reklama baner reklama

Nowe Teksty

Okładka miesiąca: listopad 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Who Watches the Series?
Pawełek o serialu "Strażnicy"
Udany powrót Godzilli
Pawełek o filmie "Godzilla II. Król Potworów"
Wizyta w Królestwie Traw
Słoński o "Grass Kings. Tom 3"
Swoboda idzie z duchem czasu
Sławiński o "Osiedle Swoboda. Centrum"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Obaner

Komiks

Superbohaterowie Marvela #37: Ghost Rider

Superbohaterowie Marvela #37: Ghost Rider

Scenariusz: Roy Thomas, Gary Friedrich, Daniel Way
Rysunki: Mike Ploog, Javier Saltares, Mark Texeira, Richard Corben
Wydanie: I
Data wydania: Maj 2018
Seria: Superbohaterowie Marvela
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Hachette
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

arcytwory -

No to w drogę!

„Ghost Rider” nigdy nie był bohaterem, którego jakoś szczególnie lubiłam. Nigdy nie mogłam się do niego przekonać.

Tak samo nie przekonał mnie do niego debiut postaci w świecie Marvela. Czytając wielokrotnie po głowie chodziła mi myśl: „Przepraszam, co?”. Mówiąc krótko – autorzy baaaardzo luźno puścili wodze wyobraźni. Popłynęli głęboko nawet jak na komiksy tego wydawnictwa. Widać, że byli jak psy spuszczone ze smyczy. Dlaczego? W tamtym okresie twórcy komiksów na nowo mogli zacząć rysować komiksy o potworach. Marvel nie czekał więc z założonymi rękami i od razu zabrał się do pracy. Przez to wyszło takie cudo. Jednak samego Ghost Ridera jako motocyklisty z płonącą czaszką jest mało w tym zeszycie. Bardziej skupiono się na jego genezie, na tym, jak doszło do przemiany w Ghost Ridera. A z tego wyszła prawdziwa telenowela, postacie ciągle się kłóciły i godziły. Do tego ciągle na ten sam temat (wyszło 3 razy na niecałe 15 stron rysunków, to chyba jakiś nowy rekord).

Jeszcze co do rysunków w debiucie – są one typowe dla komiksów z lat siedemdziesiątych. Nic odkrywczego, ale źle też nie jest. Ujdzie w tłumie.

Natomiast główna historia podobała mi się bardziej, ale tylko do pewnego miejsca.

Pierwsze, co mnie kupiło, były rysunki. Po prostu zakochałam się w nich! Przy takiej kresce mogłabym czytać nawet głupsze historie. Ale ta w tym komiksie taka nie jest. Znaczy do najmądrzejszych nie należy, ale czyta się bez chwytania się za głowę z zbyt dużego natężenia debilizmu na stronę rysunków. Ot, przyjemnie czytadło na oderwanie się. Taka lektura w sam raz na jeden wieczór. Bo czyta się szybciej niż Ghost Rider mknie po szosie.

Ale jak wspomniałam, podobało mi się tylko do pewnego momentu. Ta chwila nastąpiła na początku szóstego z siedmiu zeszytów serii. Pierwsze, co mnie uderzyło, to mocno zauważalna zmiana rysownika. I zmiana nie była na lepsze, bo rysunki podobały mi się o wiele mniej, żeby nie powiedzieć, że wcale. Co im się nie podobało w poprzednich? Ale nie tylko rysunki były w tych dwóch zeszytach na minus. Ucierpiała też fabuła komiksu. Do teraz nie do końca wiem, o co w nich chodziło i jaka była ich puenta.

Podsumowując – zaczęło się dobrze, ale skończyło słabo. Z czystym sumieniem polecić nie mogę, ale jak nie macie innego komiksu do poczytania to możecie sięgnąć po ten.