reklama baner reklama
baner

Komiks

Card Captor Sakura #01

Card Captor Sakura #01

Scenariusz: Clamp
Rysunki: Clamp
Wydanie: I
Data wydania: Marzec 2019
Seria: Card Captor Sakura
Oprawa: miękka, obwoluta
Wydawnictwo: Waneko
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

LEPIEJ PÓŹNO NIŻ WCALE



Tak się złożyło, że moje nieco późniejsze dzieciństwo przypadało na lata, kiedy w Polsce zaczął się mangowy boom. Oglądałem „Czarodziejką z księżyca”, pokochałem „Dragon Balla”, uległem Pokémanii, czytałem magazyn „Kawaii” i z radością zaczytywałem się w próbie przeniesienia na polski grunt idei japońskich magazynów komiksowych jaką był „MangaMix”. Niektóre z mang publikowanych tam w odcinkach doczekały się w końcu wydań tomikowych, inne nie. Tak dotąd było m.in. z uroczym tworem pań z grupy Clamp, „Card Captor Sakura”, który teraz jednak powraca z okazji dwudziestolecia istnienia wydawnictwa Waneko, dając czytelnikom z nad Wisły nadzieję, że w końcu przeczytamy całość. I warto po rzez sięgnąć, bo to kawał dobrego komiksu, który obudził we mnie niejeden sentyment nie tylko związany z czytaniem tej opowieści przed laty w odcinkach.



Sakura Kinomoto chodzi do czwartej klasy szkoły podstawowej. Ma brata, którego kocha, nawet jeśli ten jej dokucza, fajnego tatę, świetną przyjaciółkę i tylko mamy jej brak, bo zmarła, gdy dziewczynka była bardzo mała. Jej życie wygląda zupełnie normalnie, ale to tylko pozory. Pewnego dnia bowiem znajduje magiczną księgę, z której wyzwala moc, a także uwalnia Kerberosa – jej strażnika. Od teraz czeka na nią niezwykłe zadanie, musi wytropić i złapać wszystkie magiczne karty, których moc zagraża światu. Nie jest to łatwe, bo dotarcie do każdej z nich oznacza walkę z potężnym przeciwnikiem. Tak zaczyna się niesamowita przygoda dziewczynki!



Kiedy seria „Card Captor Sakura” debiutowała w Polsce przed siedemnastu laty, szał „Pokémonów” już przygasł, niemniej Polsat zaczynał już próbować podbijać serca widzów kolejnymi podobnymi animacjami, od „Yu Gi Oh!” zaczynając, na „Beyblade” skończywszy. Aż dziwne, że wtedy nie doczekała się serii tomikowej, skoro idealnie wpasowywał się w tą stylistykę. Jak to jednak mawiają, lepiej późno niż wcale, szczególnie gdy opowieść jest naprawdę dobra, a tak jest właśnie w przypadku „Sakury”. Jako nastolatkowi opowieść ta bardzo przypadła do gustu, trochę obawiałem się, jak wypadnie po latach, ale nadal jest to świetna rzecz. Dla młodszych, to prawda, ale w starszych, pamiętających czasy Pokémanii, obudzi wiele sentymentów i ciepłych uczuć.



Bo to właśnie dzieło utrzymane w klimatach hitów z tamtych lat. Sympatyczna, dziecięca bohaterka, zbieractwo, walki, fantastyka… Czyta się to lekko, szybko i bardzo przyjemnie. „Sakura” ma też swój interesujący klimat, potrafi zaintrygować, a przy okazji jest też znakomicie wykonana. Jak na dzieło pań z Clampa całość wydawać się może jednak jakaś inna. Nie ma tu czerni, wszędobylskiej symboliki, bogactwa rastrów i detali. Wszystko jest jasne, lekkie, zwiewne, bardzo delikatne – coś jak „Chobits” tych samych autorek. Ale do „Card Captor Sakura” pasuje to doskonale.



Wszystko to, łącznie z bardzo ładnym wydaniem (lśniąca okładka!), składa się na znakomitą mangę wartą polecenia wszystkim młodym czytelnikom i odbiorcom, którzy z nostalgią wspominają początki mangowego boomu w naszym kraju. Ale nawet abstrahując od tego to kawał dobrej mangi, absolutnie wartej poznania. Polecam i czekam na więcej.