baner

Recenzja

Gołota vs Predator

Yoghurt recenzuje Gołota vs Predator
Trochę historii...

Zapewne większość czytelników pamięta śp. miesięcznik o grach komputerowych Reset, po którym ja zawsze płakać będę (i zapewne nie tylko ja), gdyż poza tematyką gier komputerowych jako jedyny wtedy w naszym pięknym kraju zajmował się tematami nie tylko okołogrowymi, ale wszelakimi, jakie przyszły szalonym redaktorom do głowy. Połowa pisma, nazwana "odloty" traktowała o wszystkim - mogliśmy w tymże dziale przeczytać o jakimś prześwietnym zespole muzycznym, o satanistach, o prostytucji, o dresiarzach czy o czymkolwiek innym. Dział odloty posiadał też kącik, który kochali wszyscy czytelnicy Reseta... Komiks. Mniej więcej w połowie roku 1998 nieznany wcześniej szerszej publiczności duet Adler - Piątkowski zadebiutował w Resecie krótkimi historiami Deadline Productions. Z początku były to historie sensacyjne i ocierające się o horror (choćby sławny "rezydent"- wkrótce ma zostać wydany w tomiku przez Mandragorę). Potem światło dzienne ujrzała historia, którą zajmiemy się głębiej w dalszej części recenzji, czyli rzeczony "Gołota vs Predator". Tutaj obaj panowie udowodnili, ze tworzenie historii parodiujących wszystko i historii z olbrzymią dawką tzw. JAJ to właśnie to, co potrafią robić najlepiej. Historia ukazywała się w odcinkach, zaś po jej zakończeniu czytelnicy chcieli więcej...
Duet znów powrócił do poważniejszej tematyki, tworząc "Breakoff" (wydanie albumowe już od dłuższego czasu leży w EMPiKach i księgarniach, co ciekawe wydawcą jest nie Mandragora a... Egmont), który zrecenzuję przy okazji wydania jego sequela. Breakoff mimo tematyki dość poważniejszej znów został naszpikowany odniesieniami i cytatami z kultowych książek i filmów... I nadal wszyscy chcieli więcej.
I tu zaczyna się historia największego dzieła genialnego duetu, znana wszystkim jako "48 stron". Wydana w oddzielnym albumie, w "Gołota vs Predator" została nieco wyretuszowana i w malutkim stopniu przeedytowana... Sami autorzy w podziękowaniach na końcu albumu z właściwym dla siebie humorem dziękują wszystkim którzy kupili tenże komiks...drugi raz :) No, ale nie znaczy to wcale, ze Gołota vs Predator jest nie wart kupienia. A skądże znowu! Poza dwoma dłuższymi opowieściami przeze mnie wymienionymi: "Gołota" i "48 stron" dorzucono nam krótkie komiksy, które Adler-Piątkowski tworzyli "na poczekaniu" dla Reseta. Zatem """GvP" można nazwać swego rodzaju antologią.
Zaś ostatnim "magnesem" na czytelnika może być fakt, że album został wydany w tzw. edycji kolekcjonerskiej - numerowanej. Sam jestem posiadaczem numeru 224, a takowych numerów jest tylko 999. Zapewne wszystkie zostały wykupione i wkrótce osiągną kosmiczne ceny na aukcjach... ale tym, którym nie udało się zakupić edycji numerowanej, pozostaje "zwykła" edycja (która swoją drogą dopiero siedzi ponoć w drukarniach). Ale szukajcie wytrwale - może w jakimś antykwariacie lub zapomnianej księgarni odnajdzie się jakiś jeden "GvP" :) Ewentualnie zamówić należy na stronie Mandragory - a nóż zostały im jakieś egzemplarze... No a teraz zajmijmy się zawartością samego albumu...

Zło przybyło z góry...

