reklama

Recenzja

Blue Beetle, film [recenzja]

Krzysztof Zimiński recenzuje Blue Beetle
6/10
Blue Beetle, film [recenzja]
6/10
"Blue Beetle" to film, który w niemal całej rozciągłości budzi we mnie mieszane uczucia, choć od razu zaznaczam - bawiłem się dobrze i polecam ten film każdemu, kto ma ochotę na lekką rozrywkę na piątkowy wieczór. Tylko że mamy do czynienia z filmem totalnie schematycznym. Przy czym autorzy zdają się w pełni zdawać sobie z tego sprawę, a nawet nieco bezczelnie mrugać okiem do widza, przez co trudno mi mieć do nich o to pretensje.

W końcu to taka konwencja, mamy rok 2023, a zarówno Marvel, jak i DC wydają się dochodzić do ściany, jaką są tej konwencji granice. Powiedziano już niemal wszystko. Marvel zaczął poważnie, ale mieszał od początku akcję z humorem, po drodze idąc w pastisz, autoparodię, wracając pętlą do poważnej kulminacji kolejnych faz, po czym stając na rozdrożu, jakby bez pomysłu na dalszy kierunek. DC zaczęło poważne kinowe adaptacje jeszcze przed Marvelem, po drodze dało nam trylogię Nolana, po czym wjechało kinowe uniwersum DC, całe w mroku i Zacku Snyderze, by potknąć się o własne nogi i pójść w kolejne eksperymenty.

"Blue Beetle" to właśnie jeden z nich, w dodatku to jedna z ostatnich produkcji sprzed resetu, który czeka ten kinowy świat. Ekipa wzięła na warsztat superherosa, który w pierwotnej wersji narodził się niemal sto lat temu, ale w najnowszej swojej inkarnacji jest latynoskim nastolatkiem, który posiadł moc technologiczno-mistycznego skarabeusza z kosmosu. Nie radząc sobie do końca z życiem, bo społeczeństwo daje mu jako przedstawicielowi mniejszości ograniczone możliwości rozwoju, staje on jednocześnie do walki ze Złem, w imię wyższego Dobra. Zanim jednak odniesie jakikolwiek sukces, będzie musiał nauczyć się żyć z symbiontem, który zamieszkał w jego ciele.

Ta produkcja DC to przejazd przez znane i sprawdzone patenty, których spora część wydaje się mieć pochodzenie spoza tego uniwersum. Nastolatek dziabnięty przez robala? Spider-Man. Przejmujący kontrolę symbiont? Venom. Latynoski nastolatek, który posiadł wielką moc? Miles Morales. Wzbogacona technologią zbroja, pozwalająca nie tylko walczyć, ale i latać? Iron Man. Sylwetka tego bohatera wydaje się być nafaszerowana pomysłami z portfolio Marvela, choć mamy tu też odpowiednik jaskini Batmana. Wtórność? Być może, ale - jeszcze raz to napiszę - taka jest konwencja i trudno tu wystrugać coś świeżego czy oryginalnego, zwłaszcza po "Loganie" czy ostatnich zabawach z multiwersami.

Ma ten film jednak swój urok i indywidualny charakter - choćby przez kochającą, latynoską rodzinę głównego bohatera, a zwłaszcza cokolwiek ekscentrycznego wujka, któremu być może nie wszystko w życiu wyszło, ale któremu nie brak też ekspresji, jak i pewnej mądrości życiowej. Inny jest też nieco styl estetyczny tego filmu, odcinający się zwłaszcza od tych ponurych poprzedników. Zamiast mroku, mamy tu oświetlone jasnym słońcem umowne Południe USA, do tego fluorescencyjne neony i kapitalną ścieżkę dźwiękową, ocierającą się o synthwave.

Ma więc ten film swój styl, a akcję, humor i wątki obyczajowe miesza w sprawdzonym stylu MCU. Brak tu większej spektakularności, obsada też nie błyszczy, choć mamy Susan Sarandon, która w zasadzie nie ma jako łotrzyca wycięta z papieru zbyt dużo do grania. Być może zabrakło tu nieco budżetu, bo produkcja pierwotnie wycelowana była w VOD, by po drodze zmienić kierunek i trafić do kin. Pomimo licznych kalek, od których nie da się już chyba uciec, bawiłem się jednak całkiem nieźle. Warto jednak obniżyć poprzeczkę oczekiwań - to nie kolejny eksperyment DC, który ma pchnąć uniwersum na nowe ścieżki, a produkcja, która nie nudzi, nieźle wygląda i po prostu umiejętnie oraz z wdziękiem bawi się gatunkowymi schematami.

Opublikowano:



Blue Beetle

Blue Beetle

Premiera: Listopad 2023
Oprawa: Blue Ray, DVD
Stron: 127 min.
Wydawnictwo: Galapagos
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-