reklama baner reklama
baner

Recenzja

Doktor Strange w multiwersum obłędu, film, Cumberbatch, Sam Raimi [recenzja]

Przemysław Pawełek recenzuje Doktor Strange w multiwersum obłędu
7/10
Doktor Strange w multiwersum obłędu, film, Cumberbatch, Sam Raimi [recenzja]
7/10
Kolejna odsłona Marvel Cinematic Universe to kolejny film z cyklu, który poszukuje własnej tożsamości. I jest to chyba słuszny kierunek, bo nie tylko pokonanie Thanosa pozbawiło MCU celu, ale też filmom, które powstawały do tej pory, dało się zarzucić, że są nieco na jedno kopyto. Świetnym przykładem był właśnie pierwszy film o perypetiach doktora Strange'a, którego scenariusz był w zasadzie kalką "Iron Mana", tylko z magią zamiast technologii.

Nowa odsłona przygód najsławniejszego chyba czarodzieja Marvela, kładzie nacisk na indywidualną tożsamość filmu na tle reszty MCU, tożsamość korespondującą z fabułą. Bo "Doktor Strange w multiwersum obłędu" to fantasy zmieszane z grozą, w dodatku wyreżyserowane przez klasyka nie tylko kina superbohatereskiego, ale i horroru. W końcu Sam Raimi to autor kultowego cyklu Martwe Zło, a także pierwszej kinowej trylogii Spider-Mana. I ten wkład Raimiego bardzo dobrze w tym filmie czuć - w jego atmosferze, w operowaniu kamerą, w przemieszaniu grozy, akcji i humoru.

Najsłabszym punktem filmu jest chyba niestety scenariusz, i na to trzeba brać poprawkę. Do znanego nam świata trafia z innej rzeczywistości młoda America Chavez, dziewczyna o mocy międzywymiarowej podróży. Mocy potężnej, ale przez nią niekontrolowanej. Początkowo odrzuca ona pomoc doktor, bo miała już z nim nieprzyjemne doświadczenia we własnym świecie, ale razem, by udaremnić grożące wszystkim ZŁO (a jakże), wyruszają w podróż do alternatywnego świata.

Fabuła jest pretekstowa, polepiona niemal na gumę do żucia, nie brak w niej też prostych wytrychów fabularnych, za które robią potężne księgi magiczne, pełniące role klasycznych MacGuffinów. Wszystko to dzieje się w zasadzie po to, by Strange po pierwsze opuścił nasz wymiar i zetknął się z innym, naprawdę ciekawym wariantem rzeczywistości (i to jest w tym filmie najlepsze), a po drugie musiał się skonfrontować z nie tylko godnym siebie, ale i przewyższającym go mocą przeciwnikiem (i tu film skręca w efekciarską sztampę).

Muszę przyznać, że pomimo pewnych niedostatków fabularnych - dobrze się w trakcie seansu bawiłem. Najmocniejszym aspektem projekcji był chyba sam koncept multiwersum, sugerowany w serialowym "WandaVision", a jeszcze mocniej wyeksponowany w ostatniej odsłonie przygód Spider-Mana, gdzie Strange też ma swoje pięć minut. Podoba mi się, co Disney robi, mieszając warianty światów, i wprowadzając (poniekąd dzięki ponownym przejęciu praw do własnych marek) postaci, które teoretycznie dotąd nie miały prawa się w tej kinowej serii pojawić. Jest to też pewna sugestia w temacie: jak też to studio poradzi sobie ze scaleniem tych rozszczepionych marek w jedno multiuniwersum?

Można nieco zarzucić fabule, która jest raczej pretekstem do międzywymiarowego filmu drogi, można też narzekać, że bez choćby obejrzenia "WandaVision" motywacja kluczowej postaci pozostaje tu niepełna. Jednocześnie - wizualnie momentami jest naprawdę ciekawie (choć mam wrażenie, że Disney jest wciąż daleki od wyciśnięcia plastycznie ze Strange'a choćby połowy potencjału), multiwersum wypada ładnie, a samego doktora i kreację Cumberbatcha po prostu lubię. Choć wciąż nie mogę się pozbyć wrażenia, że MCU, po kulminacji wojny z Thanosem, nie jest w stanie już ze mnie wykrzesać emocji. Nieźle się dalej bawię, choć oglądam nieco z przyzwyczajenia. Nowy Strange nie jest tu wyjątkiem.


Autor recenzji jest redaktor Polskiego Radia.

Opublikowano:



Doktor Strange w multiwersum obłędu

Doktor Strange w multiwersum obłędu

Premiera: Sierpień 2022
Oprawa: DVD, Blue Ray
Stron: 122 min.
Wydawnictwo: Galapagos
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-