dd1

Lucky Luke. Kuzyni Daltonów ---- :: Sprawdź komentowany komiks.

:: Sprawdź komentowany komiks. ---- :: Sprawdź komentowany komiks.

dd

Tutaj możesz komentować wszystkie wiadomości pojawiające się w naszym serwisie komiksowym.

Moderatorzy: ljc, charlie_cherry

Lucky Luke. Kuzyni Daltonów

Postautor: wkp » pt 01.03.2019 6:34

POCZĄTEK DALTONÓW

Tradycyjnie, jak co drugi miesiąc, wydawnictwo Egmont serwuje nam właśnie dwa kolejne tomy serii „Lucky Luke”, a pierwszym z nich jest klasyczny album do scenariusza René Goscinnego, „Kuzyni Daltonów”, pochodzący z samych początków przygody tego autora z serią. Jak zwykle w przypadku tego scenarzysty, całość jest lekka, zabawna, niegłupia i wciągająca. Tak co prawda w serii jest właściwie zawsze, ale w tych wczesnych tomach wszystko wciąż jest świeże i pozbawione wtórności, która czasem w późniejszych latach gościła na stronach komiksów o przygodach najszybszego kowboja na Dzikim Zachodzie.

Daltonowie to przestępcy, przed którymi drży Dziki Zachód. Co prawda Lucky Luke zdołał się z nimi rozprawić, ale ich kuzyni chcą pójść w ich ślady. Nie są jednak zbyt obeznani z przestępczym fachem, dlatego zaczynają swoiste szkolenie na prawdziwych bandytów, których nazwisko stanie się postrachem. Jednocześnie chcą zemścić się na dzielnym kowboju za to, co zrobił ich krewnym, ale jak przebiegnie ich spotkanie? I jak potoczy się ich kariera?

Lucky Luke bez Daltonów jest jak Batman bez Jokera, Spider-Man bez Zielonego Goblina czy Smerfy bez Gargamela. Po raz pierwszy, na krótką chwilę pojawili się w pierwszym albumie serii, ale dopiero w tym zaliczyli swój pełnoprawny debiut, by potem pojawić się jeszcze w trzydziestu pięciu tomach. Inspirowani prawdziwymi przestępcami, braćmi Daltonami (którzy swoją drogą też pojawili się w komiksach), stali się głównymi czarnymi charakterami cyklu i nie mogły się bez nich obyć także filmy o przygodach dzielnego kowboja. Wszystko jednak, co przesądziło i sukcesie tych postaci, zaczynając od charakterów, a na pechu skończywszy, zostało zapoczątkowane właśnie w dwunastym albumie „Lucky Luke’a”. A Goscinny, swoim zwyczajem zresztą, wszystko to zrobił w naprawdę znakomitym stylu.

Jak zawsze więc jest śmiesznie, dowcipy są różnorodne, bo zarówno słowne, sytuacyjne, jak i obrazkowe, a w nich nie brak zarówno tych prostych i niewysublimowanych, jak i autentycznej satyry. Mnóstwo tu też przygód i szybkiej akcji, bo tego wymagamy od westernu, nawet jeśli opowiedziany jest bez zbytniej powagi, a całość posiada sporo uroku i świetny klimat. Owszem, mimo odwołań do autentycznych wydarzeń z przeszłości, trudno jest tu szukać historycznych realiów, ale tego nikt przecież nie oczekuje. Świat Dzikiego Zachodu jest więc ukazany przez pryzmat popkulturowego jego postrzegania, a na dodatek odbity w krzywym zwierciadle. Ale dzięki temu zarówno miłośnicy, jak i przeciwnicy opowieści o kowbojach, znajda tu coś dla siebie.

Tym bardziej, że całość jest naprawdę znakomicie zilustrowana (choć pod pewnymi względami Morris wciąż w części tej szukał jeszcze pewnych elementów swojego stylu), a także świetnie wydana. Dobrze więc, że Egmont po raz kolejny wznawia całą serię, bo to mimo upływu lat jakże wciąż atrakcyjna opowieść godna polecenia wszystkim miłośnikom komiksu. Ten tom natomiast to jeden z najważniejszych jej epizodów i nie znać go, jeśli lubicie Lucky’ego Luke’a po prostu nie wypada.
wkp
Paladyn
Paladyn
 
Posty: 939
Rejestracja: wt 07.03.2017 13:38

Wróć do Komentarze i opinie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Ansmeva i 1 gość

cron