reklama

Wywiad

Wywiad z Robertem Zarębą

Michał Młynarski


M.M.: Czemu “Strefa” nie miałaby podzielić losu innych magazynów?

R.Z.: Sypnę garstką truizmów. Aby powstał cykliczny magazyn, potrzebna jest współpraca trzech stron: wydawcy, twórców i czytelników.

Z punktu widzenia wydawcy, wydawanie magazynu komiksowego prezentującego polski komiks przeznaczony dla dojrzałego czytelnika, jest sprawą beznadziejną. Niskie nakłady nie gwarantują godziwego zysku, a wprost przeciwnie, można szybko i dużo stracić. Ograniczona dystrybucja czyni produkt niewidocznym, to znaczy kupi go garstka fanów, ale w zasadzie nikt ponadto, przez co grupa nabywców nie poszerza się, a biorąc pod uwagę emigrację zarobkową młodych wykształconych Polaków, nawet kurczy w zastraszającym tempie.

Powszechnie panujące wśród intelektualistów przeświadczenie, że komiks nie wnosi do kultury nic istotnego powoduje, że niewielu szanujących się krytyków zajmuje się tą dziedziną sztuki. To z kolei powoduje niską jakość publicystyki komiksowej i jej całkowitą marginalizację. Dlatego też żaden wydawca nie będący jednocześnie pasjonatem komiksu nawet na komiks nie spojrzy, nie mówiąc o jego wydawaniu.

Z punktu widzenia twórców sytuacja też nie wygląda różowo. Rysownik poświęca na jedną planszę średnio jeden dzień. Album, to dwa miesiące harówki. Teoretycznie, bo praktycznie smaruje po nocach album przez pół roku albo dłużej. Kosztem wolnego czasu, snu, itd. A jak już wreszcie skończy, no to dopiero zaczynają się schody. To co oferuje mu wydawca (o ile w ogóle znajdzie wydawcę) nijak ma się do włożonej przez niego w komiks pracy. Oczywiście, gdyby sprzedał kilkanaście tysięcy egzemplarzy po jakiejś mądrze skalkulowanej cenie, to może byłaby szansa z tego wyżyć. Może...

Ale on sprzeda kilkaset egzemplarzy, a to i tak chyba tylko po to, aby pozostali twórcy mogli sobie odreagować stres dołując go z rozkoszą na forach internetowych.

Dlatego większość twórców swoją aktywność na tym polu ogranicza do sporadycznego rysowania krótkich shortów i puszczania ich w zinach, których nakład czasem jest niższy niż liczba aktywnych twórców komiksowych. A i to sprzedaje się potem latami.

No i na końcu do akcji wkracza czytelnik, który ma to wszystko w głębokim poważaniu. Chce perfekcyjnie wydrukowanego taniego komiksu, bo jak nie, to sobie coś sprowadzi z USA czy Francji. On w ogóle łaskę robi, jak kupuje coś polskiego. No bo przecież tyle sprawdzonych i częściowo już wypromowanych komiksów jest na Zachodzie, że tylko przebierać jak w ulęgałkach, przekładać i wydawać! Po cholerę rysować jeszcze jakieś polskie komiksy! Czytelnik, całkiem słusznie zresztą, olewa czynniki ekonomiczne jakimi kieruje się wydawca. Śmiech wywołuje w nim tłumaczenie twórców, że to cud, że za taką kasę i w takim terminie komiks w ogóle się ukazał. I w zasadzie rację należy mu przyznać. W końcu mamy globalizację, a naszą specjalnością eksportową nie jest produkcja komiksowa, filmowa, literacka czy inne tego typu badziewie, ale eksport taniej, zdrowej, silnej, radosnej i pełnej entuzjazmu siły roboczej.

Dlatego uważam, że wydawanie w dużym nakładzie magazynu komiksowego z polskimi komiksami przeznaczonymi dla dojrzałego czytelnika, jest całkowicie pozbawione sensu i z góry skazane na finansową porażkę. Natomiast być może rację bytu ma magazyn niskonakładowy, tworzony przez pasjonatów dla pasjonatów, ale zdecydowanie różniący się od obecnych na ryku zinów. Dlatego w ramach “Strefy” oferujemy pełne albumy (z dodatkami) oraz publicystykę komiksową.

M.M.: "Mrok" i "Pomidorowa" to komiksy przeznaczone dla starszych czytelników. I tutaj rodzi się pytanie - kogo zainteresować ma "SK"? Komiksiarzy, czy też ludzi spoza "środowiska"?

R.Z.: Komiksy ze Strefy są przeznaczone głównie do miłośników fantastyki. Ale biorąc pod uwagę specyfikę tych komiksów, głównie w warstwie scenariuszowej, która spowodowała, że obydwa komiksy doskonale sprawdziły się w piśmie literackim sądzę, że każdy miłośnik komiksu powinien do nich zajrzeć.

Co do kolejnych tytułów, to mamy w ofercie adaptację mojego Triumwiratu. To trzy kolorowe albumy z komiksem humorystycznym osadzonym w klimatach fantasy fenomenalnie narysowane przez Zygmunta Similaka, rysownika znanego z niezliczonych publikacji w kilkunastu wysokonakładowych czasopismach i gazetach codziennych. Ten komiks przeznaczony będzie dla czytelnika w każdym wieku.

W najbliższym czasie ukażą się także “Gwiezdne bezdroża”, satyryczny komiks science-fiction narysowany przez Ryszarda Dąbrowskiego. Także i ta pozycja jest przeznaczona dla zróżnicowanego wiekowo czytelnika.

Wszystkie te tytuły znane są czytelnikom “Magazynu Fantastycznego”, z których tylko niewielki procent interesuje się komiksem, zaś tak zwane środowisko komiksowe zna je co najwyżej z fragmentów z internetu. Innymi słowy te komiksy już są poza środowiskiem, zaś teraz czas zainteresować nimi czytelników komiksu.

Opublikowano:

Strona
<<   2 z 3 >>  



Tagi

Robert Zaręba Strefa Komiksu Wywiad

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-