reklama

Recenzja

Punisher Epic Collection. Krąg krwi [recenzja]

Tomasz Kleszcz recenzuje Punisher Epic Collection. Krąg krwi
9/10
Punisher Epic Collection. Krąg krwi [recenzja]
9/10
Wielka i piękna podróż do przeszłości


Seria Spiderman Epic Collection to tzw. must have każdego fana superbohaterów, a już Pajęczaka w szczególności. Wspaniałe wydanie, słuszna objętość i przygody z czasów, kiedy spora grupa obecnych miłośników komiksów Polsce zaczynała swoją przygodę z tym medium i darzy je ogromnym sentymentem. Egmont jednakże nie przestaje rozpieszczać zgredów (i dawać szansę młodszym pokoleniom na zapoznanie się z nieśmiertelną, choć często mającą swoje mankamenty klasyką). Proszę państwa, przed nami Punisher. Jak tu się zwyczajnie nie jarać, widząc okładkę zdobiącą tom pierwszy tej zacnej pozycji?

Chciałbym od razu ustalić pewną rzecz. Mam świadomość, że z dzisiejszej perspektywy wspomniana okładka (i wszystkie pozostałe duetu Zeck/Zimelman) może przywodzić na myśl styl retro z domieszką kiczu, odrobinką tandety oraz kombinacją nie zawsze pasujących do siebie ostrych, zaskakujących kolorów. To wszystko dodatkowo połączone w dziwnej, nie do końca łatwiej na początku ustalenia technice dostarcza mieszankę wybuchowa, która może się nie spodobać odbiorcy nawykłemu do superdopracowanych, komputerowych kolorów czy malarskich talentów pokroju Alexa Rossa tudzież kolejnych, licznie następujących po nim. Ale mnie zachwyca. Tak samo, jak - a przynajmniej tak podejrzewam - zachwyci spore grono czytelników i czytelniczek odnajdujących pewną satysfakcję w sięganiu do popkultury minionych lat 80-90. Oczywiście wyszło wtedy mnóstwo chłamu. Ale podobnie jak pewne meble z PRL-u wracają do łask za sprawą ponadczasowego designe'u, tak i pewne wytwory tamtej popkultury również dziś mają potężną siłę. Do nich zaliczam te cudowne okładki.

Czemu aż tyle o okładkach ? Ponieważ są kwintesencją niniejszego albumu. Cała reszta to ich rozwinięcie. Soczyste, ostre historie z bardzo nietypowym „bohaterem”, który wydaje się nie pasować do nieskazitelnego panteonu Marvelowskich superbohaterów. A Jednak, na kartach kolejnych zeszytów Frank Castle zakłada swój uniform i walczy. Co prawda jego przeciwnikami nie są kolesie w kolorowych pelerynach, to jednak często stanowią znacznie groźniejszych przeciwników.

Na to obszerne tomiszcze składają się oczywiście różne historie zebrane z lat 1986-1988. Ich twórcami są naprawdę wielcy artyści. Biorąc pod uwagę fakt, że te zeszyty zostały napisane ponad 35 lat temu, trzymają się nadzwyczaj dobrze, albo zwyczajnie dziecko we mnie nie chce widzieć ich mankamentów. W stosunku do dzisiejszej maniery nadmiernego przerostu formy nad treścią mogą sprawiać wrażenie nieco uproszczonych, ale też trzeba wziąć pod uwagę, że ich celem nie było filozofowanie, były także skierowane do innego niż obecnie czytelnika. Miały przedstawiać przygody brutalnego faceta, który pomimo braku mocy mierzy się na swój indywidualny, odmienny od superbohaterskiego etosu sposób z przestępczością, z którą nie radzą sobie należycie odpowiedzialne za to służby. I robią ta doskonale. Nie są też całkowicie oderwane od rzeczywistości, co uważam za wielki problem wielu obecnych komiksowych historii. Znajdziemy w nich bowiem echa różnych sytuacji, jakimi żyła wtedy opinia publiczna, jak chociażby rosnący problem z narkotykami, czy sekciarstwo z niechlubną Świątynią Ludu na czele, do której można znaleźć wyraźne nawiązania. Pomimo prostszej narracji pojawiają się trudne zagadnienia.

Za oprawę graficzną odpowiadają tak wielkie sławy jak Mike Zeck, Whilce Portacio, John Romita Jr czy Klaus Johnson. Wielu z nich było wtedy początkującymi rysownikami i to widać. Nie zmienia to faktu, że ilustracje doskonale pasują zarówno do narracji, jak i klimatu, w jakim należy odbierać ten album. Jest tam o wiele więcej błędów, niż to się widzi obecnie, ale jest też mnóstwo energii i radości z tworzenia, która przechodzi także na czytelnika.

Bardzo miłym dodatkiem jest obszerny bonus w postaci szkiców i projektów okładek. Brakuje natomiast słowa wstępu chociażby świetnego Kamila Śmiałkowskiego, który przybliżyłby odrobinę to, co początkujący czytelnik znajdzie w albumie. Wrzucony zostaje bowiem od razu na głęboką wodę, gdzie Punisher jest już dojrzała postacią, walcząca że zorganizowana przestępczością i niejako w trakcie kolejnych epizodów poznajemy jego biografię.

Ciężko być mi obiektywnym, ponieważ Punisher należy do czołówki moich ulubionych postaci, do tego klimaty retro są mi bliskie. Na dokładkę album jest pięknie wydany, bogaty w dodatki i ma te nieziemskie okładki. Historie są proste, ale to nie przeszkadza tak, jak na siłę rozdmuchane dzisiejsze telenowele z udziałem Avengers czy Strażników Galaktyki, które są o niczym. Nie wiem, czego może chcieć więcej fan komiksów Marvela, który zaczynał od kupowania ich co miesiąc w kiosku i oglądania nowych serii przez szybę z wypiekami na twarzy w zupełnie innym, chociaż przecież nie tak dawnym świecie. Chyba kolejnych tomów, a potem kolejnych serii z kolejnymi bohaterami...

Opublikowano:



Punisher Epic Collection. Krąg krwi

Punisher Epic Collection. Krąg krwi

Scenariusz: Ann Nocenti, Steven Grant, Jo Duffy, Mike Baron
Rysunki: Klaus Janson, David Ross, Michael Zeck, John Romita Jr, Mike Vosburg, Whilce Portacio, Jorge Zaffino
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2022
Seria: Punisher
Tłumaczenie: Marek Starosta
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 17,0 x 26,0 cm
Stron: 504
Cena: 189,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328154421
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Punisher Epic Collection. Krąg krwi [recenzja] Punisher Epic Collection. Krąg krwi [recenzja] Punisher Epic Collection. Krąg krwi [recenzja]

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-