reklama baner reklama
baner

Recenzja

Leonard #2: Nadal jest geniuszem!

Yaqza, Yaqza recenzuje Leonard #2: Leonard nadal jest geniuszem!
Witajcie, moi drodzy. Zapewne zastanawiacie się, z kim macie do czynienia. Możecie mówić mi Leonard. Chociaż właściwie wolę "Mistrzu". Albo "Geniuszu". Tak, to może być. I nie, wbrew temu, co sądzicie nie jestem megalomanem- ja naprawdę jestem geniuszem. Nie jakimś tam podwórkowym spryciarzem, nie szarlatanem oszukującym prostych, pozbawionych inwencji twórczej ludzi. Po prostu geniuszem.
Właściwie mogę wymyślić wszystko- wiecie jak to jest, kiedy setki myśli mkną nieprzerwanym strumieniem przez głowę? A nie, przepraszam, zapomniałem, nie możecie wiedzieć. W końcu nie jesteście mną. Ale spróbujcie wytężyć wyobraźnię- przynajmniej na tyle powinno być Was stać. Tak więc wciąż coś wymyślam- maszynę do robienia "zdjęć" (tak to nazwałem, fajnie, co?), nowy rodzaj broni, cygara hawajskie, zasysacz brudu (wyszło mi trochę coś innego niż zamierzałem, ale też było genialne), wykrywacz metalowych przedmiotów i masę innych rzeczy, które Wam, moi drodzy, mogą się tylko przyśnić. Ba! Nawet pomogłem memu uczniowi zbudować domek w którym mógłby spędzać weekendy...
A propos mojego ucznia- to uroczy młodzian. Trochę przygłupi, leniwy i pozbawiony celu w życiu, ale uroczy. Bez niego nie miałbym na kim sprawdzić wielu wynalazków- to on z reguły przyjmuje na siebie impet pędzącego ku nam zagrożenia, dzięki czemu ja mogę spokojnie pracować dalej. Ale cóż- taki podział ról. To ja tu jestem geniuszem, a on pomocnikiem. Chociaz przyznam, że nawet jemu (dziwne to ale prawdziwe) zdarzają się przebłyski geniuszu. No cóż- kiedy pracuje sie z kimś takim jak ja jest to chyba nieuniknione,
Żebym nie zapomniał- mamy też kota i myszę. Za każdym razem, kiedy coś tworzę (tak, nie bójmy się tego słowa) pałętają się koło mnie i wyczyniają jakieś straszliwe fanaberie- a to jeden drugiego zdzieli wiadrem w głowę, a to znowu strzelają do siebie z łuku...Ale nieważne, w końcu to i tak ja jestem tutaj najważniejszy, nieprawdaż? No, chyba, że macie odmienne zdanie...Dajcie mi sekundkę, gdzieś tu miałem swój nowy wynalazek do uderzania ludzi w twarz...Będzie niepotrzebny? A, skoro tak...


Dziękujemy już Leonardowi- rozmowa z nim to prawdziwe wyzwanie dla moich nerwów. To fakt, że czasem coś tam sobie wymyśli, ale żeby od razu geniusz? I do tego wtrynił mi się do recenzji. Zupełny brak manier.
A jak to wygląda z mojego punktu widzenia? (Jest już poza zasięgiem słuchu, chyba mogę mówić śmiało...). "Leonard" (chyba powinno być "Leonardo") to jeden z tych komiksów, które konsumuje się w locie. Prosty, łatwy, przyjemny- w sumie nic nadzwyczajnego. Ale kiedy zaczynamy czytać, może się spodobać. Szczególnie miłym dla oka dodatkiem są zachowania wspomnianych przez Mistrza (chyba "Miszcza") zwierzaków- często łapałem się na tym, że to ich działania obserwuję zamiast skupić się głównym wątku opowieści. Same historie mają z reguły po kilka stron i wyraźnie zaznaczone komediową puentę. Niby nic szczególnego, wszędzie tego teraz pełno, ale czyta się przyjemnie. Pomysły rewolucyjne może nie są, ale przyznać trzeba że sam charakterek Leonarda dodaje komiksowi uroku- megaloman zapatrzony w siebie; typowy geniusz nie zwracający uwagi na otaczający go świat a do celu idący po trupach (które zresztą zauważa dopiero wtedy, gdy stos ciał zagrodzi mu drogę...wtedy wymyśla coś, by ten stos uprzątnąć). Co innego jego pomocnik- trudno tu nie zgodzić się z samym Geniuszem, chociaż wydaje mi się że ociężałość ucznia może wynikać także z obrażeń zadanych podczas udziału w eksperymentach swego mentora.
Co do kreski Turka to dziwnie kojarzy mi się ze stylem Peyo. Dość prosta (chociaż rysownik zadbał, by na kadrach nigdy nie brakowało przeróżnych szczególików)- to nie wada, ale niestety... pozbawiona wyrazu. Ta kreska niczym nie zaskakuje, nie wywołuje zachwytu- to dałoby się jeszcze przeżyć, ale co gorsza- ona nie wywołuje żadnej reakcji! Po prostu jest. I tyle można o niej powiedzieć. Chociaż kot wygląda porządnie- z miejsca zyskał moją sympatię. Poza tym rysownik nie zachwyca swą pracą.
Podsumowując- nie jest to komiks najlepszy. Ma pewne plusy, ale w natłoku tytułów na naszym rynku ginie zdeptany przez lepsze pozycje (chociażby "Cubitusa"). Ale nie jest też tragiczny, o nie. To typowy średniak. I ocena też będzie w tych okolicach.

Opublikowano:



Leonard #2: Leonard nadal jest geniuszem!

Leonard #2: Leonard nadal jest geniuszem!

Scenariusz: Bob de Groot
Rysunki: Philippe Liegeois
Wydanie: I
Data wydania: Styczeń 2003
Seria: Leonard
Tytuł oryginału: Leonard est toujours genie!
Rok wydania oryginału: 2001
Wydawca oryginału: Lombard
Tłumaczenie: Teodozja Wikarjak
Druk: kolor
Oprawa: kartonowa
Format: 21 x 29 cm
Stron: 52
Cena: 15,90 zł
Wydawnictwo: Podsiedlik-Raniowski i spółka
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-