reklama baner reklama

Komiks

Miecz zabójcy demonów #14

Miecz zabójcy demonów #14

Scenariusz: Koyoharu Gotouge
Rysunki: Koyoharu Gotouge
Wydanie: I
Data wydania: Maj 2022
Seria: Miecz zabójcy demonów
Tłumaczenie: Wojciech Gęszczak
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka, obwoluta
Cena: 24,99 zł
Wydawnictwo: Waneko
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...

Galerie

Miecz zabójcy demonów #14

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

WALKA Z DEMONAMI TRWA NADAL



W czternastym tomiku „Miecza zabójcy demonów”, co tu dużo mówić, dzieje się jak zwykle dużo i w podobnym stylu. Zabawa jest jak zwykle udana, chociaż im bardziej dynamiczna się staje, tym trochę brakuje jej tego przyjemnie leniwego klimatu z początku. A jednak wciąż to kawał bardzo dobrej rozrywki dla każdego miłośnika shounenów.



Hantengu kontra Tanjirou! Demon łączy się ze swoimi dodatkowymi formami, wszystko, żeby chornić swoje ciało. Czy tę walkę da się wygrać? Tymczasem pamięć Tokitou wraca, a Filar Mgły staje do walki z Gyokko. Co wyniknie z tego wszystkiego?



„Kimetsu no Yaiba” to seria, jak wiele shounenów, ewoluująca od samego początku. Nie zatraciła przy tym swojego charakteru, ale patrząc na ten, a początkowe tomy, widać różnice. Wcześniej cykl był leniwy, niespieszny, a jednocześnie nie przedłużał akcji, serwując kolejne wątki bez rozwlekania ich. Teraz akcja przyspieszyła, mniej jest leniwych momentów, ale akcenty rozłożone są inaczej. No i erotyki, łagodnej, bo łagodnej, ale jednak, jest tu więcej, chociaż na początku nie było jej ani trochę. Taki już wymóg gatunkowy, wiadomo, shounen ma trafiać głównie do nastoletnich chłopców, a czego oni oczekują, wie każdy.



Poza tym jednak seria nadal jest taka, jaka była od początku. Bohaterowie się nie zmienili, dużo w tym wszystkim humoru i kobiecej wręcz delikatności, ale przecież jest też mrok, są krwawe sceny, dobra akcja i świetnie ukazane pojedynki. Kto lubi takie schematy i klimaty, ten na pewno nie będzie zawiedziony ani przez moment. Bo poza szybkim tempem, jest tu wiele ciekawych elementów czy nawet emocji. A sceny rozładowujące nagromadzone napięcie, mają także niezaprzeczalny urok, którego trudno nie docenić.



Niezawodne w tej serii są także znakomite ilustracje. Od początku przykuwały uwagę i wpadały w oko, łączyły w sobie różne shounenowe style i estetyki, czerpiąc co nieco zarówno z takich mang, jak „Ao no Exorcist”, jak i legend pokroju „Naruto”, ale stawiające na oryginalny styl, lekkość, delikatność, a zarazem całkiem sporo mroku. Wszystko jest proste, niby mniej skupione na detalach, ale takie właśnie w tym przypadku powinno być. Tym bardziej, że mamy tu dużo czerni i świetnie uchwyconych, klimatycznych momentów.



Dla mnie naprawdę dobra seria. Coś, co mnie kupiło od samego początku i kupuje nadal. A na dodatek wyczuwa się w tym wszystkim przyjemną, lekko oldschoolowy nutę, która „Mieczowi” dodaje nuty charakteru, jakiego coraz mniej jest we współczesnych mangach.