reklama baner reklama
baner

Recenzja

Chobits #8

Yoghurt recenzuje Chobits #8
Stare, dobre przysłowie zwykło mawiać: „Dobre złego początki”. Zasada ta, ku memu niekłamanemu żalowi obowiązuje ostatnimi czasy wszędzie, co boli mnie niemiłosiernie. Zawiedzione nadzieje to jedna z gorszych rzeczy, jaka może się człowiekowi przytrafić. A do grona takowych nadziei dołączył niedawno Chobits.
Pierwszym tomem byłem zachwycony, przyznać sam muszę- niegłupia krecha, mało clampowska (czytaj- cukierkowata w granicach przyzwoitości) fabuła i spora dawka humoru złapały mnie w sidła i trzymały przez pierwsze trzy tomy. Jednak z czasem coś się zaczęło psuć, by osiągnąć apogeum miernoty w ostatnim (na szczęście), ósmym tomie serii.

Co spowodowało, że Czobity, które na samym początku mnie wciągnęły, na sam koniec pozostawiły mą skromną osobę skonsternowaną i z uczuciem, ze zostałem zrobiony w konia? Czy rysowniczkom zabrakło pary? A gdzieżby, kreska to jedyna rzecz, która do ostatniego tomu potrafiła cieszyć odbiorcę i wciąż stała na wysokim poziomie. Zawiódł natomiast pomysł na rozwiązanie fabuły w sposób sensowny, logiczny i spójny- scenariusz, który zdawał się doskonale rozkręcać został w okolicach 5 części położony i leciał już tylko w dół, nie podnosząc się choćby o milimetr.
Autorki, co widać gołym okiem, rozpoczęły zbyt dużo wątków, nie przemyślawszy wcześniej, jak w ogóle mają się zakończyć. Gmatwając do granic absurdu zawiłości scenariuszowe skutecznie zniechęciły mnie do czytania z każdym kolejnym tomikiem. Przegięcie w tym wypadku to raptem delikatny eufemizm- bardziej pasowałoby tutaj kilka dosadnych bluzgów w stronę studia CLAMP, ale tym razem sobie daruję.
Poza zupełnie nierealistycznym ciągnięciem niektórych zupełnie niepotrzebnych i nieistotnych elementów fabuły w nieskończoność (rozumiem jednak, że bez nich seria miałaby ze 3-4 tomy...) we znaki dają się okropne dłużyzny w głównej części fabuły, obracającej się wokół związku Hideki-Chii. W pierwszym i drugim tomie akcja sunęła wartko, sprawnie i bez przestojów, lecz każda następna część coraz bardziej poczynała wiać patosem, który w końcówce przybrał gargantuiczne rozmiary przemów, których nie powstydziliby się bohaterowie Dnia Niepodległości czy inszej amerykańskiej produkcji „ku pokrzepieniu serc”. Przemowy, które clampiary wkładają w usta pary głównych dramatis personae powinno się przepisywać jako lek na bezsenność- powieki same opadają od ilości miałkich tekstów o miłości w ostatnim tomie.

Kolejną niewybaczalną wadą Czobitów jest to, że autorki zapomniały o prostej zasadzie, mówiącej, iż nawet najlepszy dowcip, opowiadany kilkukrotnie, nie śmieszy. To, co bawiło za pierwszym razem- te wszystkie erotyczne aluzje i humor sytuacyjny- powtarzane w każdym kolejnym tomie stawało się nużące. Czytając pierwszą odsłonę uśmiałem się ze sceny z kiełkami soi i ze scenki z biustem rozmiar E (a zacny jest to rozmiar, zacny). Ale gdy podobne patenty zastosowano raz, drugi, trzeci- przestało mnie to w jakikolwiek sposób ruszać.

Zabicie świetnych dowcipów, ba, zarżnięcie ich bez skrupułów przez panie z CLAMPa, to największa bolączka serii, ale przewidywalne do bólu i nierealne zakończenie depcze po piętach w kategorii „największe zażenowanie” paru dziełom klasy Z. Zdradzać owego zakończenia nie będę, dość powiedzieć, że jest niezmiernie głupie, robi z głównego bohatera, wybaczcie kolokwializm, ciotę a z całości serii miast lekkiej i niewymagającej komedii bzdurny moralitet o miłości, poziomem zahaczający o kioskowe harlekiny. Płacz i zgrzytanie zębów mili państwo, płacz i zgrzytanie zębów.

Naprawdę smuci mnie fakt, że doskonały pierwszy tom, który potrafił zainteresować nawet mnie, teraz wypada bledziuteńko przy ocenie całości. CLAMP jednak się nie zmienił- już liczyłem na poprawę, a tutaj po pierwszym pozytywnym zaskoczeniu przyszedł czas na standardowe zagrywki tego studia, które w każdej ze swych mang truje nieziemsko, przesładza i zalewa czytelnika bardzo filozoficznymi i głębokimi rozmowami o życiu, śmierci i znaczeniu polityki rolnej Urugwaju dla wzrostu sprzedaży gwoździ na Tajwanie.

Moja ocena: 2/10 (było by o jeden mniej, gdyby nie kreska i miłe wrażenia z początku serii)

Opublikowano:



Chobits #8

Chobits #8

Scenariusz: Clamp
Rysunki: Clamp
Wydanie: I
Data wydania: Lipiec 2004
Seria: Chobits
Wydawca oryginału: Kodansha
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka, obwoluta, grzbiet
Format: B6
Stron: 136
Cena: 13.90 zł
Wydawnictwo: JPF
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-