reklama baner reklama
baner

Komiks

Strefa Komiksu #04: Triumwirat: Smok

Strefa Komiksu #04: Triumwirat: Smok

Scenariusz: Robert Zaręba
Rysunki: Zygmunt Similak
Okładka: Artur Chochowski
Wydanie: I
Data wydania: Marzec 2008
Seria: Strefa Komiksu, Triumwirat
Druk: kolor, kreda 130g
Oprawa: miękka, kolor
Format: A4
Stron: 44
Cena: 24,90
Wydawnictwo: Wydawnictwo Roberta Zaręby
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Scenariusz, będący adaptacją powieści, napisał Robert Zaręba, zaś rysunki wykonał Zygmunt Similak. Autorem okładki jest Artur Chochowski.

Tagi

Strefa Komiksu

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

JAK UBIĆ SMOKA



Powieściowy „Triumwirat” Roberta Zaręby, który stanowi literacki pierwowzór niniejszego komiksu, to jedna z nielicznych rodzimych książek z gatunku humorystycznego fantasy, która naprawdę mi się podobała. A trochę ich jednak czytałem. Dlatego, chociaż nie jestem miłośnikiem twórczości Similaka, nie mogłem nie sięgnąć po komiksową adaptację. I naprawdę nie żałuję.



Oto historia najprawdziwsza z prawdziwych, nie z jakiegoś tam brudnego palucha wyssana, co w pewnej wiosce za starych czasów się zdarzyła. A było to tak. Dnia pewnego, ładnego bardzo, główny bohater tej opowieści wybywa z domu, żeby oszczędzić sobie odgłosów domowego ogniska (czytaj: matula przy użyciu sękatej pałki omawiać zaczęła z mężem jego powrót na czworakach z karczmy), ale niestety i tam nie zaznaje spokoju. Oto bowiem józkowy smark z wieścią po wsi biega, że smok porwał jego ojcu konia wraz z pługiem. W plotkę tą nikt wierzyć nie chce, Józek pewno przerżnął w karty swoją kobyłę, a bajeczkę zmyślił na prędce, co by żona mu gęby nie obiła. W końcu stworzenia te przecież nie istnieją, no może i są gdzieś tam, ale tutaj? W sumie nawet jeden by się przydał, bo ludzi by przyciągnął i zysku trochę przyniósł. Jednakże kiedy bestia ogniem ziejącym nadlatuje z nieba, wszyscy muszą zweryfikować swoje poglądy i przy okazji znaleźć sposób na poradzenie sobie ze smokiem. Chętnych (mniej lub bardziej) nie brakuje, ale czy ktoś ma szansę z potworem?



Cóż, nie ma się co oszukiwać. Nie o fabułę chodzi w „Triumwiracie”, a o żarty, chociaż samej treść także nie mam nic do zarzucenia. To typowo poprowadzona historia fantasy, równie mocno czerpiąca z motywów klasyki gatunku, co baśni, z których przecież bezpośrednio wywodzi się ta odmiana fantastyki. Jest więc bohater, jest niezwykłe i groźne stworzenie, z którym trzeba się uporać, jest wreszcie quest, porcja magii, rycerze, zamki itd., itd. Jak jednak wspominałem nie liczy się fabuła, a żarty – obśmiewanie schematów, zachowań czy konkretnych elementów. I to podane w bardzo dobrym stylu.



W „Triumwiracie” śmieszy już sam język. Wyolbrzymiona, przerysowana mowa na styku folklorowej i archaicznej, zaczerpnięta została z powieści. Zresztą większość narracji to skopiowane przez Zarębę fragmenty pierwowzoru. Może i na początku sprawia to dziwne wrażenie, ale urok tych tekstów rozwiewa wszelkie wątpliwości. Nieco gorzej jest z rysunkami. Wprawdzie tu Similak pasuje, nadal jednak nie potrafię przekonać się do jego kreski. Co ciekawe, album wydano trochę tak, jak za PRL-u wydawano pierwsze „Tytusy, Romki i A’Tomki” czyli część stron w kolorze, część w czerni i bieli.



Jeśli lubicie humorystyczne fantasy, albo znacie pierwowzór i dobrze bawiliście się przy jego lekturze, polecam Wam też i komiksową trylogię. Zachowuje ducha oryginału, nieźle wygląda i dostarcza dużo zabawy. W skrócie, sympatyczna rzecz na poprawę humoru.