Nowe Teksty

Coś się kończy, coś się zaczyna
Tymoteusz Wronka o "Łasuch #03"
Danie w sosie słodko-gorzkim
Wronka o "Chew #12: Czarna polewka"
Pewnego razu w kinie
Pawełek o filmie "Pewnego razu... w Hollywood"
Spalone kurczaki
Chmielewski o 7. edycji Złotych Kurczaków
Wciąż niezwyciężony
Sławinski i "Invincible" #05-06

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Inhumans #1

Yaqza, Yaqza recenzuje Inhumans #1
Wyobraźmy sobie społeczeństwo, w którym nie ma dwóch takich samych osobników. Nie, nie, ludzie nas nie zadowalają- przez to jak się ubieramy , jaką „powłokę” nosimy, możemy być brani za zrodzonych z jednego miotu, a taka ewentualność nie spełnia warunków zadania. Wytężmy wyobraźnię i stwórzmy za jej pomocą naród, w którym każdy jeden obywatel różni się od drugiego. Ten będzie miał skrzydła i zieloną skórę, inny zamiast nóg pęciny- co samo w sobie uczyni z niego pół-centaura; kolejny zadziwi nas dziwacznymi odroślami na głowie czy długaśnymi przedłużeniami palców...czasami przemiana dotyczy tylko i wyłącznie wyglądu zewnętrznego. Kiedy indziej pojawiają się też inne niespodzianki- „dary”: umiejętność manipulowania elektrycznością, latanie, zdolność do kontrolowania swych włosów (!) na poziomie zbliżonym do sterowania każdą inną kończyną....
Poznajcie Inhumans- rasę istot zamieszkujących miasto Attilan, odseparowane od reszty ludzkości szczelnym, nie pozwalającymi nikomu ani niczemu przedostać się do wnętrza tego idyllicznego świata płaszczem z energetycznego pola.
Poznajcie Black Bolta, przywódcę tej społeczności, najpotężniejszego spośród nich, tego, którego słowo może obrócić w gruzy...i to dosłownie...całe miasta.
Poznajcie wreszcie jego brata, Maximusa, szaleńca (?) który dokonał zamachu stanu próbując przejąć władze w tym państewku, a który pod ścisłą ochroną przetrzymywany jest w wiezieniu, z którego nie ma...a przynajmniej nie powinno być...ucieczki.
A teraz możemy już zacząć przygodę.

Kto jest bohaterem tego komiksu? Chyba cała społeczność, bo Paul Jenkins- scenarzysta „Inhumans”- opowiada w zasadzie o państwie i jego ludzie niż skupia się na jednym tylko wybrańcu...Oczywiście, poznamy Black Bolta (wykreowane przez scenarzystę realia w jakich żyje rzucają nowe światło na tę niezwykłą postać, podobnie zresztą jak na każdego chyba Inhumana-i za wprowadzenie tej indywidualności należą się Jenkinsowi wielkie brawa), potężnego przywódcę Inhumans; poznamy wspomnianego już przez mnie jego brata Maximusa; poznamy dzieci które dopiero co przeszły przez transmutację (proces uzyskiwania własnej „indywidualności”) zyskały nowe, właściwe tylko sobie kształty...Osią opowieści jest intryga zawiązana przez Maximusa dążącego do przejęcia władzy w państwie, chociaż znajdzie się miejsce i dla analiz gatunku Inhumans , i dla zbadania rekcji świata zewnętrznego- naszego świata- na pojawienie się tego typu istot w ich bezpośrednim sąsiedztwie...

