reklama baner reklama
baner

Komiks

Fire Force #17

Fire Force #17

Scenariusz: Atsushi Ohkubo
Rysunki: Atsushi Ohkubo
Wydanie: I
Data wydania: Sierpień 2022
Seria: Fire Force
Tłumaczenie: Wojciech Gęszczak
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka, obwoluta
Cena: 24,99 zł
Wydawnictwo: Waneko
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

FIRE FIGHTERS



Siedemnasty tomik „Fire Force”, co tu dużo mówić, to dokładnie to samo, co seria oferuje nam od samego początku. Może tylko rozkręciła się trochę bardziej, bo pierwsze tomiki były dość niewprawne, cała reszta jednak to po prostu wciąż konsekwentne rozwijanie bazowego pomysłu. Czyli to, co lubimy i chcemy.



Walka o Nataku trwa. Jednak do walczących – Ósemki i Hajimy – dołącza kolejna strona konfliktu w postaci ludzi Ewangelisty. Problemów jednak pojawia się więcej, gdy Nataku zostaje wchłonięty, a jego umysł poddany ciężkiej próbie. A moc rośnie i grozi zniszczeniami na naprawdę niewyobrażalną skalę…



Gdzieś na styku tego, co czytaliśmy w „Ao no Exorcist” i wszystkich tych historii o służbach typu policja, straż pożarna etc., którymi nakręcają się chłopcy w pewnym wieku – a przynajmniej znacząca część z nich – znajduje się „Fire Force”. Z „Ao” czerpie pełnymi garściami, a „Ao” przecież pełnymi garściami czerpało z „Naruto” i z „Dragon Balla”, i z „Pokemonów” też, a to między innymi oczywiście. No ale shounen, to shounen, czerpać musi, bo opiera się na schematach, a czytelnicy lubią historie, które już znają. I takie dostają.



Shounenów czytałem już tyle, że chociaż lubię ten schemat, coraz mniej gatunkowych rzeczy mnie kupuje. Przynajmniej z nowości. „Fire Force” jednak nadal mnie pociąga. Niezła to seria, tylko niezła, a może aż niezła – kwestia podejścia i odbioru. Dla mnie aż, bo z tych niezłych, których na polskim rynku się namnożyło, chyba ta jest najbardziej niezła. A miewa i naprawdę dobre momenty, które potrafiły mnie i rozbawić, i wciągnąć i… Nie wiem, czy zaskoczeniem bym to nazwał, ale pewne zwroty akcji też się twórcy udały, a wszystkie podobieństwa do innych tytułów, jakimi mnie raczy, zamiast razić wtórnością, wywołują sentymenty i przyjemne skojarzenia.



No i jest jeszcze ta szata graficzna, która trzyma podobny poziom, co treść. Nie jest szczególnie oryginalna, co tu dużo mówić, ale i tak jest miła dla oka. Pewnych jej minusów nie da się nie zauważyć, bo czasem dziwna jest tu perspektywa czy proporcja, to znów osobliwy wydaje się design postaci, ale nie na tyle, by stanowiło to jakiś problem. Ot trzeba po prostu zauważyć, tak dla formalności. Tak czy inaczej, mangę ogląda się przyjemnie, nie zawodzi wykonaniem, bywa całkiem nastrojowa i jako całość jest po prostu przyjemną rozrywką. Dla fanów, bo dla kogo innego, by mogła, ale oni nie będą zawiedzeni. A przecież o to właśnie chodzi.