reklama baner reklama

Nowe Teksty

Za 100, za 300 - październik 2017
Chmielewski typuje październikowe zakupy komiksów
Kotka na gorącym, blaszanym dachu
Sławinski o "Catmowan. Nie ma lekko"
Nowa przygoda Kubatu i Kaja
Gierszewski o 3. tomie "Kubatu"
Zbędne zabójstwa
Chmielewski o 1. tomie "Akame Ga Kill!"
Gra w kotka i myszkę
Chmielewski o 3. tomie "Inspektor Akane Tsunemori"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Komiks

Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton

Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton

Scenariusz: Laurent Gerra, Jacques Pessis
Rysunki: Achde
Wydanie: I
Data wydania: 17 Sierpień 2017
Seria: Lucky Luke
Tytuł oryginału: Lucky Luke 78.
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: A4
Stron: 48
Cena: 24,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127449
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...
Przebywający w więzieniu Daltonowie dowiadują się, że mogą wyjść na wolność, jeśli zaopiekują się swoim małym krewniakiem Emmettem Juniorem. Co więcej, mają wieść dostatnie życie w wielkiej rezydencji zarządzanej przez kamerdynera! Jest tylko jeden haczyk: muszą pozostawać po kuratelą Lucky Luke’a. Samotny Kowboj ma również sprawować opiekę nad prawidłowym wychowaniem Juniora. Wypełnienie tych wszystkich zadań okaże się dla Luke’a bardzo trudnym zadaniem. Cykl Lucky Luke był przez wiele lat tworzony przez mistrzów komiksu Morrisa i Goscinnego, a po ich śmierci jest kontynuowany przez uznanych francuskich autorów. Rysownik Achdé jest współtwórcą kilkunastu serii humorystycznych takich jak Big Twin, Esmeralda czy Kid Lucky. Równie znani są scenarzyści: Laurent Gerra (Grandes gueules) i Jacques Pessis (Spaghetti). [opis wydawcy]

Galerie

Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

PRZESTĘPCZE WYCHOWANIE



Chociaż twórca Lucky Luke’a, Morris, zmarł już kilkanaście lat temu (podobnie jak autor, który jest z serią bardzo mocno kojarzony, czyli René Goscinny), jego bohater nadal ma się dobrze, a na rynku wciąż pojawiają się kolejne albumy. I są to całkiem udane opowieści, zabawne, dobrze pomyślane i zachowujące ducha oryginału. Szczególnie pod względem znakomitej szaty graficznej.



Poznajcie Daltonów. A właściwie jednego z nich. Myślicie, że już znacie? Błąd, chodzi o Boba, Grata, Billa i Emmetta, a raczej o tego ostatniego, który podczas niedawnego napadu ich bandy zarobił 23 kulki i przeżył! Co zatem z tym Emmettem? W przerwie między napadami miał krótki romans z tancerką z saloonu w wyniku czego na świat przyszedł chłopiec. Ponieważ ojciec zniknął, a matka wybrała się do Francji na tournée, zdecydowała się oddać dziecko pod opiekę krewnych ojca czyli braci Daltonów! O tym fakcie dyrektor więzienia informuje Lucky Luke’a, który ma pilnować przestępców. Dziecko nie może być wychowywane w zakładzie karnym, więc czterej więźniowie zostaną przeniesieni do domostwa, gdzie Luke i notariusz pilnować będą bezpieczeństwa i tego, czy chłopiec jest prawidłowo wychowywany. To jednak początek kłopotów, bowiem malec należy do dzieci charakternych, a sami Daltonowie zamierzają skorzystać z okazji i uciec, pozbywając się Lucky Luke’a, a może i przy okazji nieco zarobić…



„Wujaszkowie Dalton” to całkiem sympatyczny tom „Lucky Luke’a”. Może żarty nie bawią już tak bardzo, jak te wymyślane przez Morrisa czy Goscinnego, ale nadal serię czyta się lekko, przyjemnie i bez chwili nudy. Tytułowy bohater jak zwykle jest ostoją moralności i sprawiedliwości, Daltonowie bezustannie knują, Bzik wciąż niczego nie rozumie, a dziecko, jak można było się spodziewać, daje się bohaterom we znaki. Ciągle więc coś się dzieje, ciągle pojawiają się nowe problemy i gagi, a choć to wszystko już przecież w „Lukcy Luke’u” było, nadal sprawdza się bardzo dobrze.



Co ciekawe, sam Emmett Dalton nie jest postacią wymyśloną. Taki przestępca istniał naprawdę i naprawdę został postrzelony 23 razy w trakcie pewnego napadu, a mimo to przeżył. Jego dalsze losy dopowie Wam jednak już sam komiks. A warto po niego sięgnąć, jeśli lubicie postać kowboja strzelającego szybciej niż jego własny cień albo po prostu dobre, europejskie opowieści humorystyczne. Nieźle napisany, znakomicie zilustrowany – kreska jest identyczną z tą, do jakiej przyzwyczaił nas Morris, podobnie zresztą jak kolor – nadal cieszy i dostarcza dobrej zabawy. Dlatego też polecam, choć osobiście czekam na więcej klasycznych albumów.