reklama baner reklama

Nowe Teksty

Czerwony kryminał
Zimiński o 5. tomie "Skalpu"
Prawie jak Spider-Man
Tymczyński o 3. tomie "Deadpool Classic"
Komiksy na święta #2017
Chmielewski o wymarzonych reedycjach
Zmierzch szlachetnego dzikusa
Zimiński o 4. tomie "Skalpu"
Królik ronin i zagadka przeklętej świątyni
Grygiel o 31. tomie "Usagi Yojimbo"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Komiks

Superman #01: Syn Supermana

Superman #01: Syn Supermana

Scenariusz: Peter J. Tomasi, Patrick Gleason
Rysunki: Doug Mahnke, Mick Gray, Jaime Mendoza, Patrick Gleason, Jorge Jimenez
Wydanie: I
Data wydania: Wrzesień 2017
Seria: Odrodzenie, Superman
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165x255 mm
Stron: 156
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127661
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Pierwszy tom serii o Supermanie umieszczonej w realiach nowej kolekcji DC Odrodzenie.

Kiedy w historii Ostatnie dni Supermana (Droga do Odrodzenia) Człowiek ze Stali umarł, zdawało się, że wraz z nim zgasł na zawsze duch prawdy i sprawiedliwości. Ale z boku przyglądał się temu inny Superman – starszy, mądrzejszy, bardziej doświadczony – wraz z żoną, Lois Lane, oraz synem, Jonathanem Kentem. Teraz ten uciekinier ze zniszczonego świata wychodzi z cienia, gotów przejąć pałeczkę po swoim poległym odpowiedniku i wznieść się ku niebu jako największy ziemski superbohater. Nie jest on jednak jedynym ocalałym z Kryptona, który odbył podróż do tej rzeczywistości. Ważną rolę odegra w tej historii pewna sztuczna inteligencja, a jakie zadanie przypadnie w udziale synowi Supermana?

Autorami scenariusza komiksu są uznani twórcy: Peter J. Tomasi (Batman and Robin) i Patrick Gleason (Green Lantern Corps: Recharge), a rysunki wykonali: Doug Mahnke, Jorge Jimenez, Mick Gray, Jaime Mendoza, John Kalisz, Wil Quintana oraz Alejandro Sanchez.

[opis wydawcy]

Recenzja

Złota kryptońska młodzież, Tomasz Kleszcz

Galerie

Superman #01: Syn Supermana Superman #01: Syn Supermana Superman #01: Syn Supermana

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

wkp -

STARY-NOWY SUPERMAN



Żadna regularna seria z „Odrodzenia” nie pociągała mnie tak bardzo, jak „Superman” właśnie. Dlaczego? Po latach omijania komiksów z tym herosem szerokim łukiem, wróciła mi na nie ochota, to po pierwsze. Po drugie, bardzo optymistycznie nastawiły mnie do niej dwa albumy wydane niedawno, „Lois & Clark” oraz „Ostatnie dni Supermana”. Trzecim i ostatnim powodem był fakt, że opowieść ta przywracała w nowej odsłonie wszystkim doskonale znane opowieści z przeszłości, co otwierało przed serią wielkie możliwości. Szczególnie, że posiadała także kilka własnych, intrygujących nowych elementów. I póki co „Superman” nie zawodzi, oferując dobrą, pełną akcji rozrywkę atrakcyjną zarówno dla nowych odbiorców, jak i starych wyjadaczy komiksowego chleba.



Superman zginął. Nie był to jednak ten Superman, którego wszyscy tak dobrze znaliśmy a jego młodsza wersja, jaka broniła świata po „Flashpoincie”. Starszy Clark Kent przyglądał się jego działaniom z ukrycia, z ukrycia także sam czasem działał, jednak teraz stoi przed wyborem czy nadal zachować ten stan rzeczy, czy zastąpić zmarłego herosa. Najpierw jednak chce przekonać się czy zabity Superman nie wróci tak, jak on, zza grobu. Niestety by jego zmartwychwstanie się dopełniło, potrzebna jest matryca regeneracyjna, a tej nie ma w fortecy. Dlatego też póki nie uda się jej znaleźć, starszy Clark zakłada strój bohatera i rusza do akcji. Zmagania z przestępcami to jednak najmniejszy z jego problemów. Oto bowiem jego syn zaczyna przejawiać niezwykłe zdolności, a jakby tego było mało na Ziemi zjawia się Eradictor, który w obronie kryptońskiego genomu jest gotów zabić każdego, kto nie spełnia jego wymagań – nawet jeśli płynie w nim krew rodu El…



Nie jestem miłośnikiem komiksów, które po raz kolejny opowiadają te same historie na nowo, jednakże „Superman” wydawany w ramach „Odrodzenia” nie jest to końca tego typu historią. Coś się zmieniło, wydarzenia eventu „Odrodzenie uniwersum DC” uświadomiły czytelnikom, że bohaterom odebrano dekadę z ich życia, czas nie do końca się cofnął, jednak do wielu wydarzeń nie doszło i teraz rzeczywistość nadrabia ich brak. Oczywiście wszystko to jest inne, ma inny przebieg i nie wiadomo właściwe, które z kluczowych momentów powrócą w nowej wersji. Szczególnie, że ta seria różni się w znacznym stopniu od pozostałych. Czym? Bohaterowie „Batmana” czy „Ligii Sprawiedliwości” są odmłodzeni o dekadę, nie tak doświadczeni, jak kiedyś i nieswiadomi tego, co się dzieje. Superman też taki był, ale zginał w poprzednim albumie, a jego miejsce zajął ukrywający się Clark Kent sprzed „Flashpointu”, który doprowadził do wszystkich tych zmian. Wie więc czego może się spodziewać i pamięta, co było kiedyś, a dzięki temu stanowi łącznik między tym co stare i co nowe. I to łącznik bardzo udany.



Fabularnie przygody Supermana są dobrze napisane, równie dobrze poprowadzone i ciekawe. Dzieje się dużo, regularni czytelnicy, szczególnie ci, którzy dobrze pamiętają czasy przygód tego bohatera wydawane przez TM-Semic, znajdą tu wiele smaczków. A każdy miłośnik superhero dostanie porcję naprawdę dobrej zabawy.



I dobrze przy tym narysowanej. Ekipa rysowników znana po części z „Ostatnich dni Supermana” dobrze czuje tę opowieść. Owszem szata graficzna jest dość typowa dla amerykańskiego komiksu środka, ale udana i zachęcająca do poznania całości, choć czasem zbyt mocno cartoonowa czy ciążąca w stronę mangi.



Warto też wspomnieć słówko o samym wydaniu. Wcześniejsze komiksy z DC Egmont wydawał w twardych oprawach lub edycjach Deluxe, a to oznaczało także wyższą cenę. Teraz albumy są tańsze, publikowane tak, jak seria Marvel Now, a więc w miękkiej okładce, ale na dobrym papierze kredowym. I takie rozwiązanie osobiście lepiej mi pasuje, niż wcześniejsze, bo i komiksy zajmują mniej miejsca, i cena (przy solidnej ilości stron) pozostaje atrakcyjna. Jeśli więc lubicie dobre opowieści superhero, albo macie ochotę na konkretną zabawę w towarzystwie Supermana, polecam gorąco, bo warto po ten album sięgnąć.