reklama baner reklama

Komiks

Batman Death Metal #04

Batman Death Metal #04

Scenariusz: Scott Snyder, Joshua Williamson, James Tynion IV
Rysunki: Greg Capullo, Yanick Paquette, Brian Hitch
Wydanie: I
Data wydania: 13 Kwiecień 2022
Seria: Batman Death Metal, Batman
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 17,0x26,0 cm
Stron: 296
Cena: 99,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328150720
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...
Plan Supermana, Batmana i Wonder Woman na pokonanie Perpetui nie powiódł się – nawet przy pomocy Lexa Luthora, Lobo i Ligi Sprawiedliwości z Nightwingiem na czele. Co gorsza, Najmroczniejszy Rycerz zdobył wystarczającą ilość energii antykryzysu, aby przekształcić wszystko, co istnieje, w Multiwersum, Które się Śmieje. Bohaterowie nie mają dużego wyboru: muszą przywrócić wszystkie wersje przeszłości, jakie istniały, albo zginąć.

Czy to koniec multwiersum, jakie znamy? Jaki kształt przybierze, kiedy rozegra się ostateczna bitwa? Odpowiedź znajdziecie w ostatnim, czwartym tomie serii „Batman Death Metal” kończącym niezwykłą sagę autorstwa Scotta Snydera i Grega Capullo, twórców serii „Batman” i „Batman Metal”.

Ta szalenie ambitna opowieść zawiera wszystkie dodatkowe epizody autorstwa znakomitych artystów jak James Tynion IV („Justice League Dark”), Joshua Williamson („Flash”, „Suicide Squad”), Geoff Johns („Zegar Zagłady”) czy Francis Manapul („Flash”). W albumie znajdują się materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach: „Dark Nights: Death Metal” #6-7, „Dark Nights: Death Metal – The Last Stories of The DC Universe” #1, „Dark Nights: Death Metal – The Secret Origin” #1, „Dark Nights: Death Metal – The Last 52: War of The Multiverses” #1.

Galerie

Batman Death Metal #04 Batman Death Metal #04 Batman Death Metal #04

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

MULTIWERSUM, KTÓRE SIĘ ŚMIEJE



„Death Metal” wreszcie dobiega końca. Wreszcie, bo chociaż jako ogół, jest to dobra, epicka opowieść, miewała momenty nużące czy zbędne. Teraz dostajemy wielki finał. Finał widowiskowy i pełen wielkich wydarzeń. I chociaż mimo tego całego rozmachu rzecz nie zaskakuje szczególnie, jako czysta, niewymagająca rozrywka dla fanów DC sprawdza się dobrze.



Superman, Batman i Wonder Woman mieli plan. Miało się udać. Perpetua miała zostać pokonana. Nie udało się. To jednak najmniejszy z problemów, bo oto Najmroczniejszy Rycerz na dodatek zdobył tyle energii antykryzysu, a tym samym wszystko zmienić w… Multiwersum, Które się Śmieje. Teraz jedynie przywrócenie wszystkich poprzednich przyszłości może coś pomóc, ale czy na pewno? Czy uda się to zrobić? I jakie będą skutki dla multiwersum?



Zarówno „Batman: Metal”, jak i „Batman: Death Metal” to eventy, które miały na celu wielką rewolucję, zaskoczenia i przedefiniowanie uniwersum czy może raczej multiwersum wydawnictwa DC Comics. Rzecz w tym, że kiedy patrzy się na całość już po przeczytaniu ostatnich stron, trudno nie odnieść wrażenia, że autorzy przedobrzyli. Chcieli tymi historiami stworzyć najbardziej epicki z dotychczasowych eventów. Coś, co rozmachem przebiłoby wszystko, co do tej pory napisano i narysowano. Z tym, że do tego komiksowego worka wrzucili trochę zbyt dużo. A na pewno znalazło się w nim trochę za dużo wątków i elementów naciąganych czy nieprzekonujących. W komiksie dużo uchodzi, fantastyka również pozwala na wiele, czasem jednak autorzy w „Metalu” odpływają zbyt daleko w fantastyczne rejony, zatracając element przekonywania do swojej wizji.



Abstrahując od tego, „Metal” sprawdza się dobrze, jako opowieść akcji. Historia, w której nieustannie coś się dzieje, bohaterów jest dużo, akcja sięga innych uniwersów, a rozmach niszczy całe światy. Tu zagrożenie jest większe, niż kosmiczne, walczą z nim na różnych frontach wszyscy bohaterowie DC, a autorzy dają nam popis ich mocy, pomysłowości i waleczności. Innym udanym elementem serii jest jej zabawa postaciami i ich losami poprzez ukazywanie wypaczonych wersji ich samych. Taka konwersja cech na horrorowi grunt. A dla mnie wielkim plusem jest też powrotem w tej serii Lobo, zapomnianego nieco na polskim rynku antybohatera, o którym pamiętać warto.



I nie można zapomnieć, że seria jest świetna graficznie. Najlepiej wypadają tu główne zeszyty z rysunkami Grega Capullo, ale i reszta artystów też radzi sobie nieźle. Ogół jest zatem przyjemny dla oka i miły w odbiorze. Nie jest to wielka seria. Nie jest przełomowa. Stara się jednak taką być i to też trzeba docenić. Niemniej najlepiej sprawdza się jako niezobowiązująca rozrywka, odpowiednik kinowego epic movie, który czyta się przede wszystkim dla wizualnych fajerwerków i ich fabularnych odpowiedników.