reklama baner reklama

Nowe Teksty

Ta historia jest prawdziwa
Kamiński o "Faksie z Sarajewa"
A może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady?
Sus o "Miesiącu miodowym na safari"
Krajobraz po bitwie
Sławiński o 8. tomie "Batmana"
Za stówę, za trzy - maj 2017
Chmielewski typuje majowe zakupy komiksów

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Książka

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

Autor: Marek Raczkowski, Magda Żakowska
Okładka: Marek Raczkowski
Ilustracja: Marek Raczkowski
Wydanie: I
Data wydania: Styczeń 2013
Oprawa: miękka
Format: 140x225 mm
Stron: 334
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
ISBN: 9788377000663
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!
Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki - czy to prawda, czy kolejna prowokacja Marka Raczkowskiego, jednego z najpopularniejszych rysowników? Książka do czytania i oglądania – kilkadziesiąt fantastycznych rysunków Raczkowskiego i po raz pierwszy publikowane zdjęcia z baaaardzo prywatnego archiwum.

Magdzie Żakowskiej, która przepytuje go z całego życia mówi tak:


Na co wydałeś zaliczkę na książkę?

– Chyba na dziwki i kokainę. 

Ile czasu ci to zajęło?

– Kilka godzin? Tyle co pójść do bankomatu, wypłacić pieniądze i wydać. Ale zaraz, zaraz – zapłaciłem też zaległy czynsz i trochę dałem dziecku. Nie miałaś problemu ze znalezieniem stolika? [Rozmowy do tej książki nagrywaliśmy w dwóch miejscach – z reguły zaczynaliśmy w restauracji przy ulicy Chocimskiej, a kończyliśmy w pobliżu, w mieszkaniu Marka Raczkowskiego.]

Nie. Jak powiedziałam, że umówiłam się tu z tobą, kelner uśmiechnął się wymownie i natychmiast znalazł się stolik.

– Bo ja tu jestem stałym gościem. Jak wstaję, z reguły popołudniu, koło 16, to piję kawę. Potem jem kanapki popijając whiskey lub wódką, a wieczorem jem tutaj – tatara z tuńczyka i halibuta, suma albo wołowinę. Często w towarzystwie kobiet, ale rzadko się powtarzają. I od razu muszę sprostować – nie do końca prawdę powiedziałem, bo jest kilka takich kobiet, które zapraszam tu często. Staram się być teraz bardziej prawdziwy niż jestem. Bo jeśli chodzi o tę książkę, przede mną stoi trudne zadanie. Muszę bowiem pokonać w sobie wstyd, który nieustannie odczuwam. Dojmujący, prawdziwy, fałszywy wstyd.

Na czym on polega?

– Dojmujący, prawdziwy, fałszywy wstyd polega na tym, że człowiek chce siebie pokazać w lepszym, czyli fałszywym świetle. Na przykład nie przyznaje się do zażywania narkotyków, ani do częstego zmieniania partnerek. Człowiek, który zażywa za dużo narkotyków, mówi na przykład, że owszem, wie, co to narkotyki, ale zażywa je nieregularnie, od okazji do okazji. Mało kto mówi całą prawdę. To jest fałszywy wstyd. I on jest autentyczny. 

Chyba nie masz racji. Fałszywy wstyd, ten autentyczny, polega na tym, że nie czujesz wstydu, ale wiesz, że w danej sytuacji powinieneś go czuć i dlatego go udajesz. Chyba.

– Na jedno wychodzi. Czy można bezkarnie przyznawać się do ćpania? Czy to nie jest autodenuncjacja? Z jednej strony wydaje mi się, że organy ścigania powinny marzyć o tym, żeby jakiegoś celebrytę złapać, jak ostatnio Korę, ale może tak nie jest? Bo co oni teraz mają z tą Korą zrobić?! Maciek Zembaty powiedział kiedyś publicznie, żeby go po śmierci spalić i wciągać nosem, bo w dużej części składa się z czystej kokainy. I nic złego go z tego powodu nie spotkało.

To początek rozmowy. A dalej jest jeszcze ciekawiej...

[opis wydawcy]

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-