Więc robi te same rzeczy, ale niektóre jakby mniej. Ot takie choćby kompendia wiedzy czy biografie, są, sporo ich, ale na tle całej reszty to w zasadzie niewielki ułamek ogółu, więc jak się ukazują to zazwyczaj są to rzeczy już w konkret idące, podejmujące istotniejsze tematy. Tym razem padło na próbę opowiedzenia historii SF jako gatunku, ale w formie opowieści graficznej. I to z całkiem udanym skutkiem, może nie do końca spełnionym, dość pobieżnym i w ogóle, no ale temat kolos, a stron tylko 240, więc skróty być musiały. Ale jako przedsięwzięcie przedstawiające w prostej formie gatunek i to, co w nim najważniejsze, wypada to wszystko całkiem dobrze.



Jak najlepiej opowiadać o historii SF? A no w formie opowieści SF właśnie. I tak jest tutaj – przyszłość, dwa roboty chcące poznać to, skąd wziął się cały gatunek i zarazem oni sami i… To już sami wszystko przeczytacie, ale sednem jest, że nasi bohaterowie ruszają w podróż po całej historii fantastyki naukowej, od jej korzeni, aż po… no właśnie, czasy dla nas współczesne, czy dalej?



No i fajny to patent, oczywisty, ale chyba nikt nie spodziewał się czegoś innego. Bo w jakie to ubrać szaty, żeby się udało fabularnie spleść wszystko? Znaczy można by, ale to już kwestia osobna, tak czy inaczej patent znalazł się prosty i fajny (od razu kojarzący się z „AniMatrixem” i tym, jak opowiadano o wojnie z maszynami). No i prosty i fajny ogólnie jest ten komiks. Oczywiście bardziej, niż komiks, to taka skrócona encyklopedia gatunku, czasem rozpisana w tematach, które np. z perspektywy amerykańskiego rynku wydawniczego są bardzo ważne (i nie tylko jego), ale nie aż tak istotne by poświecić im tyle miejsca, czasem skrótowo i po macoszemu traktująca wątki, jak choćby naszego rodaka, Lema.



Fajnie za to, że chronologicznie z mocą ciekawostek i faktów rzecz opowiada o SF. Okej, większość ciekawostek (a przy okazji autorów i dzieł) znałem, ale to nie zmienia faktu, że są to informacje wartościowe i ciekawe, bo w końcu nie każdy w temacie aż tak siedzi. Stąd dowiecie się, skąd pochodzi słowo „robot” czy jak fantastyka naukowa wpłynęła na to, co robi Elon Musk, poznacie przedstawicieli gatunku i masę innych rzeczy, a wszystko to w formie lekkiej, prostej i przyjemnie, choć jednocześnie czasem przegadanej i potrafiącej rzucić suchymi faktami. Trochę bark w tym momentami wyważenia, ale i tak jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.



A graficznie? Też całkiem do rzeczy, co prawda wolałbym jakąś bardziej klasyczną – albo bardziej futurystyczną kreskę – ale znany choćby z „All-New Wolverine” Djibril Morissette-Phan daje radę i w prostotę, i w klimat, i w bardziej złożone rzeczy. Nie zwala to na kolana, ale i nie zawodzi, ma swój urok i dobrze wygląda. Tak po prostu.



Więc całość, jeśli temat kogoś ciekawi, warta jest poznania. Nie, że to coś wybitnego, ale fajnie, skrótowo i dość kompleksowo (przynajmniej kilka pierwszych dekad, bo im bliżej naszych czasów, tym się to wszystko bardziej wybiórcze staje) przedstawiające temat. I o to chodziło.