baner

Recenzja

Przewodnik po Astro City, Busiek [recenzja]

Tomasz Kleszcz recenzuje Przewodnik po Astro City
7/10
Przewodnik po Astro City, Busiek [recenzja]
7/10
Wielka ilość nagród. Wielkie nazwiska. Wielkie oczekiwania. Astro City zawitało do Polski.


Trzymam piękny album w twardej oprawie, przyjemnie obciążający dłoń i wpatruję się intensywnie w okładkę. Tylko Alex Ross potrafi tworzyć tak ikoniczne grafiki. Kurt Busiek dowiódł w Marvels, że jest mistrzem opowieści, że potrafi dotrzeć do czytelnika, dotknąć go w sposób, z jakim nie często ma się styczność w super bohaterskich zeszytach. Ta enigmatyczna nazwa, Astro City... Gdzieś w świadomości pojawiają się różne skojarzenia. Astro Boy. Retro. Zimna Wojna. Pulpowe SF. Nieuchwytny klimat dawno minionego kina amerykańskiego z latającymi spodkami, kosmitami i tanimi efektami.

Tak więc otwieram komiks, przerzucam spis treści, rozpoczynam przygodę... i szybko następuje pierwszy lodowaty cios. Rysunki (kolory zresztą również), ta wizytówka, która w jakiś sposób określa podejście do dzieła, są po prostu słabe. Oczywiście jest to w dużej mierze kwestia gustu - mam tego świadomość. Na pewno znajdą się odbiorcy, którym przypadną one do gustu. Również tego, że dla wielu miłośników komiksów rysunek bardzo często jest tylko koniecznym dodatkiem do fabuły - niech i tak będzie. Dlatego wspominam o tym z powodów raczej rzetelnego omówienia tematu. Nic jednak nie zmieni faktu, że Brent Anderson jest średniej klasy rzemieślnikiem, rysującym krzywe twarze, używającym brzydkiego rodzaju szrafowania i nie mogącym się wykazać - w mojej opinii - niczym zasługującym na zachwyty. Jego kadry są słabe, postacie często gubią podobieństwo i wyglądają inaczej, akcji brak dynamiki i nie ma nad czym się zachwycić. Raczkujące komputerowe kolory, pełne rozmyć, gradientów i z pstrokatą paletą nie pomagają. Pomiędzy okładkami Rossa i resztą warstwy wizualnej zionie bezdenna przepaść.

Przed czytelnikiem 18 rozdziałów zgrupowanych w dwie części. Część pierwsza klasycznie złożona jest z rozdziałów, jeden rozdział – jeden zeszyt. Systematycznie poznajemy w nich superbohaterów Astro City. Pierwszym i największym jest Samarytanin, będący konstrukcją w luźny, ale widoczny sposób nawiązującą do Supermena. Potem sukcesywnie dojdzie wielu innych bohaterów mniej lub bardziej wyrazistych.

Patrząc na takie ksywki (i stroje ) jak Jack-in-the-box, CrackerJack czy dziwny, kojarzący mi się z bestią z bajki Disneya Książę zwierzoludzi... Ponownie podkreślę, to jest moja opinia, ale nie ma się czym zbytnio zachwycać. Te alternatywne - dla Marvela czy DC - charaktery nie są lepiej zaprojektowane. Ba... Występując tak krótko i mając w większości pole do popisu w jednym, dwóch zeszytach siłą rzeczy nie niosą też za sobą tego całego bagażu, jakim na przestrzeni dekad objuczono klasycznych bohaterów.

Dlatego też zwyczajnie nie porywają. Przełom następuje wraz z wejściem na scenę nastoletniego Kinneya. W jego opowieści zawartej w aż sześciu zeszytach poznamy skomplikowaną postać Spowiednika, doświadczymy konfliktu na osi władzy cywilnych z herosami, którzy mają poddać się rejestracji (do tej pory też sądziłem, że twórcą tej błyskotliwej koncepcji był Mark Millar - błąd). Scenarzysta w umiejętny sposób prowadzi czytelnika po nastrojach społecznych, pokazując jak krótką obywatele mają pamięć, ale także wnika w psychikę niedoświadczonego Sidekickera, pokazując jego przemianę wraz z nabytym doświadczeniem u boku mistrza. Uwagę zwraca także użyte wielokrotnie pojęcie bezpieczeństwa, które opresyjnemu burmistrzowi służy tylko i wyłącznie jako wytrych do wprowadzania większej kontroli - zjawisko coraz powszechniejsze i bardzo aktualne, któremu w scyfryzowanym świecie coraz trudniej dać opór.
Na zakończenie dowiemy się też nieco więcej o egzotycznej i często występującej - aczkolwiek tylko w tle - postaci Clowna.

W momencie ukazywania się tej serii pomysł był nowatorski, a jego siła oddziaływania na tyle duża, że umożliwiła autorom zdobycie licznych prestiżowych w branży nagród. Osobiście do czytania albumu zasiadłem z wielkim entuzjazmem. Marvels Busieka to w dzieło w moich oczach zasłużenie zajmujące ściśle podium sztuki komiksowej. Alex Ross to niedościgniony mistrz sztuki komiksowej, którego jestem wielkim fanem. Ten duet rozpalał moje komiksowe trzewia do czerwoności. Być może za bardzo. Miałem nadzieję na więcej. Oczekiwania były ogromne. Scenariusz odcina się wyraźnie od przeciętnego, seryjnego komiksu z tamtych lat. Druga połowa albumu jest naprawdę dobra, zwłaszcza epizod z Ministrantem i Spowiednikiem. le czy jest to dzieło wybitne? Czy dzisiaj mogę je tak nazwać? Próbowałem na to pytanie sam sobie szczerze odpowiedzieć. Uzasadnić to nastawienie, z jakim zasiadłem do lektury. I nie potrafię udzielić pozytywnej odpowiedzi. Teraz, z perspektywy czasu i z dużą ilością skonsumowanych różnorodnych treści skłaniam się ku stanowisku, że oryginalne, owszem. Warte zapoznania się, owszem. Ale nadszarpnięte upływem czasu i osłabione przez lepszych następców; nie tak dobre, jakim chciałem, aby się okazało.

Opublikowano:



Przewodnik po Astro City

Przewodnik po Astro City

Scenariusz: Kurt Busiek
Rysunki: Brent Eric Anderson
Okładka: Alex Ross
Wydanie: I
Data wydania: 10 Kwiecień 2024
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Druk: kolorowy
Oprawa: twarda
Stron: 496
Cena: 249,00 zł
Wydawnictwo: Mucha Comics
ISBN: 978-83-67571-34-0
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...

Galerie

Przewodnik po Astro City, Busiek [recenzja] Przewodnik po Astro City, Busiek [recenzja] Przewodnik po Astro City, Busiek [recenzja]

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-