reklama baner reklama
baner

Recenzja

Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3 [recenzja]

Jan Sławiński recenzuje Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3
9/10
Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3 [recenzja]
9/10
Wraz z kolejną odsłoną serii “Hellblazer” run Jamiego Delano dobiega końca. Tom trzeci pisany przez tego scenarzystę to ponad 480 stron komiksów, z których większość pochodzi z lat 90. Dostajemy tu zeszyty 28-40 regularnej serii (bez #32, który pisał inny scenarzysta), powrót Delano po latach w postaci numeru #84, miniserii “Zła krew” i shorta z rocznicowego zeszytu #250.

W trzecim tomie “Hellblazera” w interpretacji Delano zaskakująco mało jest zjawisk paranormalnych. Scenarzysta skupia się na niepokojach społecznych, ujawnia karty z przeszłości głównego bohatera, stawia naprzeciw niego seryjnego mordercę (którego można kojarzyć ze wzmianki w “Sandmanie”) oraz opowiada o przemocy domowej i tej wobec zwierząt. Zdarzają się oczywiście historie, w których Constantine musi wykorzystać swoje magiczne zdolności - czy to po to, by zyskać spokój, konfrontując się ze zjawą nawiedzającą jego rodzinę, czy też, na skutek tarotowej przepowiedni, sięgając niejako w głąb siebie i rodząc się na nowo jako mag. Znaczną część albumu w kluczu realistycznym narysował młodziutki Sean Phillips (dziś znany przede wszystkim jako stały współpracownik Eda Brubakera), partneruje mu Mark Buckingham czy Ron Tiner, zaś bardziej oniryczne opowieści zilustrował Dave McKean.

Nieprzypadkowo piszę o rysownikach, bowiem miniserię “Zła krew” zilustrował Philip Bond. Jest to o tyle znaczące, że jego cartoonowa kreska (w połączeniu z dość wesołymi kolorami Pameli Rambo) kontrastuje z resztą albumu. Historia rozgrywa się w przyszłości, osadzona jest w futurystycznym Nowym Londynie 2025 roku, a Constantine ma 70 lat. Fabuła koncentruje się na rodzinie królewskiej i jest krytycznym komentarzem politycznym do ustroju monarchistycznego. Choć Delano znany jest z tego, że fabuły o brytyjskim magu mocno osadza w społeczno-politycznych kontekstach, tak tutaj czułem, że zarówno bohater, jak i fabuła są drugorzędne. Całość można potraktować jako żart, a i kreskówkowe rysunki wybitnie mi nie pasowały do przygód Constantine’a. Nie ma tu tej siły i brudnego klimatu, za które polubiłem Delanowskie opowieści o brytyjskim magu.

Lepiej wypadają pozostałe “dodatki”. Świetna jest opowieść z zeszytu #84, gdy Delano powraca na chwilę do Constantine’a po latach przerwy. Pokazuje, jak nawiązała się przyjaźń między Johnem a taksówkarzem Chasem. Jest równie komiczna, co tragiczna, a groteskowy “przeciwnik” maga sprawia, że historia zostanie w głowie na dłużej. Ciekawy jest również kawałek prozy, czyli opowiadanie ilustrowane w klimacie noir. “Gangster, dziwka i mag” pokazuje, że Constantine świetnie sprawdziłby się jako bohater kryminałów z dodatkiem okultyzmu. To krótkie opowiadanie sprawia dużo przyjemności, jest sprawnie wystylizowane na teksty kojarzące się z Chandlerem, Hammettem czy Macdonaldem, ma przewrotną strukturę i potrafi zaskoczyć puentą. Na koniec zostaje mała bzdurka, historia z knajpy, gdzie Constantine jest wręcz drugoplanowym bohaterem, opublikowana pierwotnie w jubileuszowym #250 numerze serii (w którym powróciło kilku wcześniejszych scenarzystów cyklu).

Trzeci “Hellblazer” Jamiego Delano, jak i dwa poprzednie, potrafi dać po głowie. Mocno osadzony w brytyjskiej rzeczywistości przełomu lat 80. i 90., zanurzony w kontrkulturze, podejmujący niełatwe tematy jest lekturą jednocześnie wymagającą i dającą sporo satysfakcji odbiorczej. W literackim zacięciu tkwi siła scenariuszy Delano, więc jeśli ktoś nie przepada za “ścianami tekstu” w komiksie, to może się odbić. A szkoda, bo to jedna z ciekawszych wizji w mainstreamowym komiksie amerykańskim sprzed niemal czterech dekad.

Bezpardonowa, dosadna, zupełnie taka jak główny bohater. Constantine jest postacią specyficzną, często popełniającą błędy, mającą ludzkie słabości, opierającą swoją “potęgę” w równym stopniu na sprycie, co farcie. Za ratowanie świata i walkę z piekielnymi pomiotami nikt nie stawia mu pomników, wręcz przeciwnie, facet jest traktowany jak szarlatan, naciągacz i zwykły łajdak. I może ta ludzka strona sprawia, że od jego przygód tak trudno się oderwać.

Jedyne czego żałuję, to fakt, że w albumie nie znalazła się powieść graficzna “Pandemonium”, dzięki której polskie wydanie przygód Constantine’a pisanych przez Delano rzeczywiście byłoby kompletne. Może Egmont postanowi wydać kiedyś ten komiks w formie pojedynczego albumu. Tymczasem czekam na tomy pisane przez Mike’a Careya i liczę, że Egmont będzie kontynuował serię - w kolejce czekają runy Paula Jenkinsa (zeszyty #89-128), Denise Miny (#216-228), Andy’ego Diggle’a (#230-249) oraz Petera Milligana (#250–300). A także kilka krótszych historii, gdy serię przejmowali na moment (jeden, dwa, trzy zeszyty) tacy scenarzyści jak Neil Gaiman czy Grant Morrison. Podejrzewam, że nikt by się nie obraził, gdyby i je Egmont postanowił zebrać w jednym tomie. Pożyjemy, zobaczymy, na razie cieszmy się z tego, co jest.

Opublikowano:



Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3

Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3

Scenariusz: Jamie Delano
Rysunki: Richard P. Rayner, Mike Hoffman, Mark Buckingham, Bryan Talbot, Ron Tiner, David Lloyd
Wydanie: I
Data wydania: Lipiec 2022
Seria: Hellblazer
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 488
Cena: 199,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328156371
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3 [recenzja] Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3 [recenzja] Hellblazer. Jamie Delano. Tom 3 [recenzja]

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-