baner

Komiks

Queenie. Matka chrzestna Harlemu

Queenie. Matka chrzestna Harlemu

Scenariusz: Aurelie Levy
Rysunki: Elizabeth Colomba
Wydanie: I
Data wydania: 11 Maj 2022
Tłumaczenie: Bartosz Musiał
Oprawa: twarda
Format: 215 × 275 mm
Stron: 168
Cena: 64,90 zł
Wydawnictwo: Non Stop Comics
ISBN: 978-83-8230-275-2
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...
Oparta na faktach historia Stephanie Saint-Clair - pokojówki z Martyniki, która wyrosła na trzęsącą Harlemem królową mafii i zaciekłą bojowniczkę o prawa afro-amerykańskiej społeczności.

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

MIĘDZY WALKĄ O WARTOŚCI A BANDYTYZMEM



Ten komiks wygląda po części, jakby narysował go Paul Pope. Może nie widać tego w rozplanowaniu planszy, układzie kadrów czy tłach, ale już w twarzach odbija się to bardzo mocno. Te oczy, te usta… Nie jest to jednak komiks, jaki zrobiłby Pope. Bynajmniej. To biograficzno-sensacyjna opowieść, a nie szalona, dzika i dziwaczna historia, jaką on by zrobił. Co nie znaczy, że mniej warta poznania.



Poznajcie Stephanie Saint-Clair. Była pochodząc z Martyniki pokojówką, stała się królową mafii, przed którą drżał cały Harlem. A jednocześnie także walczyła o prawa Afroamerykanów. Przekonajcie się, co robiła i jak zdobyła swoją władzę. I do czego to doprowadziło.



Żeby dać się porwać tej opowieści, trzeba być miłośnikiem takich klimatów. Mafia, gangsterzy i tym podobne elementy. Owszem, historia ta oparta jest na faktach i, również owszem, skupia się na tematyce walki o prawa Afroamerykanów, ale jednak to historia mocno gangsterska, osadzona w konkretnych realiach historycznych i trzeba mimo wszystko lubić te klimaty i motywy, żeby polubić też ten komiks. I o tym warto pamiętać.



Warto też z tym komiksem polemizować, zastanawiać się, pytać. Bo czy ktoś, kto trzęsie Harlemem, kto prowadzi organizacją przestępczą, która bynajmniej grzeczna nie jest, może być w ogóle nazywany bojownikiem o czyjekolwiek prawa? Gdzie przebiega granica między walką o wartości, a byciem zwyczajnym bandytą, kiedy używa się tych samych metod? Pamiętam jak czytałem komiks o feministkach i jak podkładały ładunki wybuchowe by manifestować swoje poglądy i zastanawiałem się co tak naprawdę różni je od Teda „Unabombera” Kaczynskiego, który też tworzył bomby by nieść swój manifest. I podobne refleksje miałem czytając „Queenie”.



Nie polubiłem bohaterki. Nie polubiłem świata, w jakim żyła i środowiska, w którym się obracała. Za to polubiłem wykonanie tej historii. Nieźle napisanej, za to bardzo przyjemnie zilustrowanej. Ukazującej ciekawą, może odpychającą, ale jednocześnie intrygującą rzeczywistość i ludzi, ożywionych tu na planszach, choćby tylko jako wizje autorek, a niekoniecznie oni sami. Nie przeczę, że chciałbym w tym komiksie większej dawki nieoczywistości, szerszego kontekstu i większej siły wymowy, rzecz fabularnie mogłaby być lepsza, graficznie mieć więcej oryginalności, ale tak czy inaczej jest to historia całkiem udana i warta poznania.



Pod warunkiem, że takie klimaty i opowieści trafiają w Wasz gust. Bo „Queenie” to jednak powieść graficzna gatunkowa, skierowana stricte do konkretnego odbiorcy. Ja jestem tak gdzieś pomiędzy grupą docelową, a czytelnikami, do których rzecz absolutnie nie trafi, ale nie żałuję sięgnięcia po ten album.