Jenkins w niezwykle interesujący sposób rozpościera przed nami wizję społeczeństwa Attilanu- na pierwszy rzut oka ta idylliczna, utopijna enklawa budzić może podziw i wywoływać zachwyt, jeśli jednak przyjrzymy się bliżej temu „rajowi na ziemi” przekonamy się szybko, jak bardzo jest on podobny do naszej rzeczywistości. Już fakt, że rządzi w tym mieście-państwie jednostka najpotężniejsza daje sporo do myślenia-czy nie nasuwa to skojarzeń z teorią Darwina? „Przetrwają tylko najsilniejsi”...Można się także doszukiwać podziałów „kastowych”- w formie zbliżonej do tych znanych nam z Indii czy krajów Bliskiego Wschodu- jednostki które wyewoluowały tworząc unikalne byty momentalnie zyskują na znaczeniu- podczas gdy ci, którzy mieli mniej „szczęścia” znikają w tłumie...
Inhumans nie są społeczeństwem pozbawionym przywar- wystarczy zaobserwować reakcję tych, którzy dostali się do straży królewskiej- ich duma nie ma granic, momentalnie, bez oglądania się za siebie potrafią zapomnieć o przyjaźniach sprzed transmutacji, odrzucić wszystko co dotąd osiągnęli w imię zaszczytu, którego dostąpili.
Także fakt istnienia tzw. alfa-prymitywnych nie świadczy najlepiej o rasie „nieludzi”- wspomniane istoty to „muły”- pozbawione możliwości rozmnażania się stworzone przy pomocy zaawansowanej technologii „konie pociągowe” Attilanu zajmujące się maszynerią miasta i utrzymujące ją w stanie użyteczności. Na mocy paktu z Black Boltem istoty te zyskały tzw. „wolność”, co nie zmienia faktu, iż iż życie nic a nic się nie zmieniło od momentu gdy byli tylko niewolnikami... Cóż można więc powiedzieć o społeczeństwie które słabych ma się w pogardzie, a swą potęgę zawdzięcza po części pracy pod(w ich mniemaniu)ludzi?

Ale porzućmy na chwilę te dywagacje i porozmawiajmy o szacie graficznej komiksu-czyli jak się mają do treści rysunki Jae’a Lee? Polscy czytelnicy powinni pamiętać go powinni z naszych rodzimych wydań „X-men”, gdzie rysował kilka części „Pieśni Egzekutora”- każdy kto miał przyjemność widzieć ilustrowane przez niego numery przyzna mi chyba rację że Jae operował stylem uderzająco podobnym do stylu Simona Bisleya- szarpanym, dynamicznym, niezwykle ekspresyjnym i agresywnym. Na użytek jednak „Inhumans” kreska jego zmieniała się nie do poznania- autor postawił na skrajny realizm postaci, większą statykę rysowanych przez siebie scen- Jae nie oszałamia już czytelnika niezwykle dynamicznymi kadrami- teraz jeśli oglądamy właśnie walkę odnosimy wrażenie iż jest ona zbudowana z poszczególnych kadrów, nie ma w niej ciągłości...
Czy to źle? Z pewnością jest to spora odmiana po tym, co rysował wcześniej. Ale nie wydaje mi się by obecne prace wypadały gorzej. „Inhumans” poprzez wybranie takiego a nie innego stylu graficznego jest komiksem który z założenia odrzuca koncepcje wielkich bitew superherosów- to raczej opowieść o konkretnym społeczeństwie, próba jego analizy, także psychologicznej, co ważniejszych jednostek. Nie ma tu miejsca na okrzyki pokroju „Avengers assemble!” czy tym podobne banały. Jest za to czas na dysputy, koncepcje i projekty, zdrady i knowania...I dlatego właśnie styl jaki zaprezentował artysta jest jak najbardziej na miejscu. W końcu to nasz świat w nieco odmiennym wydaniu...

„Inhumas” to niezwykły komiks- mimo iż opowiada o społeczności nadistot nie jest popada w schematy, nie opowiada wciąż i wciąż na nowo o superbohaterach, ich potyczkach i niekończących się walkach z wiecznie powracającymi wrogami; nie, na to zwyczajnie byłoby tutaj szkoda miejsca. „Inhumans” to raczej opowieść o sprawowaniu władzy i drodze do niej- opowieść o elitach które z pewnością niejednokrotnie chętnie zrezygnowałyby ze swego stanowiska i siły dla jednego tylko dnia odpoczynku...i o ich podwładnych gotowych oddać wszystko za jeden dzień rządów.

Opublikowano:



Inhumans #1

Inhumans #1

Scenariusz: Paul Jenkins
Rysunki: Jae Lee
Wydanie: I
Data wydania: Wrzesień 2003
Seria: Inhumans
Tytuł oryginału: Inhumans Vol.2 No. 1-4
Rok wydania oryginału: 1998, 1999, 2000
Wydawca oryginału: Marvel
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Druk: kolor
Oprawa: kartonowa
Format: 17x26cm
Stron: 92
Cena: 22,90 zł
Wydawnictwo: Egmont
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-