Czyli tytułowa historia - "Gołota vs Predator", opowiadająca o Predatorze, który przybył do Warszawy, aby poszukać godnego siebie przeciwnika. Zgadnijcie, kogo znalazł? :) Tyle streszczenie (krótkie, nieprawdaż?). A jak wrażenia wyniesione z komiksu? Bez zastanowienia mogę uznać zespół Robert Adler (rysunki) oraz Tobiasz Piątkowski (scenariusz) za najlepszych twórców komiksu prześmiewczego w naszym kraju (na określenie ich najlepszymi prześmiewcami na świecie zaczekam do części recenzji poświęconej "48 stronom"). Komiks od pierwszych kadrów przeładowany jest cytatami czy to ze znanych i określanych mianem kultowych dzieł filmowych czy książkowych, poprzez sytuacje zaczerpnięte z życia (Predator na stadionie X-lecia czy podróż metrem i wiele innych) na pamiętnych reklamach kończąc (bo zupa była za słona, mały kwiatuszek itd.). Teksty wypowiadane przez bohaterów po prostu powalają (i są oczywiście w większości parafrazami różnorakich tekstów filmowych), zaś stężenie humoru wymyka się normom... Uważny czytacz zauważy SETKI jajcarskich szczegółów na drugim czy nawet trzecim planie, i to dopiero po kilku przeczytaniach, dlatego do tegoż komiksu wraca się z niemałą przyjemnością. Ja sam podjąłem się syzyfowej pracy i postanowiłem wypisać wszystkie odniesienia, cytaty, parafrazy i resztę tego typu bajerów, jakie ukryli autorzy w komiksie. Jeśli mi się uda, na pewno dam znać :)

Górsky i Butch...

Dwaj bohaterowie, których już dziś można nazwać ikonami komiksu polskiego :) Główne osoby dramatu zwanego "48 stron" :) O czymże jest rzeczone "48 stron"? Tego nie wie nikt. Komiks pod tymże tytułem zatracił zupełnie sens, więc dwaj detektywi zostają wysłani na jego (znaczy, sensu) poszukiwanie... I to tyle - historia przedstawiona w "48 stronach" jest zbiorem totalnie kretyńskich, zwariowanych i pełnych aluzji gagów- Jak to zwykle zresztą w historiach bez sensu bywa. Tutaj Adler&Piątkowski wybijają się na wyżyny absurdu i komizmu, za co będę im oddawał wieczne pokłony - nigdy nie rechotałem się bardziej przy żadnym innym komiksie, a wiele już me oczy widziały :) To jest nie do opisania - to trzeba przeczytać! Nic więcej nie powiem! Wszystkiego dowiecie (a raczej nie dowiecie :)) się sami. W każdym razie po dokonaniu nieludzkiego czynu, jakim jest znalezienie wszelkich nawiązań w "GvP", mam zamiar wypisać wszystkie jakie znajdę w "48 stronach"... Jak podejrzewam, dzieło te dokończą dopiero następne pokolenia rodu Yoghurtów, mnie się to raczej nie uda, choćbym żył i 100 lat...

Troszkę technikaliów

Może troszkę o sprawach zwanych "technicznymi". Na początek - rysunek. Robert Adler to jeden ze zdolniejszych rysowników w naszym kraju i nic nie mam mu do zarzucenia. Szczególnie udają mu się postacie kobiece (niahahaha :)) a jego styl jest tak charakterystyczny, że rozpoznawalny na pierwszy rzut oka.

Teraz o jakości wydania - Mandragora jako IMHO najlepszy wydawca na naszym skromnym ryneczku komiksowym przyzwyczaiła nas już do doskonałej jakości swych albumów - w przypadku "GvP" nie jest inaczej... Brakuje mi tylko twardej oprawy - reszta, czyli świetny kredowy papier, doskonałe nasycenie kolorów... cud miód i orzeszki.

Cóż na koniec?

Parę słów oczywiście na koniec, a cóżby innego. Nad oceną się zastanawiać nie muszę - mało jest komiksów, dla których bez zmrużenia którym wystawić jestem skłonny pełniutkie, śliczne 10.

a na koniec ostateczny: PS. Dla tych, którzy pamiętają prześwietny kalendarz z albumowego wydania "48 stron" ucieszą się zapewne niezmiernie z tego, że w tej edycji został on nieco... "podrasowany" :) Ci którzy wiedzą, jak ten kalendarz wygląda, już zapewne szatańsko się uśmiechnęli ;)

Opublikowano:



Gołota vs Predator

Gołota vs Predator

Scenariusz: Tobiasz Piątkowski, Robert Adler
Rysunki: Robert Adler
Wydanie: I zbiorcze
Data wydania: Październik 2002
Druk: kolor, kreda
Oprawa: miękka
Format: A4
Stron: 72
Cena: 18,90 zł
Wydawnictwo: Mandragora
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-