reklama baner reklama

Nowe Teksty

Zadra poszukuje prawdy
Gierszewski o 2. tomie "Gnata"
Legendy z innej epoki
Zimiński o "Legendy naszych czasów"
Zimna wojna nigdy się nie skończyła
Grygiel o 2. tomie "Panisher MAX"
Walentynki na strychu
Panic o "Spider-Man. Niebieski"
Rodzinne sprawy Star Lorda
Kleszcz o 4. tomie "Strażników Galaktyki"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Komiks

Uncanny X-Men #04: Kontra SHIELD

Uncanny X-Men #04: Kontra SHIELD

Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Kris Anka, Chris Bachalo
Tusz: Tim Townsend
Wydanie: I
Data wydania: 25 Październik 2017
Seria: Uncanny X-Men, Marvel Now
Tytuł oryginału: Uncanny X-Men, Vol. 4: Vs. S.H.I.E.L.D.
Rok wydania oryginału: 2014
Wydawca oryginału: Marvel
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165x255 mm
Stron: 120
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328119635
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...
Czwarty tom serii o mutantach z tajnej szkoły Charlesa Xaviera. Cyclops i jego X-Men mają dość tego, że ktoś wciąż na nich poluje. Konflikt z SHIELD wydaje się nieunikniony, lecz jej dyrektorka utrzymuje, że nie wie, kto stoi za atakami sentineli.

Sytuację pogarsza Mystique, która podszywa się pod Dazzler – łączniczkę SHIELD do spraw mutantów. Tymczasem w wyniku zdarzeń przedstawionych w Grzechu pierworodnym odnajduje się testament Charlesa Xaviera. Zawarta w nim tajemnica może oznaczać koniec X-Men...

Scenariusz tego albumu napisał wielokrotnie nagradzany Brian Michael Bendis (All-New X-Men, Strażnicy Galaktyki), a autorami rysunków są Chris Bachalo (Amazing Spider-Man, X-Men) i Kris Anka (Captain Marvel, X-men).

[opis wydawcy]

Galerie

Uncanny X-Men #04: Kontra SHIELD Uncanny X-Men #04: Kontra SHIELD Uncanny X-Men #04: Kontra SHIELD

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

PIERWORODNY GRZECH X-MENÓW



Kiedy zacząłem czytać „All-New X-Men” i seria przypadała mi do gustu, nie sądziłem, że jednocześnie sięgnę po drugi tytuł z mutantami, „Uncanny X-Men”. Nie chciałem angażować się w zbyt wiele opowieści, wystarczyło mi to, co miałem, skoro było tak dobre, ale ostatecznie sięgnąłem także i po analogiczny cykl. Skoro pisał go ten sam scenarzysta, znakomity Brian Michael Bendis, czy mogłem postąpić inaczej? I dobrze, że tak się stało, bo oba tytuły szybko zaczęły przenikać się wzajemnie, a teraz już na całego kontynuują swoje wątki. Jednocześnie wraz z tym tomem łączą się z wydanym niedawno eventem „Grzech pierworodny”, wywołując kolejną rewolucję w hermetycznym świecie gatunku obdarzonego niezwykłymi mocami.



Dyrektor SHIELD, Maria Hill, zjawia się w Atlancie w domu Hijacka. Chociaż doskonale wie, że wszystko to, tak jak poprzednie interwencje, jest wynikiem manipulacji Scotta, i tak zamierza poznać lokalizację kryjówki X-Men. Tymczasem Scott wykrywa Cerebro trop nowego, potężnego mutanta. Wraz ze swoimi ludźmi i uczniami wyrusza na miejsce, ale niestety nic nie idzie tak, jak to sobie zaplanował. U celu znów czekają na nich sentinele, a jakby tego było mało, tym razem potrafią blokować ich moce. Mutanci cudem uchodzą z życiem, ale ta kropla przelewa czarę goryczy. Cyclops decyduje się raz na zawsze załatwić tę sprawę. Jeśli za atakami stoi SHIELD, zacznie z nimi wojnę – tak samo, jeśli okaże się, że choć wiedzą o całej sprawie, nic nie robią. Jak ta sytuacja wpłynie na X-Menów? Kto i dlaczego wysyła sentinele? I czy fakt, że Mystique wcieliła się w Dazzler i zajęła jej miejsce w SHIELD może tu cokolwiek zmienić?

Tymczasem dochodzi do wydarzeń znanych jako „Grzech Pierworodny”. Gdy za sprawą oka Watchera wychodzą na jaw długo skrywane sekrety, odnaleziony zostaje testament Charlesa Xaviera, a to co w sobie zawiera może wywrócić życie X-Men o sto osiemdziesiąt stopni. Czym to wszystko się skończy?



Bendis trzyma formę. Scenarzysta obu serii o mutantach wydawanych w ramach Marvel Now, swoją opowieść zaczął w znakomity sposób i nawet kiedy akcja niektórych tomów zwalniała, nie zawodził. Tak samo jest w tym przypadku, choć o zwolnieniu tempa nie ma tutaj mowy. W „Uncanny X-Men kontra SHIELD” ciągle coś się dzieje, ale ważniejsze jest to, że scenarzysta rozwija najistotniejsze wątki, robiąc to w znakomitym stylu, i dodając przy okazji nowe. Czy odpowiada na pytania, które od początku serii stawiał? Przekonajcie się sami. Warto, jak zawsze zresztą.



Niezawodna fabuła Bendisa zyskała też znakomitą szatę graficzną. Najbardziej cieszy fakt, że pięć z siedmiu zebranych tu zeszytów zilustrował Chris Bachalo. Uwielbiam prostotę jego cartoonowego stylu. Tę klarowność i lekkość połączone z ciekawym przestawieniem tła, które jakże często zdobią przerobione komputerowo zdjęcia. Kris Anka, który przejmuje rolę rysownika na dwa numery także nie zawodzi, choć przy Bachalo wypada blado. Operuje bowiem kreską czystą, nieskomplikowaną, ale też i bez większego charakteru. Ot dobra rzemieślnicza robota, kolokwialnie mówiąc. Do tego dochodzą też prace innych artystów, którzy przygotowali okładki alternatywne i przyjemny dla oka kolor.



Połączcie to wszystko razem, dodajcie fakt, że ten tom, przy zachowaniu stałej ceny jest solidnie pogrubiony i tradycyjnie znakomite wydanie, i otrzymacie komiks, które powinien znaleźć się na półce miłośników X-Men. Nie sam w sobie, ale razem z pozostałymi częściami serii. Wszystkie bowiem układają się w jedną, znakomitą opowieść, którą czyta się po prostu z wypiekami na twarzy, a perspektywy na przyszłość („Przygoda w świecie Ultimate”, „Mutant Omega”) malują się nad wyraz intrygująco. Dlatego też gorąco polecam bendisowskich X-Menów Waszej uwadze.